czwartek, 28 kwietnia 2016

wtorek, 12 kwietnia 2016

czwartek, 7 kwietnia 2016

Morze, zawsze morze!


Co robi dziecko morza po stosunkowo długiej nieobecności w domu? Biegnie na plażę, a jakże! Nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła... Mimo, że góry cały czas chodzą mi po głowie (i będą chodzić jeszcze bardzo, bardzo długo, o ile nie zawsze...), to mój dom jest tam, gdzie jest woda. Mogę być wszędzie, w końcu uwielbiam jeździć, wyjeżdżać, być gdzieś indziej, ale zawsze będę wracać nad to moje morze. Być może to właśnie przez to morze najtrudniejsze powroty są bardziej znośne... I to ten widok właśnie sprawia, że każde rozdarcie mniej boli. A okazuje się, że można być rozdartym na zaskakująco wiele kawałków!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Kwiecień, czyli kończymy temat zimy.


Nadszedł moment, w którym wypada pożegnać się z zimą. Trochę niechętnie, przyznaję, ale zima w domu nie ma górskiego uroku, więc chyba jakoś to będzie. Nie mam tu tych wszystkich atrakcji, ludzi, miejsc... Z zaśnieżonej Szklarskiej trafiłam do wiosennej Jastarni, więc nie oszukujmy się, temat zimy siedzi już tylko w mojej głowie. Przecież już trzy tygodnie mam tu wiosnę, ogródek, rower, plażę... Oswajanie z normalnością jest jednak jeszcze trudniejsze niż myślałam. Czego bym nie zrobiła, za co się nie zabrała, ciągle czegoś mi brakuje. To zaczyna być męczące. Trzeba tymi drzwiami trzasnąć raz a dobrze. Dłużej nie może tak być. Za sprawą zmiany czasu i magicznego wydłużenia dnia, z chwilą przejścia marca w kwiecień, stało się oczywiste, że należy się otrząsnąć.