niedziela, 19 października 2014

Namiastka lata.


 I oto przed Wami klasyka gatunku. Każdy, kto zagląda tu od dłuższego czasu, doskonale wie, że paski i marynarskie klimaty to jedne z moich największych modowych obsesji. Coś, co nigdy mi się nie znudzi i zawsze będzie miało w mojej szafie odpowiednio dużo miejsca. Osobiście uważam, że jeśli chodzi o klasyczny minimalizm, nie ma idealniejszego połączenia. W sumie nie ma co się rozpisywać… Granat z bielą broni się sam. Zawsze! Zostawiam Was więc z jednym z tysiąca moich marynarskich zestawów. Z jesienną namiastką lata...












sobota, 18 października 2014

Romantyczny.














 Zwiewnie, dziewczęco, chciałoby się powiedzieć romantycznie. Połączenie nimfy z hipiską. Tak chciałam kończyć lato. Chociaż powinno być ładniej. Powinnam być chudsza, może bardziej uśmiechnięta. Powinno powiewać romansem, a tu w powietrzu nic poza melodramatem. Tak, tak, znowu… Nie oduczę się. Zdaje się, że wszyscy interesujący mnie mężczyźni najzwyczajniej w świecie mnie nie dostrzegają. Pomijając już, że spora część tych najfajniejszych dawno już się zajęła… Dlatego romantyzm zostawiam na zdjęcia. Jak jeszcze nad tym popracuję, to powinno być całkiem fajnie. Przecież to taki wdzięczny temat! 


wtorek, 14 października 2014

Biało-czarne.


Sex w wielkim mieście ma powrócić na wielkie ekrany. Świetnie, z przyjemnością zostanę obserwatorką ich kolejnych przygód. Chętnie z nimi chwilę pobędę… Na nowo odnajdę swoje cechy w każdej z nich. Przeniosę się do magicznego Nowego Jorku i rozbujam własną wyobraźnię. Ale to wszystko za jakiś czas. Teraz towarzyszy mi poczucie gigantycznej zazdrości. Jak zawsze, kiedy na myśl przyjdą mi owe panie. Zazdroszczę im jak cholera tej ich przyjaźni. Jeśli miałabym sobie czegoś życzyć, to chciałabym przyjaciółkę. Jedną, dwie - nieważne! Nigdy tym słowem nie operowałam. Można powiedzieć, że nie istniało w moim słowniku (przynajmniej w odniesieniu do mojej osoby). Może to był błąd, może powinnam mieć inne podejście do tematu. Cóż, stało się. W obecnej chwili zostałam dość konkretnie sama. Duża w tym moja zasługa, nie ukrywam. Popełniłam grzech zaniechania. I to zdaje się niejednokrotnie… Trochę 'tak wyszło', trochę zmusiły mnie różne sytuacje i okoliczności. Na chwilę za bardzo zrezygnowałam z życia i teraz mam swoją samotność. Całą dla siebie. Normalnie się nad tym nie zastanawiam, ale czasem ta myśl dopada mnie sama. Bo  przecież fajnie pogadać o głupotach, wyskoczyć na kawę, napić się wina. Razem porobić nic. Albo coś. Cokolwiek. Kiedykolwiek. Aspołeczność ma swoje minusy, nie ma co… W przeciwieństwie do czarno-białych zdjęć, te nie mają minusów wcale! Dlatego lepiej skupić się na nich. Na razie.












piątek, 10 października 2014

Jutro.













Porządna dawka koloru dla poprawy samopoczucia. Energetyczna żółć, która ma być czymś w rodzaju kopa. Chociaż kopów (jak niczego innego) mi nie brak. W przeciwieństwie do energii choćby. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka. Mogłabym spać od rana do nocy, od nocy do rana, czy jakkolwiek inaczej. Byle dużo i często. Chwilowo jestem na etapie wielbienia trybu życia mojego kota. Dodam, że nie jest najaktywniejszą istotą na świecie… Ale, kiedy tylko zakręcę się w okolicy łóżka, zaczynają zżerać mnie wyrzuty sumienia. Bo jakże to tak życie własne przespać? Szczególnie teraz, kiedy uderzyła mnie świadomość śmierci. Tak, zgadza się, tej najgłośniejszej ostatnio. Piękna, zdolna, niewiele starsza ode mnie. Przy tej okazji przeczytałam piękne zdanie: nie odkładajcie życia na kiedyś, korzystajcie z czasu który został wam dany. Strzał w dziesiątkę. Nienawidzę tego w sobie od kiedy pamiętam. Staram się z tym walczyć, ale często z naprawdę żałosnym skutkiem… Niestety często odkładam, przekładam coś, czy choćby przemilczę. Nadużywam zwrotów 'od jutra', 'od teraz', 'kiedyś'. I zawsze się wściekam. Wściekam się na to, że nie jestem systematyczna, że nie mogę się zebrać w sobie, że na potem odkładam tyle spraw. Nie lubię się do tego przyznawać, ale moje jutro też jest najbardziej zapracowanym dniem świata. Zabawne, jak mi niby doby ma starczyć na zrobienie tego wszystkiego, co się na to jutro gromadzi… Tego posta też odkładałam na jutro. Od dwóch godzin miałam spać. Zabawne? Ani trochę! Tak samo jak moje rosnące dupsko, za które od miesiąca nie mogę się zabrać. W zasadzie wszystko leży i kwiczy. Cała góra rzeczy zaniechanych piętrzy mi się pod nogami, a ja co? Nic, po prostu nic. Siedzę sobie i nie ogarniam. Żenujące. Jakby to całe jutro spadło mi w tej chwili na głowę, bez wątpienia nic by po mnie nie zostało. Ani po mnie, ani po fotelu, w którym siedzę. I tak naprawdę, to bardzo mnie smuci, że odkładam to życie na później. Błędne koło. Dlatego post jest dziś, nie jutro. Żeby nie ośmieszać się kolejnym stwierdzeniem, że od jutra się za wszystko zabiorę. Ciekawe ile trwa zamiana jutra na dziś, bo doba to zdecydowanie za mało...