Trafiłam dziś na program prowadzony przez dwie wyrocznie stylu, trendsetterki, modowe guru, czy jak tam się o nich mówi. Program leciał na Polsat Cafe. Oglądałam go po raz pierwszy. Z otwartymi ustami. Dosłownie. Przez kilkanaście minut (do reklam) niewątpliwie nie wyglądałam inteligentnie. Wszystko za sprawą gigantycznego szoku. Pani Horodyńska dyskutowała z panią Malinowską na temat wybranych stylizacji wybranych gwiazd (jak w tytule programu - Gwiazdy na dywaniku). Niezwykłe doświadczenie. Nie miałam okazji słyszeć żadnej z tych pan wcześniej, znałam je tylko 'z widzenia', z gazet, fotogalerii itp. Program sam w sobie mógłby być całkiem ciekawy, tak myślę. Tylko, że prowadzące... To, że niekoniecznie zgadzam się z ich opiniami nic nie znaczy, bo gust (czy jego brak) to kwestia indywidualna, ale wypowiedzi, opisywanie poszczególnych elementów stroju, gestykulacja(!), cały ten dialog z dowcipnymi wstawkami... Dla mnie koszmar. Coś niesamowitego. Może i są uznawane za niebotycznie stylowe, ale zupełnie do mnie nie przemawiają. Może inaczej - pani Malinowska nie przekonuje mnie zupełnie, nigdy mnie nie przekonywała, natomiast pani Horodyńskiej zdarzają się ciekawe stylizacje, choć częściej wygląda jak ekstremalny eksperyment. Może nie jestem obiektywna w swojej ocenie, ale wierzcie mi, szok jeszcze trzyma, a kilka godzin od programu już minęło. Totalna porażka, ot co!
środa, 9 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
Coś nowego - coś szarego!
Zdaję sobie sprawę, że mogę sprawiać niezwykle nudne wrażenie. Może to wcale nie wrażenie... Tak czy inaczej kolejny raz wskoczyłam w swoje szarości. Zasługa marynarki? Może. Chociaż (jak wiadomo) te buty noszę bardzo często. Mimo, że są już dość stare. To chyba miłość. O czapce nie wspomnę. Ale wróćmy do marynarki, bo niezwykle ją lubię. Jest zupełną nowością w mojej szafie. Leżała chyba cztery lata w szafie mamy, ale była ciut mała i dosłownie leżała. Już miała trafić do kartonu 'out', kiedy wizja mnie dopadła. Szybka przymiarka, kilka szpilek i wizja okazała się całkiem dobra. Jak dobrze mieć własną pracownię krawiecką. Efekt możecie zobaczyć niżej. Jak w tytule: coś nowego - coś szarego. Coś z czego jestem dumna i coś, co baaardzo mi się podoba.
sobota, 5 listopada 2011
Ściśle tajne.
Cieszę się, że kupiłam... płytę Let Them Talk (Hugh Laurie)
Zawsze mam ochotę na... Pizzę!
Kolekcjonuję... kolekcjonowałam.
Ulubione kwiaty... Piwonie, tulipany, ostóżki,
Ulubiony gadżet... Ostatnio BlackBerry
Ulubiona strona internetowa... Allegro
Śniadanie... lubię.
Stylowa obsesja... Czarne kreski
Praktyczne i uniwersalne... Kardigan.
Tanie a fajne... Długa lista.
Zakup, o którym marzysz... Chanel 2.55
Dodatki, które inspirują... Kolorowe lakiery do paznokci.
Najlepsza rada dotycząca stylu... 'Moda przemija, styl pozostaje'
Aby poprawić wygląd od zaraz, wystarczy... Ubrać buty na obcasie, pomalować rzęsy, uśmiechnąć się, wyprostować,...
Każda kobieta powinna mieć w szafie... Szpilki!
Mój motyw w modzie... Paski i leopard.
Kluczowa zasada, jeśli chodzi o ubiór... Dopasowanie.
Ikona stylu... Gok (długo się zastanawiałam, ale wczoraj oglądałam jego program i znów mam obsesję na jego punkcie!)
Czego najwięcej kupujesz... Płyt, książek, ciuchów i butów (!)
Co lubisz dawać przyjaciołom w prezencie... Rzeczy, które są w ich stylu, takie, z których się ucieszą.
Twój ulubiony zapach... Diamonds Armaniego
Ulubiony sposób na przepuszczanie pieniędzy... ogólnie uwielbiam wydawać pieniądze, głównie na buty, ale każda forma jest przyjemna na swój sposób.
Ulubiony film... To właśnie miłość, Grindhouse: Death Proof, The Boat That Rocked, ...
Niezbędny makijaż... Tusz do rzęs
Nienawidziłaś, a teraz uwielbiasz... Poduszki, wysoki stan.
Wstydliwa przyjemność... Komedie romantyczne.
Odkrycie sezonu... Oh, Lola! Marca Jacobsa
Biżuteria, którą powinna mieć każda kobieta... efektowny naszyjnik i/lub pierścionek
Niezbędne w podróży... Książka, gazeta, telefon,...
Mam obsesję na punkcie... Galliano, Castalbajaca, Betsey, butów, muzyki, dobrego jedzenia, Ruperta, no i niestety trochę na punkcie swojej osoby.
Jedzenie na pocieszenie... Nutella (wiecie: gdy ci smutno, gdy ci źle...)
Twój ulubiony trend na jesień... Filcowy kapelusz!
Film, który na ciebie zadziałał... Moja wielka grecka wycieczka i Mamma Mia! (bezgranicznie zakochałam się w Grecji)
Ulubione zajęcie w wolnym czasie... Film/książka
Oszalałam na punkcie... Płyty Touch And Go (udało mi się ją kupić po dziesięciu latach szukania) i Lalki Gdyńskiego Teatru Muzycznego
Jaki trend według ciebie powinien zniknąć... Wszechobecne trampki (im jest ich więcej, tym bardziej ich nie lubię)
Ulubiony kolor... Szary, czarny, różowy, biały...
Sposób na poprawę samopoczucia... Nowe buty, dobry film, muzyka.
Zawsze mam w szafie... większość potrzebnych mi rzeczy.
Nie mogę żyć bez... robienia tego, na co mam ochotę.
piątek, 4 listopada 2011
1 5 0 ! ! !
Pulpit nawigacyjny Pana Bloga poinformował mnie właśnie, że dziś jest ten dzień, kiedy stworzę post numer 150. Mimo, że archiwum jest o jeden post w plecy w wyliczeniach, postanowiłam uwierzyć temu nawigacyjnemu. W końcu brzmi dumnie. Na tą okazję trzymałam zdjęcia w mojej ulubionej księżniczkowej spódniczce, zrobione pamiętnej fotograficznej niedzieli.
Jeżeli czytacie InStyle'a, to w listopadowym numerze na pewno trafiłyście na 'Tajne akta GURU STYLU'. Strasznie mi się spodobało. Jak zawsze przy takich krótkich pytaniach bawiłam się w odpowiadanie. Nie wiem skąd ten nawyk. Ale jest, więc postanowiłam go tu wykorzystać. Jutro opublikuję moje odpowiedzi. A Wam polecam tą zabawę...
A z okazji 150 odsłony dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają i czerpią z tych wizyt przyjemność, a może nawet inspirację... Pozdrawiam!
czwartek, 3 listopada 2011
Leopard fur.
Jeszcze chyba nie wspominałam o jednym z moich ulubionych zakupów powakacyjnych. Od kilku sezonów pożądliwie spoglądałam w stronę pań w panterkowych futerkach. Niestety mimo poszukiwań zawsze się z nim mijałam. Jak szukałam to nie było, potem zapominałam, były chwile, że odpuszczałam i tak dalej. Typowa zabawa w kotka i myszkę. Chociaż może bardziej pasuje określenie - polowanie. W końcu to dziki zwierz. Ale udomowiony. Mój osobisty. Teraz pożądliwe spojrzenia posyłam tylko i wyłącznie w stronę mojego wieszaka. Koniec z niezręcznymi sytuacjami i obcymi paniami. W pełni zadowalam się swoim zakupem i noszę, kiedy tylko temperatura (wydaje mi się) odpowiednio spada. Swoją drogą w życiu bym nie pomyślała, że to takie praktyczne okrycie. Panterka, bo co do futerek nie miałam wątpliwości. Niestety jak do tej pory udało mi się sfotografować tylko w tym zestawieniu, było ich więcej i chyba lepsze, ale jakoś ostatnio mi się wszystko układa inaczej niż bym chciała. Jedno jest pewne, ten futrzak będzie tu rządził przez najbliższe miesiące.
środa, 2 listopada 2011
Rupertowy.
Nie wiem, czy to zjawisko jest częste i normalne, ale od kiedy w moim życiu pojawił się Rupert, a było to dwa lata temu, jednym z moich ulubionych kolorów stał się kolor rupertowy, powszechnie znany jako kamelowy, karmelowy, czy toffi. Kiedyś praktycznie dla mnie nie istniał. Coś jest w tych wszystkich gadkach o przechwytywaniu cech. Tak, czy inaczej we wszystkich rupertowych odcieniach czuję się znakomicie. Nawet jeśli komuś to się może wydawać śmieszne.
Swoją drogą ciekawe, że nie mam leoparda z moim zamiłowaniem do przeróżnych cętek...
Subskrybuj:
Posty (Atom)