poniedziałek, 14 sierpnia 2017

#nostalgia


kiedy wieczór zmienia się w świt
coś dobija się do mych drzwi
ej, ej, nostalgia
kiedy luty zmienia się w lipiec
nie dam rady się przed nią kryć
wiem, wiem, nostalgia
w sierpniu wnętrze auta jak piekło
w głowie ciągle lat mam dwadzieścia
chociaż jestem już przed trzydziestką
ciągle zbawić chcę cały wszechświat*








Jak bardzo bym się nie starała zaklinać rzeczywistości, zawsze nastąpi moment, kiedy wpadam w lepkie objęcia nostalgii. Zawsze. Może mam jakieś nieszczęsne depresyjne usposobienie, może jestem zwyczajnie podatna na małe smutki. 
Za dwa i pół tygodnia mam urodziny, na które cieszyłam się okrągły rok - właśnie mi przeszło. Ze smutkiem stwierdzam, że jako osoba jeszcze cały czas przed trzydziestką nic nie osiągnęłam. Nic tak na serio nie potrafię, w niczym nie jestem wystarczająco dobra i powoli tracę nadzieję na to, że w końcu zrobię coś serio satysfakcjonującego. Przez pewnien czas wydawało mi się, że coś drgnęło w moim życiu towarzyskim, ale to też w zasadzie było złudzenie. Wszystko powoli wraca do pierwotnego stanu. Odnoszę wrażenie, że mnie się nie da lubić na poważnie, że nie jestem stworzona do lubienia. Można się ze mną spotkać, napić piwa, pożartować, ale o przyjaźni nie ma mowy. Kwestia charakteru, uwarunkowania genetycznego czy cokolwiek innego. A jeśli miałabym wskazać jedną rzecz, której brakuje mi w życiu wybrałabym przyjaźń. Bez wahania. Tyle, że szanse są nikłe, a złotej rybki brak. 
Tęsknę za tym, co sobie wymyśliłam.
A może jak jestem chora i półprzytomna to za dużo myślę o głupotach? Może to z gorączką wszystko wychodzi? Oby.


2 komentarze: