niedziela, 8 maja 2016

I just want to have fun!






























Plaża, słońce, rewelacyjny nastrój - oto dzień idealny. Wbrew pozorom jestem szalenie niepoważna, najbardziej na świecie lubię się bawić. Bawić się doskonale! Uwielbiam się wygłupiać. Lubię spędzać czas na słońcu, kocham plażę i te chwile, kiedy nic nie muszę. Chwile, które sprawiają, że jestem szczęśliwa. Zabawa w wakacje... Oj, niezwykle ją lubię! I zapach morskiej wody i fale i ten wszędobylski piasek. Najlepiej! 



piątek, 6 maja 2016

Dziesięć.














Właśnie mija dziesięć lat od mojej matury. Trochę, jakby to było wczoraj, trochę przepaść, jakieś sto lat świetlnych... Jedno jest pewne, już wtedy doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to jeden z najfantastyczniejszych okresów mojego życia. To był naprawdę piękny czas. Końca dobiegał mój związek z Gliwicami, więc czerpałam wszystko pełnymi garściami. Starałam się wykorzystać każdy moment, bo mój wyjazd zbliżał się wielkimi krokami. Zbierałam wspomnienia, chciałam być wszędzie, robić wszystko i ciągle było mi mało. To ten fantastyczny stan, który daje tylko i wyłącznie ograniczenie czasowe. Inaczej nie da się go osiągnąć. Nie ma odkładania na potem, to słowo praktycznie nie istnieje. Jest tylko tu i teraz. I ten nienasycony apetyt. Ajj, aż się łezka w oku kręci. Było naprawdę dobrze...
Wszyscy mi zawsze powtarzali, że zatęsknię za szkołą szybciej niż mi się wydaje (dodam, że nie byłam jej wielką fanką)... Nie zatęskniłam do dziś. Jeśli miałabym się cofnąć do jakiegoś momentu wybrałabym chyba początek, inaczej nie dałoby rady ogarnąć tego całego burdelu. Nie chciałabym jeszcze raz przerabiać szkoły, nauczycieli, godzin poświęconych na rzeczy, które zupełnie mnie nie interesowały, tych wielkich zawodów miłosnych, od których rozsypywałam się na kawałki, a które były warte tyle co nic... Nie chciałabym mieć tamtego podejścia do świata, do siebie, tamtych problemów i pomysłów. I nie chciałabym mieć tych dziewiętnastu lat, jeśli znowu miałabym być dokładnie tamtą mną. Inna biegałam na te egzaminy. Cieszę się, że mam już to wszystko za sobą. Walizka cudownych wspomnień warta jest tego mijającego czasu. A że bagaż doświadczeń nieraz doskwiera, cóż...


czwartek, 28 kwietnia 2016

Zdziwiona.


ona się tak pięknie dziwi
i ciągle wszystkim zaskoczona
w zdziwieniu swym aż traci siły
lecz dalej jeszcze jest zdziwiona*














Ze zdziwienia aż podnosi brwi... *
Niezwykle często się ostatnio dziwię. Życie mnie zaskakuje, nie ukrywam, że zazwyczaj dość podle. I tak się dziwię, oczy mam coraz większe, usta coraz bardziej otwarte. Kiedy pomyślę sobie, że teraz to już nic i nikt - tadam, znowu jestem zdziwiona. Fakt, że częściowo wynika to z mojej naiwności, bo wierzę lub chcę wierzyć w rzeczy, w które wierzyć zdecydowanie nie powinnam... Tyle, że tego typu zdziwienia bolą już zdecydowanie mniej niż kiedyś. Jakieś dziesięć lat temu podobne zdarzenia wywracały mi świat do góry nogami...  Naszej bohaterce chce się płakać i jeść maka, jest blisko skarpy, pójdzie skakać (...) naszej bohaterce się łamało serce nieraz, ale to co widzi teraz ją zabija niemal.** Nie, nie, nic z tych rzeczy - są jednak zalety bycia w pewnym wieku. Niektóre rzeczy przychodzą (przechodzą) zdecydowanie łatwiej. Chociaż jednak trochę dziwi. W końcu miała być przyjaźń. Miał być kontakt, miało być miło. A nie jest. I nie ma. I wszędzie cicho. I głucho... I nic nie jest takie jak być powinno. I kiedy własny cichy smutek zdaje się być nie do zniesienia wybucha bomba. I wszystko przestaje mieć znaczenie. W krótkim czasie odchodzi kolejna bliska mi osoba. Odchodzi w swoim stylu, szybko i cicho, sprawia, że tracę oddech. Na dłuższy moment. Tracę siłę, energię, radość i wiarę w jakikolwiek sens. Są rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. W stopniowaniu zdziwienia tutaj kończy się chyba skala. Bo jak to tak, to nie może dziać się naprawdę! Nagle wszystkie myśli nabierają barwę mojej spódnicy. Przez chwilę jest naprawdę źle. Coś w stylu dzień dobry, wszyscy umrzemy. Za chwilę będę miała 30 lat, nic nie wiem, nic nie umiem, nic nie widziałam, nic nie osiągnęłam. Prowadzę nudne życie, w zasadzie cała jestem nudna. I nic nie zdążę już zrobić, do niczego nie dojdę. Beznadzieja, bezdenny dół zalany głębokim smutkiem. Ciemne chmury. Taka absolutna niemoc. I tylko łóżko, a w nim ja przykryta po sam czubek głowy kołdrą. Nie budźcie mnie, teraz ani nigdy. Ale zza każdej chmury wychodzi w końcu słońce, czyż nie? Może jednak coś jeszcze uda mi się zrobić, coś zobaczyć, coś przeżyć. Może jednak nie będzie tak źle... Może kolejnym razem zdziwię się pozytywnie.