wtorek, 2 sierpnia 2016

Czas start!















 To była połowa czerwca. Miało być już fajnie i normalnie. Jakaś systematyczność... Powoli zaczęło mi się wydawać, że ogarniam, że ogarnę. Bang! Trzask, jakiś przeciąg i się cała konstrukcja posypała. Wypadałoby chyba w końcu te gówniane karty zamienić na jakieś klocki. W sumie to mogłoby ułatwić, szczególnie jak się mieszka na morzem, gdzie, jak wiadomo, często wieje. Cały ten rok obfituje w przygody, ale zdecydowanie nie sprzyja rozwijaniu bloga... Chodzę, czuję się, wyglądam jak zombie. Nie mam czasu na zdjęcia, nie mam mocy, żeby skleić kilka w miarę sensownych zdań. Kiedy nadchodzi moment, w którym teoretycznie mogłabym usiąść przed komputerem, oczy mi się zamykają, poduszka zmienia się magicznie w śpiewającą syrenę, której nie da się oprzeć. Zasypiam w minutę, niby śpię, ale budzę się zmęczona. A lato mija. Koniec lipca, za chwilę już znów zima.* Nie, żebym nie cieszyła się na samą myśl o kolejnej zimie w górach, ale tego lata cholernie mi żal. Tak szybko mija. Za miesiąc będę obchodziła kolejne urodziny, czyli kolejne wakacje dobiegną końca. A te moje nieszczęsne nogi są w tym roku takie blade... Sierpień jest ostatnią szansą na posmakowanie tegorocznego lata. To ostatnia szansa żeby z niego skorzystać, żeby sobie kilka wspomnień zrobić. Ajj, za chwilę naprawdę będzie zima... Nie ma na co czekać. Czas start!


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Nie można?

















 Odrobiny szaleństwa mi brak. Chwili bez zastanawiania się co muszę. Wpadłam w wir pracy. Znowu wszystko odkładam na później, z przymusu rzecz jasna. Niedoczas. Tak wielki, że nawet sen nie jest taki, jak być powinien. Nie potrafię konkretnie odpocząć. Moje życie ma dziwną skłonność do popadania w przesadę. Jak A to A, jak C to intensywnie do granic. Nie ma mowy o jakimś ogarnięciu, ustabilizowaniu. Nic z tego, musi być na wariackich papierach, na krechę w dół... Jak mantrę powtarzam, że od jutra, że od poniedziałku, że od nowego miesiąca. I za każdym razem okazuje się, że nie, jeszcze nie teraz, nie ma czasu, wszystko musi poczekać. Na to magiczne jutro, jeszcze bardziej magiczne później. Od miesiąca prawie zabieram się za opublikowanie tych zdjęć. Milion tekstów, które mogłabym tu wcisnąć, przeleciał mi przez głowę w ciągu tych wszystkich dni, wszystkie uciekły z momentem przyłożenia głowy do poduszki. Życie, czyż nie? Codziennie wieczorem wściekam się, że nie potrafię wygospodarować sobie kilku chwil, żeby tu przysiąść. Tyle chciałabym zrobić i zmienić. Tyle zdjęć czeka, aż je opublikuję. Brakuje mi bycia tutaj. Tak normalnie, nie z doskoku. I wściekam się, że jak już uda mi się tu być, to nie potrafię napisać kilku sensowych zdań. Żeby było fajnie, zabawnie i z sensem. Czy naprawdę nie można mieć wszystkiego?! 



niedziela, 8 maja 2016

I just want to have fun!






























Plaża, słońce, rewelacyjny nastrój - oto dzień idealny. Wbrew pozorom jestem szalenie niepoważna, najbardziej na świecie lubię się bawić. Bawić się doskonale! Uwielbiam się wygłupiać. Lubię spędzać czas na słońcu, kocham plażę i te chwile, kiedy nic nie muszę. Chwile, które sprawiają, że jestem szczęśliwa. Zabawa w wakacje... Oj, niezwykle ją lubię! I zapach morskiej wody i fale i ten wszędobylski piasek. Najlepiej!