niedziela, 29 października 2017

Przejściowa pora roku.


Piętnasty raz zaczynam. Kreślę każde zdanie, które ułożę - żeby nie było nudno, żeby nie było drętwo i żeby kolejny raz nie sypać Wam brokatu w twarz. Trudna sztuka, biorąc pod uwagę, że cały czas spoglądam przez okno z uśmiechem na twarzy. Nie zmienia tego nawet fakt, że ciągle pada i wieje. PADA, bo tak powinno się to napisać, leje, jakby ktoś odkręcił kran i wyszedł z domu, na długo...
Ten deszcz i nieustająca ciemność sprawiły, że przestałam z tęsknotą spoglądać w stronę lata, które z resztą zniknęło już dość dawno za horyzontem. Nadchodzi zima, mówią mi o tym swetry, po które coraz częściej sięgam, płaszcze i kurtki, które rozgościły się na wieszakach i botki, które wróciły do gry. Tak, wiem że jesień, ale kiedy nie jest kolorowa i słoneczna, trudno się nią jakoś szczególnie cieszyć. To taka wiosna, tyle że w drugą stronę. Przejściowa pora roku. Chociaż gdyby tak można przeczekać ją pod kocem, z kubkiem kawy lub herbaty, z dobrą książką, wtedy byłaby nawet całkiem magiczna, a tak - nic wielkiego. Wiosna, z mniejszą ilością słońca. Z kolei zima to zupełnie inna bajka. Od kiedy dane jest mi spędzać ją w górach, cieszę się na samą myśl o niej! Ba, ja się nie cieszę, jaram się jak pochodnia, że się tak wyrażę. Stała się synonimem dobrej zabawy, fajnych ludzi, radości i masy atrakcji, tak w skrócie. I nieważne, że wełniane skarpetki i czerwony nos są mniej atrakcyjne od zwiewnej sukienki...





3 komentarze: