czwartek, 23 kwietnia 2015

Płacząca pantera.



















 Kilka chwil temu dosłownie płakałam, że nie zdążyłam ubrać, sfotografować, wykorzystać, wrzucić na bloga wszystkiego, co miałam w planie (i w szafie!) na wakacje. Ani się obejrzałam i znów przyszło mi płakać... Tyle, że ten płacz zdaje się mniej gorzki. W cudowny sposób łzy osuszają gorące (wcale nie przesadzam!) promienie słońca. Zrobiło się ciepło, przyjemnie, pięknie i już prawie całkiem zielono. Zrobiło się tak, że teraz na gwałt staram się wykorzystać najwięcej (jak to możliwe) zimowych rzeczy... Zima nie była owocna, powstałych zaległości nie zdołam już nadrobić, ale trochę ciuchów tu jeszcze przemycę. Nie chcę żałować tak bardzo, jak po zeszłym lecie, więc wykorzystuję na zdjęcia każdą okazję (naprawdę się staram!) i zrobię wszystko, żeby po tych wakacjach już niczego żałować. Plan jest. I teraz wszystko (i wszyscy) powinni mnie w tym wspierać. Głupie (i mniej głupie) sprawy nie powinny zajmować mi całego dnia. Cały ten przedsezonowy (i potem sezonowy) zgiełk powinien być na tyle umiarkowany, żeby starczyło mi czasu na życie. Bo wtedy już na pewno znajdę czas na bloga (i zdjęcia, które w pewnym sensie są częścią życia, jeśli je mam...). 
To może jednak nie będę już płakać. W sumie bardziej cieszę się na szorty (w których dziś z radością paradowałam od rana!), niż jest mi żal futer (które uwielbiam, ale cóż...). Mówią, że nie można mieć wszystkiego. Chwilowo się tego trzymam, żeby nie zwariować!


2 komentarze: