piątek, 18 listopada 2022

Zdjęcia z wakacji.

 

Moje pierwsze skojarzenie ze szczęściem, to wolny słoneczny dzień spędzony na plaży. Bez patrzenia na zegarek, bez jakiegokolwiek muszę czy powinnam. Letni dzień, słońce muskające skórę, ciepła morska woda. Plażowy zestaw, którego nie powstydziłaby się dziesięcioletnia  ja. Mokry ręcznik, woda skapująca z włosów, książka, szum fal, bułka z roztopionym od gorąca serem. Piasek parzący stopy, brak zasięgu i perspektywa całego fantastycznego dnia na plaży!

niedziela, 13 listopada 2022

Czerwiec w trzech aktach.

 

Czerwiec, piękny jak z obrazka. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych miesięcy. Wakacyjny, słoneczny, pełen długich dni i ciepłych, krótkich nocy. Bezkres możliwości. Miesiąc z niezliczoną liczbą zalet. Wydaje się, że wcale nie trzeba spać, kiedy lato wybucha nam prosto w twarz. Nic tylko korzystać, korzystać pełnymi garściami. Chciałoby się powiedzieć - chwilo trwaj!

wtorek, 8 listopada 2022

Maj.

 

Maj jest jednym z piękniejszych miesięcy w roku. Jest pięknie i kolorowo, dni są cudownie długie, świeci słońce i jest ciepło. Zazwyczaj. Wiemy doskonale, że bywają też te wyjątkowo zimne maje. Kiedy dalej jest dość kolorowo, dni są długie, ale spędzanie czasu na świeżym powietrzu wcale nie wzbudza szczególnego entuzjazmu. Moje maje, bez względu na to, co dzieje się za oknem, są niezmiennie okresem wzmożonej aktywności. Zawsze jestem zakopana w pracy, z terminami wiszącymi nad głową, z niedoczasem i zmęczeniem. Taka uroda mojej działalności. Jednocześnie maj jest miesiącem, z którego zazwyczaj stosunkowo mało pamiętam, bo dni nie różnią się od siebie szczególnie, a czas mija jeszcze szybciej niż zazwyczaj. Trochę szkoda, ale wiadomo...

sobota, 5 listopada 2022

Późna wiosna.

To było zaledwie chwilę temu. Radość z pierwszych kwitnących kwiatów, zieleń trawy, hamak. Twarz zachłannie wystawiona do słońca. Ciepło i szczęście ukryte między liśćmi roślin. Tego dnia, pierwszy raz w sezonie, chodziłam boso po trawie. Leżałam w hamaku z książką, piłam wino i cieszyłam się wolnym przedpołudniem. Takie chwile wracają niczym promyki słońca w jesienne deszczowe popołudnia. Takie, kiedy jest ciemno i zimno, kiedy najcudowniejszą wydaje się myśl o kocu i ciepłej herbacie.

niedziela, 23 października 2022

Wiosna.

 

Nie daje mi ostatnio spokoju myśl, że chciałabym zrobić coś wielkiego. Jakkolwiek megalomańsko to nie zabrzmi, chciałabym coś osiągnąć, stworzyć coś, co po mnie zostanie. Cały czas czuję, że nie daję z siebie wszystkiego, nie daję tyle, ile powinnam. Ten niedosyt jest wielopłaszczyznowy. Chciałabym więcej i bardziej, chociaż nie wiem, co mogłoby być tym czymś wielkim. Nie wiem, co byłoby czymś wystarczającym. I czy kiedyś faktycznie uda mi się poczuć, że to już, że się udało, że uf! 

sobota, 15 października 2022

Wczesna wiosna.

Zjawiam się i znikam, gdybym chociaż była śliczna taka - Miss of America (parafrazując Lombard i Małgorzatę Ostrowską, oczywiście). Zjawiam się i znikam, znikam żeby się pojawić, pojawiam się z nadzieją, że tym razem nie zniknę. Wiem jednak doskonale, że zdarzyć może się dokładnie wszystko. Mogę zostać najbardziej sumienną i systematyczną z istot, mogę również zrobić to, w czym do tej pory, od dłuższego czasu, jestem tak dobra. Tak, zgadza się, wszyscy zgadli, owacje na stojąco. Zakładając jednak, że zupełnie nie wiem, co będzie, skupię się na tu i teraz. Tylko tyle i aż tyle. Widziałam już tyle wielkich planów, które zostały rozwiane niczym domek z kart, tyle złudzeń roztrzaskanych przez przeciąg, tyle nie tak to miało wyglądać, że daruję sobie deklaracje i uroczyste postanowienia. Postaram się, postaram się lepiej zorganizować swój czas, którego mi niestety ciągle za mało. Za mało godzin w dobie, za mało czasu, za mało życia w życiu. Takim jestem typem, że mi ciągle mało i za dużo chcę. Chcę lepiej, chcę więcej, chcę żeby było doskonale, a jednocześnie czuję, że czas pędzi i nie dam rady zrealizować wszystkiego tak na sto procent, tyle i tak, jak bym tego chciała. Trochę mnie to przeraża, przyznaję.

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Zima.

 

Była sobie zima. Była krótka i intensywna. Piękna, pełna śniegu. Idealna, biała zima, jak z obrazka. Taka, o której marzymy i taka, jaką sobie wyobrażamy, kiedy o niej myślimy.

sobota, 13 listopada 2021

#Kraków

 

Ocean wolnego czasu

Kraków Kraków Kraków

(...)

Nadmiar piękna oddech zapiera

Cudowny bezczas jak zakochanie*

Ostatnie wydarzenia i nieszczęsne krużganki przypomniały mi o zdjęciach z mojej ostatniej wycieczki do Krakowa. Całkiem zabawnie się złożyło, bo Kraków to kolejne z moich miejsc. Miasto, do którego uwielbiam wracać. Miasto, które za każdym razem zapiera mi dech swym pięknem. Miasto, w którym nie potrafię się nie uśmiechać. Ocean wolnego czasu.

środa, 27 października 2021

#Gliwice

 

Wspomniałam ostatnio, że od lat tworzę mapę moich miejsc. Miejsc, które są dla mnie ważne, pięknych miejsc, do których uwielbiam wracać, miejsc przepełnionych dobrymi wspomnieniami. Z każdym rokiem wzbogacam ją o nowe punkty, zdarza się też, że coś bezpowrotnie z niej znika, ale to na szczęście rzadziej. Te moje miejsca nigdy mi się nie nudzą, wracam do nich zawsze z tym samym uśmiechem na twarzy. Ogromną radość sprawia mi odkrywanie nowych, ale cytując klasyka - lubię wracać tam, gdzie byłem już, lubię wracać w strony, które znam, po wspomnienia zostawione tam, by się przejrzeć w nich...* Niektóre z tych miejsc mam na wyciągnięcie dłoni, od innych dzielą mnie kilometry, długie godziny podróży. A wszystkie łączy jedno, ja.

I tak, kiedy jesień pojawia się na horyzoncie, kiedy złote liście lecą z drzew, a ze spaceru wracam z kieszenią wypchaną kasztanami i żołędziami, kiedy powietrze robi się chłodne i coraz szybciej robi się ciemno, wtedy zaczynam bardziej tęsknić za Gliwicami. To zabawne, że jesienią brakuje mi ich jakby bardziej, tęsknię mocniej, ale tak jakoś wychodzi. Kto wie, może to dlatego, że właśnie jesienią pojawiły się w moim życiu. No i jesienią chyba też najcześciej je odwiedzam. Część z Was wie, że Gliwice mają szczególne miejsce w moim sercu. Tym, którzy tego nie wiedzą, zaraz po krótce wyjaśnię, jak doszło do tego, że stały się tak ważnym punktem.

poniedziałek, 18 października 2021

Rysa na szkle.

Niczym bumerang krążą mi po głowie zdania. Urywki całości, której nie jestem chyba jeszcze w stanie zgrabnie ułożyć, ale muszę się w końcu spiąć, żeby to zrobić. Wracają nieustannie. Po przebudzeniu, chwilę przed zaśnięciem, na spacerze i podczas zmywania. Myślę, że dopóki ich z siebie nie wyrzucę, nie przestaną mnie dręczyć. Chociaż kto wie, może to wcale nie wystarczy...

Łudziłam się, że to może jesień, więcej czasu i więcej ciemności, ale nie, to przecież wcale nie to. W głębi duszy doskonale wiem co to jest. W końcu znam ten cierpki smak, jak nic innego na świecie. Towarzyszy mi odkąd pamiętam. Mam to pod skórą. 

Niczym bumerang wracam do napisania tego, co tak krąży. Nie zliczę, która to już próba, które podejście. Siadam, piszę, skreślam, wymazuję, usuwam. Znów próbuję. To wydaje się takie szalenie proste, a jednocześnie jest trudniejsze niż wszystko dotychczas. Trudne, bo bardzo moje, bardzo niewygodne i bardzo, po prostu.