środa, 5 kwietnia 2017

Be happy.



Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce, które sprawia że jestem szczęśliwa, byłaby to plaża. Bez namysłu. Wypoczywam, koncentruję się, uspokajam, na chwilę zwalniam, relaksuję się, uśmiecham.  Uwielbiam wodę, fale, piasek, słońce też, ale umówmy się, w pochmurne dni plaża też bywa fantastyczna. Lubię siedzieć na piasku i wgapiać się w horyzont, leżeć na kocu i wygrzewać się na słońcu jak kocur, spacerować brzegiem morza, kąpać się wśród fal. Mam zawsze z tyłu głowy ukrytą myśl, że jestem szczęściarą mając to wszystko pod nosem. Staram się korzystać z tego wszystkiego, kiedy tylko mogę, jednocześnie nie pozwalając sobie zbyt mocno narzekać na to, że nie mogę zawsze, kiedy mam ochotę.
W tym roku skończę 30 lat. Zdaje się, że już o tym wspominałam... Sylwestra spędzałam już w górach, więc jakoś szczególnie nie rozmyślałam nad postanowieniami noworocznymi. Mam jedno stałe, z kolei postanowienie dekady udało mi się zrealizować w zeszłym roku (tak, tak, chodzi o snowboard!), więc jest ok. Kończąc pobyt w Szklarskiej zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę muszę osiągnąć tylko jedno. We wrześniu chciałabym mieć poczucie, że jestem (a nie tylko bywam) szczęśliwa, albo że chociaż jestem na dobrej drodze do tego, żeby być. I wierzcie mi, że staram się jak nigdy, żeby to osiągnąć. Przez ostatnie tygodnie czuję się jak chodzący poradnik pozytywnego myślenia. Staram się walczyć z moją wewnętrzną marudą i nie dopuszczać jej zbyt często do głosu, skłamałabym jednak mówiąc, że ją spacyfikowałam, bo miewam chwile słabości. Tyle, że ostatnie wydarzenia przypomniały mi o tym, że naprawdę trzeba żyć tak, jakby każdy dzień był tym ostatnim. Wbrew pozorom to dobrze, że bywamy stawiani do pionu czasem w brutalny sposób. Inaczej pewnie by nie zadziałało. Dlatego należy cieszyć się z małych rzeczy. Banał? Owszem, ale w nich też coś bywa. To wydaje się takie logiczne, przecież każdy chce być szczęśliwy. Tylko co tak naprawdę robimy w tym kierunku?










1 komentarz: