wtorek, 10 kwietnia 2018

Dobry moment.


Gdzieś głęboko pod skórą czuję, że właśnie dotarłam do tego momentu, kiedy wszystko ulegnie zmianie. Trochę jak w piosence Kazika - los się musi odmienić... Nie żebym na swój byt narzekała, nie mam prawa, ale znudziło mi się mówienie, że jest dobrze, chcę żeby było znakomicie! Wydaje mi się, że to dobry moment, żeby przestać czekać i zacząć działać. Robi się coraz piękniej, za oknem coraz cieplej, słońce ostatnio rozpieszcza i dodaje skrzydeł swoją obecnością. Jak nie teraz to kiedy? Jesienią, kiedy znowu zrobi się szaro i zacznę marzyć o zawinięciu się w koc na dłuższy czas?

środa, 4 kwietnia 2018

Były sobie Święta.

Nikogo nie zaskoczę, jak po raz kolejny, głęboko wzdychając, powiem, że czas pędzi jak szalony. Wydaje mi się, że nie zdążyłam sobie porządnie zdać sprawy z tego, że zbliżają się Święta, a te zostały już gdzieś daleko w tyle... Ledwie je zauważyłam, a przecież były szeregiem miłych chwil, były pełne spokoju i bardzo sprzyjały odpoczynkowi!

sobota, 31 marca 2018

Była sobie zima.


Podobno zima jest długa, zimna i zła. Tak mówią. Mówią też, że się ciągnie, że męczy, że jest ciemno i końca nie widać. Mi ten nieszczęsny koniec spędza sen z powiek...
Moja tegoroczna zima trwała równe trzy miesiące. Powiecie, że długo, albo przynajmniej wystarczająco. Chciałabym móc się zgodzić, ale jak niby mogę to zrobić, jeśli wydaje mi się, że cały ten czas minął w ciągu jednego mrugnięcia? Upierałabym się, że to były trzy tygodnie, serio! Tylko trochę dziwnie, że to już Wielkanoc...

środa, 21 marca 2018

Miss Spring.


Wiosna wybuchła mi prosto w twarz... 
Bez uprzedzenia. Kiedy w niedzielę wsiadałam do pociągu była zima, dookoła było biało, wszędzie śnieg, było jak w bajce, a ja miałam tę moc... W jedną noc zmieniło się wszystko - wysiadłam z pociągu i powitało mnie słońce, błękitne niebo, śpiew ptaków, ani śladu śniegu, jakbym trafiła na inną planetę, dosłownie inną. Góry zmieniły się w morze. Trochę magia.

piątek, 15 grudnia 2017

Czemu by nie...


Na nic moje zaklinanie rzeczywistości. Jestem chora. Czuję się tak beznadziejnie, jak beznadziejnie można czuć się tylko z zapchanym nosem, załzawionymi oczami, ustami pękającymi z przesuszenia spowodowanego wydychaniem powietrza, bolącymi placami i ogólną pochłaniającą jak czarna dziura niemocą. Właściwie to czuje się jeszcze gorzej, bo ten stan niesie ze sobą odrobinę przyjemności w postaci całodziennego leżenia w łóżku bez cienia wyrzutów sumienia, czytania, oglądania filmów, picia mleka z miodem, herbaty z imbirem, przysypiania, niczym niezmąconego leniuchowania, na które w żadnym wypadku nie mogę sobie w tej chwili pozwolić. Nie wiem czemu chorowanie zawsze dopada mnie w momencie, kiedy musze być zwarta i gotowa, kiedy mam sto rzeczy na głowie i całkowity brak czasu. To nie jest w porządku. Chciałabym sobie tak beztrosko poleżeć w łóżku, mieć cały świat w nosie, tym zapchanym nosie...

środa, 13 grudnia 2017

Świąteczny azyl.


Chciałabym móc powiedzieć, że wszystko idzie zgodni z planem. Niestety odrobinę zboczyłam z obranego kursu i już nie jest tak idealnie. Czas kurczy się w zastraszającym tempie, natomiast lista rzeczy do zrobienia w dziwny sposób robi się coraz dłuższa. Krótki wyjazd, chwilowa niedyspozycja i cały misterny plan... Jeszcze nie wylądował, ale wiecie o co chodzi. Wyjątkowo szybko udało mi się wrócić do żywych po spadku farmy, ale wisi nade mną jakieś choróbsko. Staram się nie dopuszczać do siebie tej myśli, bo nie mam czasu na zwykłe zajęcia, a co dopiero na rozwalenie się w łóżku na kilka dni. Jedno jest pewne, bez względu na to, jak opornie miałoby mi teraz iść, nic nie zmieni mojego nastawienia do mijającego roku. I tak na serio to nic nie jest w stanie popsuć mi już humoru. W świątecznym swetrze jestem bezpieczna. Nic złego do mnie nie dopuszcza. Poza tym świąteczne kubki też robią swoje, a wiedzcie, że w ciągu dnia piję sporo kawy i herbat. W oknach świąteczne światełka. Nawet choinka już stoi, żebym zdążyła się przed wyjazdem nią nacieszyć. Ha! Ku mojej dziecięcej wręcz radości, spacerując z Rupertem, widzę coraz więcej świątecznych światełek u innych. I to jest fantastyczne! 
Nie pozostaje mi mi nic innego, niż zrobienie sobie kawy (dziś w czerwonym kubku) i wskoczenie na najwyższe obroty, wszak czas się kurczy nieubłaganie...

wtorek, 5 grudnia 2017

Blonde!


Takie z nas pokręcone istoty, że zawsze chcemy mieć to, czego aktualnie nie mamy. Blondynki chciałyby mieć ciemne lśniące włosy, szatynki widziałyby się w wersji blond, dziewczyny z prostymi włosami oddałyby wszystko za piękne loki, a te z lokami walczą z prostownicą.
Nie zaskoczę nikogo, jak teraz powiem, że zawsze marzyłam o lokach i rzecz jasna - o blondzie (niekoniecznie w pakiecie).

sobota, 2 grudnia 2017

Hello December!


Grudzień. Koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Za kilka chwil zaczniemy rozmyślać nad przyszłorocznymi planami i postanowieniami. Jednak zanim to nastąpi, będziemy musieli spojrzeć w twarz tym tegorocznym. Czy się udało, czy wystarczająco się staraliśmy, czy nie straciły na ważności? Może nie starczyło zapału, może wszystko uległo zmianie, a może plan został wykonany w 120%? Czy było dobrze, czy ten rok był dla nas dobry i czy sami byliśmy dobrzy dla siebie. Czym może zaskoczyć nas kolejny, o czym skrycie marzymy, czego pragniemy najbardziej na świecie. Czy jesteśmy szczęśliwi, albo przynajmniej na dobrej drodze do szczęścia? I czy potrafimy szczerze odpowiedzieć sobie na te i wiele innych pytań, które możemy zadać sobie przy tej okazji. Bez ściemniania, bez owijania w bawełnę, bez wymówek. Szczerze.