sobota, 21 marca 2015

WIOSNA!


Wiosna! Powitała nas listopadowym chłodem, wiatrem, deszczem i cóż, śniegiem! Zaprezentowała swoją najciemniejszą stronę, czyli teraz będzie już tylko lepiej. Czekałam na nią, jak się czeka na najbliższą osobę, której podróż nieoczekiwanie się przedłuża… Czułam ją w powietrzu już od jakiegoś czasu. Sprawiała, że czułam radosne podniecenie ciepłem, słońcem, pojawiającymi się pąkami… Była coraz bliżej i dawała o sobie znać. Ale teraz w końcu jest. Doszła, przyszła i już zostanie, musi zostać! I nieważne w co przyszła odziana. Śnieżną burzą by mnie nawet nie zwiodła! Jest i przyniosła ze sobą spokój, nawet jeśli za oknem go chwilowo nie widać. Przyszła z tą cudowną pewnością, że teraz naprawdę będzie już tylko lepiej. Słońce będzie świeciło mocniej, dni będą coraz dłuższe i dłuższe, wieczory coraz cieplejsze… Już nie będzie szaro, smutno i depresyjnie. Matko, jak ja się cieszę! Nie zniosłabym już dłużej tego potwornego czekania, karmienia się okruchami, które rozrzucała od niechcenia. Mimo, że ta zima była łagodna, stosunkowo szybko minęła, stosunkowo spokojnie, okropnie mnie zmęczyła. Pomijając wszystko inne, ta ciągła ciemność doprowadzała mnie do szaleństwa. Pozapalane lampy wcale nie przynosiły ukojenia. W sumie nic go tak naprawdę nie przynosiło. Chodziłam senna, trochę po omacku, czułam jak wszystko przecieka mi między palcami, a to naprawdę koszmarne uczucie. Koszmarny stan. Taki sen, który wcale się nie śni, ale ciągnie się w nieskończoność, męczy, dręczy, wpędza w nicość i ironicznie się uśmiecha… Pora się otrząsnąć, umyć oczy z resztek snu, już jest dobrze... Dziękuję, że już jesteś, teraz czas na wielkie rzeczy!

























czwartek, 19 marca 2015

Black, not bad.




















 Mała czarna, na tyle mała, że nieśmiało chowa się pod płaszczem. Z kolei płaszcz ma tu swoją premierę. Od jesieni czekał na swój pierwszy raz. Szczerze się zdziwiłam, jak go zobaczyłam wczoraj na wieszaku. Z jednej strony zapomniałam, że go mam, z drugiej wierzyć mi się nie chciało, że tak mogło się stać… Pomijając wszystko inne - on przecież jest w cętki! Podejrzewam, że każdy z Was już doskonale wie, że to jeden z moich ukochanych wzorów… Nie przypuszczałam, że coś z mojej własnej szafy jest w stanie mnie zaskoczyć. No dobra, poza magicznie kurczącymi się ubraniami, tym dziwię się bez końca, jak tylko na takie trafię! Kontrastem do małej czarnej mają być duże kozaki. Jeśli tak można je nazwać, w końcu ich rozmiar to przeciętne i bardzo przyzwoite 38… Tak czy inaczej noszą zaszczytny(?) tytuł moich najwyższych (najwyżej sięgających, bo obcasy pewnie znalazłyby się wyższe) butów. Taki oto prawie całkowicie czarny zestaw (torba rozjaśniająca całość jest szara!) postanowiłam zaserwować Wam przy okazji szybko kończącej się zimy. Jakoś tak, kurczę, lubię te wszystkie ciemne klimaty. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale bardzo dobrze się w nich czuję. Dobrze i ładnie. Cokolwiek miałoby znaczyć słowo ładnie... A Wy lubicie ciemną stronę szafy? Gracie w czarne?

poniedziałek, 16 marca 2015

Hardcore candy.


























 Cukierek skąpany w zachodzącym słońcu. To tak słodkie, że może zemdlić. Dlatego cukierek wcale nie jest taki słodki… Wszystko na zasadzie kontrastu. 
Kolejny raz jeden z moich ulubionych miksów kolorystycznych. Znowu ukochane molo. I oczywiście tradycyjna fotka z Rupertem (a nawet trzy!). Nie przeskoczyłam schematu. W zasadzie w tym wypadku wcale nie miałam zamiaru tego robić… A ten cukierek - cóż, chodził za mną od dawna.