sobota, 25 marca 2017

Zima w pigułce.



Właśnie minęły dwa tygodnie odkąd wróciłam do domu. Zabawne! Wydaje mi się, że nie dłużej niż jakieś dwa dni temu siedziałam przy stole w sali kominkowej, przechylałam kryształ wypełniony Jagermeistrem i spoglądając niechętnie na zegarek w telefonie, mówiłam jak bardzo nie chce mi się jechać...
Wylądowałam jednak w pociągu ku przerażeniu konduktora - przepraszam, czy pani w tej walizce ma zwłoki męża? Halo! Czy ja wyglądam na kogoś kto ma (w życiu lub walizce) męża?! Tak czy inaczej po podróży przypominającej przerażającą parodię sceny z Dnia Świra trafiłam do domu. Ja i walizka. No i nie wiem gdzie podziały się te dwa tygodnie, ale kalendarz nie pozostawia złudzeń. Minęły. Dlatego wydaje mi się, że to najwyższa pora zakończyć ten rozdział, zamknąć drzwi i nie otwierać ich aż do grudnia. Nie będę rozpisywać się o tym jak było fantastycznie. Nie będę mówić, że tęsknię, że to był naprawdę cudowny czas spędzony z mega fajnymi ludźmi. Niektórych będzie mi brakować pewnie jeszcze bardzo długo. No i cóż, Szklarska Poręba jest kolejnym miejscem, gdzie zostawiłam kawałek serca. Kolejny punkt na mapie moich miejsc. W tym roku nie mam już co do tego wątpliwości... Mogłabym opowiadać jak bardzo pokochałam zimę i śnieg, jak wielką radość sprawiają mi narty i snowboard, jak dobrze się tam bawiłam, ale po co. Pora ruszyć naprzód. Teraz, kończąc temat zimy, zostawię Was ze zdjęciami, a sama zgrabnie (lub mniej zgrabnie...) wskoczę prosto w moją wiosenną rzeczywistość. Koniec ze staniem w przeciągu, koniec z jedną nogą w górach a drugą nad morzem. Zimo, do zobaczenia w przyszłym sezonie!













































2 komentarze: