niedziela, 24 września 2017

#BirthdayGirl


 Stało się. Mówią o tym, że to zmiana kodu z przodu. Chyba nie jestem już gówniarą... Oficjalnie dołączyłam do grona trzydziestolatków. Fajnie, tak myślę. Chociaż nie wiem czy jestem wystarczająco dorosła. Trzydziestka brzmi już całkiem poważnie, a ja w najlepszym przypadku poważna bywam. Cały czas chciałabym się bawić, śmiać i zajmować przyjemnymi sprawami. No i gonić marzenia, czego nawet ktoś mi życzył przy urodzinowym stole.
Tak czy inaczej, bez względu na to ile świeczek muszę zdmuchnąć, urodziny są zdecydowanie moim ulubionym (obok Gwiazdki rzecz jasna!) okresem w roku. Nie mogę powiedzieć, że dniem, bo tradycją już jest, że świętowanie się dość istotnie przeciąga. Jakże to przyjemna tradycja! Co roku jest lepiej niż planuję. Tym razem wszystko na tyle przerosło moje oczekiwania, że radość i uśmiech nie opuszczają mnie do teraz. Tylu miłych chwil nie mogłam sobie nawet wymarzyć, serio! Wrzesień kolejny raz został miesiącem na pięć plus, ba! na szóstkę! I cóż, trudno mi sobie wyobrazić, żebym mogła wkraczać w trzydziestkę szczęśliwsza, z większymi pokładami pozytywnej energii!
Z tego miejsca pragnę jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że jest mi tak cudownie. Za wszystkie życzenia, wiadomości i miłe telefony, za wspaniałe towarzystwo, piękne kwiaty, toasty, prezenty, za tańce do białego rana (które zbiegiem okoliczności były idealnym zakończeniem sezonu!), za śpiewanie sto lat we wszystkich znanych mi (i nieznanych) wersjach, za każde moje zdrowie, które gdzieś tam było wypite, DZIĘKUJĘ!
Jeśli miałabym dodać coś od siebie, to chciałabym być zawsze tak radosna jak teraz. Chciałabym, żeby szczęście mnie nie opuszczało, żebym miała dość wytrwałości, żeby realizować swoje plany i spełniać marzenia. Żeby zawsze otaczali mnie fantastycznie pozytywni ludzie, żeby zdrowie nie płatało mi figli i słońce świeciło częściej niż w te wakacje. A jako wisienkę na torcie chciałabym, żeby w moim życiu w końcu pojawiła się przyjaźń, taka najprawdziwsza, nie tylko kolega, koleżanka, choćby najlepsi, przyjaciel! Bo przyznam się Wam, że na ogół niczego nikomu nie zazdroszczę, ale patrząc na przyjaciółki, takie prawdziwe, coś mnie kłuje, tak delikatnie, ale zawsze. Resztę życzeń i marzeń wypracuję sama, taki mam plan, ale w tym jednym punkcie, jak nigdy potrzebuję wsparcia i wzajemności.
Tym optymistycznym akcentem kończę i wierzcie mi, że chcę mocniej niż zwykle za chwilę do Was wrócić! Ostatnie STO LAT dla mnie i Wasze zdrowie!







4 komentarze: