czwartek, 12 stycznia 2012

Trochę koloru.

Ostatnio zaszalałam trochę ze wszelkimi szarościami. Postanowiłam trochę to zmienić. Znaczy wpuścić trochę koloru. Albo może wypuścić z szafy. Niestety mój stosunek do tego, co za oknem nie uległ jeszcze zmianie, ale nie będę się rozpisywać na temat moje fatalnego samopoczucia. To chyba nie jest odpowiednie miejsce. Wracając do kolorów - postanowiłam do nich wrócić. Może to brakujący element. Swoją drogą w mojej szafie zamieszkały jakieś małe wredne stworzonka, które chowają mi ubrania. Wchodzę do szafy i co? Nie ma tam ani jednego ciepłego swetra, który odpowiadałby obecnej temperaturze. A przecież były. To chyba te same, które ukradły słońce, obniżyły temperaturę i sprawiają, że ciągle źle się czuję. Czy do ich wypędzenia wystarczą kolorowe ciuchy? Pewnie nie, ale trzeba próbować. 







kurtka - New Look
spodnie - Gap
sweter - handmade by mam
buty - DeeZee
czapka - Dakine

środa, 11 stycznia 2012

Szaroburo.

Wydaje mi się, że moja odporność na zimno jest na wyczerpaniu. Wiem, że może to brzmieć śmiesznie, bo przecież praktycznie nie mamy zimy w tym roku, ale chcę już wiosny. Marzę o szpilkach, o gołych nogach, o sukienkach i o tych wszystkich rzeczach, których nie noszę, bo jest mi za zimno. Nadszedł moment, kiedy płaszcze i kozaki przestały mnie kręcić. Zaczęło mnie wkurzać, że przed wyjściem do sklepu muszę szukać rękawiczek, czapki, odpowiednich butów i kurtki. Nie wspominając o doborze spodni. Połowy nie noszę, bo nie mam odpowiednich butów, albo inaczej - żadne połączenie mi nie odpowiada. I do tego wszystkiego jestem wiecznie śpiąca. Chyba kiepski humor mnie dopadł, bo wydaje mi się, że strasznie marudzę.





płaszcz - C&A
kardigan - Select
sweter - Atmosphere
buty - KIT
spinka - moje małe dzieło

wtorek, 10 stycznia 2012

In love.

Wczoraj zdałam sobie sprawę z pewnej sprawy. Moje życie uczuciowe uległo diametralnej zmianie. Od kiedy pamiętam bywałam zakochana. Mocniej, słabiej, ale zawsze. Teraz nie zakochuję się wcale. Przynajmniej nie tak, jak kiedyś. Zdaje się, że duży wpływ na to ma moja szafa. Rozrosła się przez ten czas niezwykle. Z jednej szafy zrobiły się spore trzy. Z maksymalnie pięciu par butów x (cały czas nie zabrałam się za liczenie). Kiedyś kupowałam ciuchy, zawsze lubiłam zakupy, ale teraz wygląda to zupełnie inaczej. Kupuję rzeczy, w których się zakochuję. Zakochuję się w rzeczach, których nie mogę mieć. W każdym razie wszystkim rządzi zakochiwanie się.








sweter - Asos
spodnie - Just Cavalli
czapka i rękawiczki - Kaap Ahl
szalik - Solar
buty - Allegro

niedziela, 8 stycznia 2012

Teatr!

Wczoraj był ten dzień, na który czekałam od dłuższego czasu. Nadszedł, przyszedł, był. Był totalnie fantastyczny! Jeżeli ktoś chciałby mnie uszczęśliwić, niech da mi porcję kultury (przyjmuję każdą jej formę). Tutaj chyba jeszcze o tym nie pisałam, ale od jakiegoś czasu mam na tym punkcie obsesję i niezwykle mało okazji (dla równowagi). 
Wracając do wczorajszego wydarzenia - miałam ogromną przyjemność być na Kolacji dla głupca. Z tego miejsca gorąco polecam ja każdemu, kto ma ochotę się pośmiać i rewelacyjnie się bawić. Sztuka fenomenalna! Mogłabym rozprawiać na ten temat długo. Mogłabym zachwycać się rewelacyjną grą aktorów, muzyką, minimalistyczną scenografią, tematem... Oj, zdecydowanie bym mogła!
Napiszę jeszcze o ludziach, których było pełno. W całej masie starszych ludzi nie widziałam nikogo, kto by nie był odpowiednio ubrany. Stylistykę pozostawiam, bo sprawa indywidualna, ale każdy był elegancki i aż miło było patrzeć. Większość młodych ludzi również zdecydowała się na eleganckie stroje. To budujące, bo świadczy o tym, że kultura w narodzie nie zanika. Pełna sala, garnitury, perły, obcasy. Piękny widok. I mały wyjątek. Dość liczna rodzina - elegancka mama, ojciec w koszulce polo, chłopak ubrany w t-shirt Quicksilvera, szerokie spodnie i adidasy (do kompletu łysy), panienka w rurkach i wychodzonych trampkach, druga w wyciągniętej kiecce i dwóch chłopaków w eleganckich koszulach. A to wszystko pod moim nosem, w pierwszym rzędzie. Czepiam się, możecie tak uważać, proszę bardzo, ale są pewne sytuacje i miejsca, gdzie według mnie obowiązują jakieś zasady. I nieprzestrzeganie ich świadczy o ogólnym braku szacunku. To mnie drażni.
A moja sukienka jest prezentem imieninowym sprzed paru lat. Wczoraj nie była jej premiera, ale nie miała szczęścia być sfotografowaną. Do trzech razy sztuka, jak to mówią...







sukienka - Marc by Marc Jacobs
buty - Allegro
szalik - H&M
płaszcz - Amisu
torebka - Moschino

sobota, 7 stycznia 2012

Grey(l)ove.

Czasem myślę, że jestem nudna z tym moim szarym. To w sumie prawdopodobne, ale ta właśnie miłość jest niezwykle silna. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale przyszło i jest. Też macie takie słabości? 







piątek, 6 stycznia 2012

Friday Night.

Kiedy się ubierałam, śmiałam się, że wyglądam jak młoda Madonna (której nie lubię przy okazji...). Kiedy zobaczyłam zdjęcia stanął mi przed oczami artykuł ze styczniowego Elle. Mam na myśli tekst, w którym Anja Rubik zdradza jak zostać królową balu. Mówi o tym, żeby nie traktować mody (szczególnie w karnawale) zbyt poważnie. Karnawał to jedyny czas w roku, kiedy lepiej przesadzić ze stylizacją (i nawet zaliczyć wpadkę), niż wyglądać zachowawczo (czyli nudno). 
Dodam od siebie, że to idealny czas na zakładanie sukienek, które wiszą w szafie i czekają na odpowiednią okazję miesiąc, pół roku, rok... Ta czerwona wisiała w szafie chyba rok. Czekała, bo jest ultra obcisła i nie mogłam się przekonać, żeby ją założyć. Jakoś żadna okazja mi do niej nie pasowała. Ale to chyba głównie kwestia psychiki. Ja unikam obcisłych rzeczy. Możecie mówić, że to przez figurę, proszę bardzo. Ja jeszcze nie jestem przekonana, co jest powodem. Koniec, kropka.






sukienka - AX Paris / Allegro
spódnica - F&F / Allegro
buty - DeeZee

czwartek, 5 stycznia 2012

Frędzle!

Wyliczanka zakończona. Wrzuciłam już zdjęcia z wszystkich miesięcy, co wcale nie było takie proste. Nie jestem pewna czy dokonałam dobrego wyboru, ale na chwilę zapominamy o tym co było.
Oto sukienka, która wisi w mojej szafie już bardzo długo i jakoś nie miałam okazji jej jeszcze założyć. Może inaczej - okazje były, ale wybór zawsze padał na coś innego. Trudno więc się dziwić, że wisiała na samym dnie (jakkolwiek to brzmi). Wreszcie nadeszła jej pora. Czy tylko ja uważam, że jest fantastyczna? To jedna z tych rzeczy, które musiałam kupić. Miłość od pierwszego wejrzenia tak zwana. Ale o tym następnym razem. Zostawiam Was z frędzlami!








Best of December.

2.12.2011 - Coraz bliżej Święta!


22.12.2011 - Czerwono, idą Święta!

25.12.2011 - Święta, Święta!

28.12.2011 - Nadciąga.