Wczoraj był ten dzień, na który czekałam od dłuższego czasu. Nadszedł, przyszedł, był. Był totalnie fantastyczny! Jeżeli ktoś chciałby mnie uszczęśliwić, niech da mi porcję kultury (przyjmuję każdą jej formę). Tutaj chyba jeszcze o tym nie pisałam, ale od jakiegoś czasu mam na tym punkcie obsesję i niezwykle mało okazji (dla równowagi).
Wracając do wczorajszego wydarzenia - miałam ogromną przyjemność być na
Kolacji dla głupca. Z tego miejsca gorąco polecam ja każdemu, kto ma ochotę się pośmiać i rewelacyjnie się bawić. Sztuka fenomenalna! Mogłabym rozprawiać na ten temat długo. Mogłabym zachwycać się rewelacyjną grą aktorów, muzyką, minimalistyczną scenografią, tematem... Oj, zdecydowanie bym mogła!
Napiszę jeszcze o ludziach, których było pełno. W całej masie starszych ludzi nie widziałam nikogo, kto by nie był odpowiednio ubrany. Stylistykę pozostawiam, bo sprawa indywidualna, ale każdy był elegancki i aż miło było patrzeć. Większość młodych ludzi również zdecydowała się na eleganckie stroje. To budujące, bo świadczy o tym, że kultura w narodzie nie zanika. Pełna sala, garnitury, perły, obcasy. Piękny widok. I mały wyjątek. Dość liczna rodzina - elegancka mama, ojciec w koszulce polo, chłopak ubrany w t-shirt Quicksilvera, szerokie spodnie i adidasy (do kompletu łysy), panienka w rurkach i wychodzonych trampkach, druga w wyciągniętej kiecce i dwóch chłopaków w eleganckich koszulach. A to wszystko pod moim nosem, w pierwszym rzędzie. Czepiam się, możecie tak uważać, proszę bardzo, ale są pewne sytuacje i miejsca, gdzie według mnie obowiązują jakieś zasady. I nieprzestrzeganie ich świadczy o ogólnym braku szacunku. To mnie drażni.
A moja sukienka jest prezentem imieninowym sprzed paru lat. Wczoraj nie była jej premiera, ale nie miała szczęścia być sfotografowaną. Do trzech razy sztuka, jak to mówią...
sukienka - Marc by Marc Jacobs
buty - Allegro
szalik - H&M
płaszcz - Amisu
torebka - Moschino