Jeszcze raz futro. Wydawałoby się, że to wystarczająca ochrona przed chłodem popołudniowego spaceru. Otóż nie. Zimno mi było jak cholera. Okazało się, że temperatura spadła sporo poniżej zera, a ja nieświadoma tego zupełnie zdecydowałam się na mini. Dlatego wcale nie jest mi głupio, że paraduję w futrze. Jak wiemy - wiosna wiosną, ale... Więc to nieszczęsne futro pojawi się tutaj zapewne jeszcze nie raz. To albo inne, ale futro. Swoją drogą bardzo lubię futra. Szczególnie wiosną. Tak w nowojorskim stylu... Szpilki, sukienka i duże futro. Mogą być też spodnie, czemu nie, byle było widać ciepło w powietrzu. Bez czerwonego nosa, bez łzawych oczu. Baz szalików, czapek, rękawiczek. Tak po prostu. Jako stylowy, intrygujący dodatek. Bo przecież niby ciepło, niby wiosna, a miękkie futro oplata przyjemnie ramiona. I wcale nie ma grzać. Ma rewelacyjnie wyglądać. Tylko tyle i aż tyle. Może za tydzień? Może za dwa? Na pewno wkrótce.
niedziela, 24 marca 2013
sobota, 23 marca 2013
Saturday Sun.
Sobotnie słońce niezwykle uprzyjemniło mi dzień. Tak zwyczajnie, po prostu. I już rano było zapowiedzią wszystkiego, co dobre...
Wczoraj wspominałam o nienoszonych rzeczach. Zajrzałam do szafy i proszę! Poza butami, które chyba ostatnio nadużywam, same znaleziska. Sukienka, którą mama zrobiła na drutach (to były czasy, kiedy druty były dla mnie najczarniejszą z magii!). Luźna inspiracja pokazem Chanel, w którym byłam wtedy absolutnie zauroczona (i w sumie dalej jestem...). No, ale kieckę znacie, była tu ze dwa razy chyba (w zeszłym roku). Nowością blogową (chyba) jest grzybek. Wisi w szafie od roku, cieszy moje oczy, ale jakoś nie ma szczęścia. Jedna z perełek w kolekcji moich zdobyczy. Zdecydowanie muszę częściej po niego sięgać. Poza wzorem, niezwykle podobają mi się jego kolory. Taki uroczy jest...
Dobre rzeczy, których miałam przyjemność doświadczyć to nie tylko błękitne niebo. Nie tylko przyjemność z długo nienoszonych ciuchów. To chiński Vogue, który przybył do mnie z tej odległej krainy. To mistrzowska piosenka, którą przez zupełny przypadek odkryłam rano i od pierwszego przesłuchania się zakochałam. To masa malutkich rzeczy i zdarzeń...
White, white spring.
Nie wiem czy tego typu zdjęcia i zestawy są na miejscu... Z każdej strony zalewają nas słoneczne fotografie, typowo wiosenne stylizacje... Okulary przeciwsłoneczne, sandały i lekkie, przewiewne szmatki. Gdzie tam wiosna, czuć już lato! Dlatego zdecydowałam się na taką delikatniutką szyfonową kieckę. Żeby choć trochę wpasować się w panujący klimat. Panujący w internecie i sklepach, bo co za oknem - każdy widzi. W dalszym ciągu jest biało, ale zdaje się, że to już ostatni dzwonek, żeby wskoczyć w zimowe rzeczy, o których jakimś cudem się zapomniało. W końcu za chwilę wszystkie odejdą w zapomnienie. W najciemniejszy kąt, w karton, gdziekolwiek, byle zniknęły z oczu. Aż do następnej zimnej pory. I tak się właśnie zastanawiam, czy w szafie nie mam czegoś takiego zapomnianego. Przyjdzie mi potem wynosić zimowe ciuchy z szafy i będę sobie w brodę pluć, że 'cholera, jak mogłam tego nie ubrać?!'. Na pewno jest coś takiego. Zawsze jest. Tak jak letnie sukienki, które wynoszę nietknięte. Może to wynika ze zbyt dużej ilości rzeczy w szafie? Może jakiejś kiepskiej organizacji, zbyt małej przestrzeni, nie wiem. Dlatego wybaczcie, ale typowo wiosenne zestawy odkładam jeszcze na bok. Niech śnieg stopnieje. W końcu zasługuje na w pełni zimowa otoczkę...
czwartek, 21 marca 2013
Hello Spring!
Przyszła. Wyczekiwana z utęsknieniem. Jest! I śnieg tez jest. Kto powiedział, że nie może być dwa w jednym. To jak ze spodniami, kup jedne, drugie dostaniesz gratis. Przecież wszyscy lubią promocje. A tu wielkie oburzenie, że śnieg w gratisie. I ten felerny brak słońca. Żeby zaznaczyć nadejście wiosny (bo po samym tle moglibyście nie zauważyć zmiany pory roku, zmiany sezonu...) wskoczyłam w mocno wiosenne barwy. Przynajmniej moim zdaniem... Chociaż jeśli podepniemy tą zieleń pod miętę, zdanie zrobi się bardziej ogólne. Tak więc na kilka chwil porzuciłam czapkę, rękawiczki i wszystkie typowo zimowe rzeczy (futrzak się nie liczy - jest całoroczny). Zastawiłam tylko (typowo zimowy!) śnieg. Mogłam wykorzystać jakieś bardziej wiosenne zdjęcia, żeby stworzyć klimat, ale nie tym razem. Ponieważ (jak już wspominałam) ten biały świat zaczął mnie bawić. Chyba mi nawet przyjemność sprawia. Jest ciekawie i zabawnie. I o to przecież chodzi!
środa, 20 marca 2013
Ostatni dzień zimy. Podobno.
Ponoć dziś żegnamy zimę. Za oknem prószy śnieg. Jest biało. Ładnie. I ten śnieg jest dziś niezwykle przyjemny. Taki jakiś dziwnie idealny. Przyjemnie się na nim siedziało, tyłek mi nie zmókł. Cudownie. Świat wygląda jak śliczny gwiazdkowy obrazek. I wiecie co? Naprawdę przestało mi to przeszkadzać. Kiedy wczoraj o tym pisałam, bałam się, że to tylko słowa. Okazało się, że nie. I drugi raz mam śnieżne flagi! Bycie niepoprawną optymistką jest możliwe. I wcale nie jest takie trudne...
wtorek, 19 marca 2013
Optymistyczny kamuflaż?
Barwy wojenne jako zmyłka. Albo może zobrazowanie mojego zapału? Może to podświadome zaznaczenie postawy? Zdjęcia bez śniegu, choć o śniegu właśnie trochę będzie. Ale kto mówił, że będzie logicznie...
Kolejny śnieg tej zimy. Cóż, nie odpuszcza na finiszu. Pozazdrościć takiej postawy. Jest tak twarda, jak ja chciałabym być w pewnych kwestiach. A cały czas jakoś nie jestem. Może jak zacznę, to przyjdzie wiosna? Swoją drogą idą Święta, więc pada śnieg. Czemu nie. Lany poniedziałek z wielką bitwą na śnieżki. Według mnie to byłoby bardzo zabawne. Niespotykane i fajne w tej swojej inności. Oczywiście, że chciałabym leżeć sobie przez te dwa świąteczne dni na leżaczku, ale dla takiej porządnej śnieżnej bitwy mogę to poświęcić. Widok godny poświęcenia. I coś, co niewątpliwie na długo zapadłoby w pamięć. Wyobrażacie to sobie? Tak, wiem czekacie z utęsknieniem na wiosnę. W dupie macie już ten śnieg. Ja nie jestem pewna swojego stosunku do niego. Wolałabym, żeby było ciepło, ale całkiem mnie to bawi, że jest tak biało. W pierwszej chwili, kiedy zaczęło znowu sypać, chciało mi się zakląć siarczyście, ale szybko przeszło. Pada, no trudno. Jest biało, to jutro zwlekę tyłek i zrobię sobie jeszcze jakieś śnieżne zdjęcia. Będą jak znalazł na 21... Jakoś tak przekornie nie chce mi się narzekać. Nie chce mi się marudzić, że jest biało. Wszyscy przecież to robią. Jeśli ja zacznę, nic się nie zmieni. Dalej będzie biało, tyle że będę dodatkowo wściekła. A po co... Postanowiłam być niepoprawną optymistką. Do tej pory nią bywałam, ale zbyt często coś mnie wkurzało. I ten stan zaczął działać mi na nerwy. Czas na kolejne zmiany. Dlatego Nostress...
Subskrybuj:
Posty (Atom)