Mikołajki. Kolejny fantastyczny dzień w roku. Jeden z ostatnich przystanków w drodze do Świąt. W tym roku biały, zimowy, bardzo udany. Coś dla ducha, coś dla ciała. Coś, żeby tego ciała było mniej, coś żeby było go więcej.
niedziela, 8 grudnia 2013
piątek, 6 grudnia 2013
Albert!
Oto on - Albert. Albert zwany Albinem… Może nie wszyscy z Was wiedzą, że w życiu codziennym towarzyszą mi dwa zwierzaki - kot i pies. Jak widzicie Albert jest kotem. I ma mniejsze parcie na szkło niż Rupert. Dlatego na blogu pojawia się niezwykle rzadko. W sumie chłopak nie ma na to czasu, tyle ma na głowie, do zdobycia cały świat, tyle do odkrycia. Albert swoim jestestwem diametralnie zmienił mój stosunek do kotów. Od zawsze byłam w grupie psiarzy. Koty traktowałam jak zło konieczne. Jak muszą, to niech już będą, byle z dala ode mnie. Rok temu wszystko się zmieniło. Dosłownie i w przenośni. Gdyby 6 grudnia zeszłego roku ktoś mi powiedział, że będę miała kota, powiedziałabym mu, żeby się leczył. Powiedziałabym tak każdemu, aż do wieczora. Bo to kot mikołajkowy. Okazał się wieczornym prezentem. Nie znalazłam go w bucie. Nie był zaplanowany. Czysty przypadek, igraszki losu, przeznaczenie. Jakby tego nie nazwać pojawił się w moim życiu i tak zapewne miało być. Ciemno, zimno, biało… Wieczorny spacer z Rupertem odmienił wszystko. Wróciliśmy w czwórkę. Mama rzuciła, że to dla mnie, ten kot. Dziś nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Właśnie minął nasz pierwszy wspólny rok. I tak właściwie to nie wiem kiedy to zleciało. Okazało się, że mogę pokochać kota. Mogę przyzwyczaić się do sprzątania kuwety, do mruczenia, które początkowo mnie przerażało, nawet do tego, że to już nie jeden, a dwa futrzaki domagają się głaskania, zabawy i ciastek. Nigdy nie powiem już nigdy. Przecież wszystko może się zdarzyć. I to jest absolutnie fantastyczne!
czwartek, 5 grudnia 2013
Mikołaju!
Drogi Mikołaju! Nie jestem pewna czy wiesz, ale byłam grzeczna. Może nie codziennie, może nie zawsze wystarczająco, ale bardzo się starałam. Byłam miła, jeśli tylko mogłam. Zrobiłam mniej głupich rzeczy niż zazwyczaj. Nosiłam sukienki, jak to grzeczne dziewczynki nosić powinny. Na jutro przygotowałam buty, mam nadzieję, że wiesz co z tym zrobić…
Jeszcze nie wyrosłam. Może kiedy będę miała własne dzieci? Dziś liczę na prezent tak samo jak rok, czy dziesięć lat temu. To kolejny przystanek na drodze do Świąt. Nie mogłabym się na nim nie zatrzymać. Wszystko, co świąteczne jest przecież fantastyczne i magiczne. Zabawne, że kiedy kupuję kolejne buty, jestem dorosła, a kiedy czekam na Mikołaja staję się dzieckiem. To chyba właśnie jeden z tych magicznych momentów… A Wy czekacie? Byliście grzeczni?
wtorek, 3 grudnia 2013
Pepitka na plaży.
I oto trafiliśmy na plażę w Chałupach. Jak dla mnie piękno w czystej postaci. Zawsze miałam słabość do tych palików w wodzie… Musiały w końcu tu trafić! Niedzielne popołudnie, silny wiatr, pusta plaża. Uwielbiam ten widok. Nigdy mi się nie znudzi!
niedziela, 1 grudnia 2013
Jastarnia, 20.12.2009
Grudzień, w końcu ukochany grudzień! Za oknem panuje wiatr, śniegu jeszcze nie było. Dlatego na chwilę cofniemy się w czasie. To był grudzień cztery lata temu. Do Świąt zostały już tylko cztery dni. W kuchni zapewne działo się już dużo. Dom musiał pachnieć wszystkim, co świąteczne. Może z wyjątkiem choinki, czekającej na balkonie. To były białe Święta, biała była cała zima. Port skuty lodem to jeden z moich ulubionych zimowych widoków. Dlatego na dziś przygotowałam spacer po nim. Trochę, żeby wczuć się w zimowy klimat. To w końcu grudzień! Kalendarz adwentowy, płyty ze świątecznymi piosenkami, za kilka dni światełka w oknach, Mikołaj… Same wspaniałości. To naprawdę magiczny miesiąc! Oby znowu był cudowny!
Subskrybuj:
Posty (Atom)