piątek, 31 stycznia 2014

January, go away!









Styczeń, zawsze najgorszy. Niby fajnie, nowy początek, plany, postanowienia, czysta kartka. Ale to wszystko nic w porównaniu z listą  minusów. Cieszę się, że w końcu się kończy. Zawsze wpędza mnie w depresję. Jest zwyczajnie beznadziejny. Tak do szpiku. I sprawia, że wszystko takie się staje. Coś okropnego! Taki skok na główkę w gówno. Na szczęście nadchodzi pora odbicia, od teraz będzie  już tylko lepiej. Musi być. Zawsze jest. Bo dopiero teraz idzie nowe! Ja idę w nowe. I cały syf zostawiam za sobą. Nie chce mi się sprzątać, roztrząsać, wracać. Jestem zmęczona. Styczeń mnie męczy. 


wtorek, 28 stycznia 2014

Best of August!

Sierpień. Kolejny cudowny miesiąc. Kolejny z moich ulubionych. Dalej lato, dalej ciepło, słońce, piękne zachody. Kiedy przeglądam te zdjęcia, aż mnie ściska ze szczęścia, że jeszcze bliżej niż dalej. Zima pędzi jak szalona, mimo że dopiero się zaczyna, za chwilę luty. Potem rzut beretem do wiosny. Fenomenalna perspektywa! Ten sierpień był wyjątkowy z kilku względów. Przede wszystkim byłam na niezwykłym, międzynarodowym weselu. Przy tej okazji miałam wspaniałą możliwość bycia w Gliwicach w samym środku wakacji (pierwszy raz w życiu!). W ogóle możliwość bycia w Gliwicach jest dla mnie czymś wielkim, nie mówiąc o byciu po tak długim czasie! Ten sierpień był niezwykły bo trafiły mi się wakacje w wakacje, a to ostatnimi czasy rarytas! Lato jest magiczne. Kocham gołe nogi, sandały i okulary przeciwsłoneczne. Plażę, słońce, wszystko! Myślę, że Wy również...

08.08.2013 - Gliwice, Gliwice!


24.08.2013 - Princess time again.




27.08.2013 - In The Summertime.


30.08.2013 - Serca i paski.


I bonus w postaci wesela!



Niedźwiedź.


Zima, zimno, śnieg. Biały świat, czysty i piękny. Z wielu względów naprawdę lubię zimę. Lubię kiedy pada śnieg, kiedy jest tak biało i ładnie. Lubię sanki, łyżwy, marzy mi się deska… Lubię wełniane czapy i szale. Nienawidzę jednak zimna. Marznąć nie znoszę z kilku powodów. Od wielu lat walczę z moimi nieszczęsnymi dłoniami, które odmroziłam. Zdarzyło mi się też cholernie przemarznąć i zbyt dobrze to pamiętam. W ekstremalnych upałach się męczę, ale zimno jest bolesne. Czasem chciałabym być niedźwiedziem i przespać zimę. Albo muminkiem, one przecież też budzą się dopiero na wiosnę. Chciałabym ten zimny okres spędzić w łóżku albo na kanapie, pod miękkim kocem, przy rozgrzanym kaloryferze, z kubkiem gorącej herbaty, kawy lub kakao. Za oknem niech się dzieje co chce. Niech będzie pięknie i biało, niech wieje, pada, grzmi. Nieważne. Boję się wizji siebie po takiej długiej zimie… Dlatego też wkładam na siebie 100 warstw, chowam się pod swetrami, kożuchami i szalami. Cieszę się zimą, biegam z psem po lesie, rzucam śniegiem i uciekam przed odwetem. Potem wracam do domu z czerwoną buzią, rozgrzewam lodowate ręce i jestem pozytywnie zmęczona. Bo zima ma to do siebie, że zmęczona jestem cały czas. Może jednak mam w sobie coś z niedźwiedzia, jestem notorycznie śpiąca… 
























poniedziałek, 27 stycznia 2014

Best of July!

Jeśli chodzi o blogowe sprawy lipiec był krótki. W rzeczywistości był niezwykle intensywny. Jedno wynika z drugiego. Stety i niestety. Dlaczego? Cieszę się, że dużo się działo, było ciepło, pięknie i naprawdę przyjemnie, ale żałuję że tak mało czasu zostało na bloga. Mimo, że z małej ilości postów łatwiej wybrać te najfajniejsze, zdecydowanie wolę obfitsze miesiące. Mam nadzieję, że kiedyś osiągnę perfekcję, znajdę złoty środek i wszystko będzie tak, jak chciałabym żeby było. Tak czy inaczej to był naprawdę dobry miesiąc. Życzyłabym sobie, żeby kolejny był jeszcze wspanialszy! Tymczasem lipiec...



16.07.2013 - Soczysta zieleń.






28.07.2013 - Małe plażowanie.


Jako bonus post 600. Ot tak, pozostając w klimacie okrągłych obchodów!



sobota, 25 stycznia 2014

700!

Przyznam, że trochę się zastanawiałam nad tym postem. W końcu 700 to już całkiem spora liczba. To fajna okrągła okazja, którą chciałam w jakiś sposób uczcić. I to okazało się sporym wyzwaniem. Pytałam, czy Wy chcielibyście z tej okazji zobaczyć coś szczególnego, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Nie chciałam też zwlekać z tym nie wiadomo ile, bo jednak do bloga mnie ciągnie. Zastanawiałam się, bo przez ten czas przewinęło się tu już naprawdę sporo. Były cekiny, koronki, tiule, kolorowe i błyszczące buty, szampany, kwiatki… Stwierdziłam, że nie zaskoczę Was niczym z mojej szafy, bo jakbym się nie postarała, to i tak wyszłoby coś, co w końcu by tu trafiło. I to bez okazji. Żaden wspaniały fotograf nie stanął mi na drodze, żaden nie zaproponował mi wystrzałowej sesji, więc super zdjęć też nie mam w zanadrzu. Kombinowałam, aż w końcu trafiłam! Mam dziś dla Was coś, czego na pewno jeszcze nie widzieliście. Coś czego nigdy wcześniej nie publikowałam. Wygrzebałam trochę wspomnień. Przygotowałam swoje stare zdjęcia, które widziała zaledwie garstka ludzi. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ta podróż w czasie…

1987. To pierwsze zdjęcie, które mam. Z butelką koleżanka mamy.
1988. Ja, mama i Wartburg dziadka (dziadka poznacie niżej!).
1989. 80-te urodziny prababci (ją również poznacie niżej). Jeszcze jako jedynaczka.

1991. Jedno z moich ulubionych zdjęć.
1991. I oto on, nieobecny już niestety, ukochany dziadek! 
1991. Prababcia. Najprawdopodobniej po niej mam zamiłowanie do butów i kilka innych cech...
Przebrany Gwiazdor - trauma. Znienawidzony motyw.
Na szczęście w domu prezenty zawsze czekały pod choinką. Zero strasznych przebierańców.
1992. Niezwykłe zdjęcie, zapomniałam już, że takie mam. Oto cztery pokolenia kobiet z mojej rodziny. Prababcia, ja, babcia i mama.
Bal karnawałowy w zerówce.
Z tatą.


Dziś można by powiedzieć: wstęp do kitesurfingu.




Z babcią przy leniwych zdaje się.
Wycieczka klasowa do Gdańska.


Z siostrą mojego dziadka w Chałupach.

To żadna ściema, serio sama płynęłam!
Z Sagą, moim drugim psem.
Pierwszy raz na dużym rowerze!
Gdańsk.
Wypłosz, maluch i Westerplatte.
Pierwszy udokumentowany Dzień Kobiet. 

Z drugim dziadkiem.







Tak niestety też wyglądałam. Potem już nie odważyłam się iść do fryzjera ze zdjęciem z gazety.



Na Zaruskim z kapitanem.

2000. Warszawa.

Zaruski raz jeszcze.
Jedyny pokaz, jedyny raz kiedy byłam modelką. Gimnazjum.
Tu też Zaruski. Gdyby ktoś miał wątpliwości - mam na sobie czerwona koszulkę i jestem wyżej.
2001. Ostatni rejs na Zaruskim. Fenomenalne Visby, mam nadzieję, że tam kiedyś wrócę. 

Nad dachami Visby.
Kiedyś byłam różą… czyli rola mojego życia. Mały Książę. 
Na koniec moje absolutnie ulubione zdjęcie. Zrobione przy okazji zdjęć klasowych w zerówce.