sobota, 31 marca 2018

Była sobie zima.


Podobno zima jest długa, zimna i zła. Tak mówią. Mówią też, że się ciągnie, że męczy, że jest ciemno i końca nie widać. Mi ten nieszczęsny koniec spędza sen z powiek...
Moja tegoroczna zima trwała równe trzy miesiące. Powiecie, że długo, albo przynajmniej wystarczająco. Chciałabym móc się zgodzić, ale jak niby mogę to zrobić, jeśli wydaje mi się, że cały ten czas minął w ciągu jednego mrugnięcia? Upierałabym się, że to były trzy tygodnie, serio! Tylko trochę dziwnie, że to już Wielkanoc...
Zastanawiałam się nad tym postem od mojego powrotu do domu. Z jednej strony jeszcze wczoraj byłam w górach, z drugiej mam wrażenie, że to wszystko jest już tak daleko, że aż boli! Zastanawiałam się czy podzielić się z Wami garstką zdjęć, które zrobiłam podczas mojej (przynajmniej tutaj) długiej nieobecności, czy napisać, że bawiłam się świetnie i tak w zasadzie to wcale nie tęskniłam, bo nawet nie miałam czasu na takie myśli. Długo się zastanawiałam, ale w końcu stwierdziłam, że jestem Wam winna choć krótkie wyjaśnienie, bo wiem, że to moje znikanie jest fatalne, a przecież (niezmiernie mnie to cieszy) jest kilka cierpliwych osób, dziękuję że czekacie! W pewnym sensie robię to też dla siebie. Tradycyjnie. Muszę zamknąć ten rozdział na dobre. Znowu stoję w przeciągu. Niby tu, ale jeszcze trochę tam. Niby jestem, niby. Ale walizkę rozpakowałam...
I zrzuciłam zdjęcia. Nawet nie wiecie, jaka byłam zdziwiona, kiedy skończyłam je oglądać! Mam ich tak niewiarygodnie mało, że to aż do mnie niepodobne. Z jednego spaceru potrafię wrócić z całym pokaźnym albumem, a tu trzy miesiące i wieje biedą... Aż się zaczęłam zastanawiać, czy serio tam byłam i robiłam te wszystkie rzeczy. To byłam ja? I wiecie co? Tych rzeczy było tak dużo, ludzie byli tak fajni i bawiłam się tak dobrze, że chyba pierwszy raz w życiu zapomniałam o aparacie! Najzwyczajniej w świecie nie myślałam o zatrzymywaniu tych chwil, tylko je przeżywałam! Okazało się, że tak też można. I nie powiem, że żałuję, bo byłabym głupia, ale byłoby miło czasem cofnąć się do jakiegoś śmiesznego zdjęcia...
Tymczasem codziennie przypomina mi się jakiś inny kawałek. Piosenka, żart, sytuacja, jeden z miliona fantastycznych wieczorów, uśmiech, rozmowa. I choć może nie zawsze to okazywałam, bawiłam się doskonale. Jeszcze nie wyjechałam do domu, a już zaczęłam tęsknić. Znacie to uczucie? I dalej tęsknię. Zostawiłam tam więcej siebie niż planowałam, być może nawet więcej niż powinnam, więc będę tęsknić długo, bardzo długo. 
Skoro tęsknię, to znaczy, że jestem jednak bardziej ludzka, niż mogłabym przypuszczać. Mam uczucia inne niż senność! I nie jestem też tak aspołeczna, jak myślałam. Chociaż przyznam szczerze, że do teraz trudno mi uwierzyć, że mogę lubić aż tak wiele osób! Tak serio lubić. Nie mówiąc już o gronie ludzi tak świetnych, że mogłabym sobie z nimi mieszkać w jakieś górskiej, albo nadmorskiej, albo leśnej (nieważne) chatce do końca życia! Tak, powiedziałam to na głos. 
Była sobie zima. Mogłabym opowiadać o niej naprawdę długo, prawdopodobnie za oknem zrobiłoby się jasno. Tylko nic z tej mojej opowieści by nie wynikało. To chyba jedna z takich rzeczy, które trzeba zobaczyć i przeżyć. Żeby to poczuć trzeba tam być. Myślę, że nawet jakbym się starała najbardziej na świecie, jakbym wzniosła się na wyżyny i opowiedziała historię piękną, niezwykle realistycznie, to nie byłoby to... 
Zostawię Was ze zdjęciami, ostatnie spojrzenie na zimę i Szklarską Porębę w tym sezonie... 
(Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne miesiące przyniosą równie dużo radości i dobrej zabawy!)





































































1 komentarz: