niedziela, 11 października 2015

Rockowa Retro Księżniczka.
















 Zdjęcia, które powinny być zrobione w Pucku. Tam nie starczyło czasu, wylądowałam więc na mojej stałej trasie... W sumie wyszło całkiem pozytywnie - po długiej przerwie usiadłam na ławce na molo, które w końcu jest puste! Z kolei w porcie załapałam się na moje ulubione światło. Oczywiście byłoby 'egzotyczniej', gdybym jednak miała zdjęcia z Pucka, ale absolutnie nie zamierzam dziś marudzić... Przez całe lato czaiłam się z tą sukienką. Jest niemożliwie wręcz stara, bardzo dawno temu chodziła w niej moja mama (dorwała ją zapewne w lumpeksie jakiś milion lat temu), potem przez wiele lat wędrowała między szafami i w końcu dwa, może trzy lata temu wylądowała na moim wieszaku. Zawsze pociągał mnie jej totalnie retro fason (i materiał...), ale nigdy nie miałam na nią wystarczająco odwagi. Chociaż chyba bardziej chodziło o to, że nie miałam na nią pomysłu. Głupie. Kiedy wyciągnęłam ją w tym roku, byłam przekonana, że ma być dokładnie tak. Ta kurtka, te buty... Ma być retro przełamane rockowym pazurem. W sumie dwa z moich ulubionych klimatów... Bałam się, że znowu rzeczywistość nie spełni moich oczekiwań - bo niestety bardzo często okazuje się, że to co sobie sprytnie wykombinuję wygląda fenomenalnie, dopóki nie wyląduje na moim tyłku (ale jak już w końcu schudnę, powinno być dużo lepiej!). Tym razem wyszło zgodnie z wyobrażeniem: rockowa retro księżniczka. Mission complete!

czwartek, 8 października 2015

Z samego końca.

















 Kolejny raz oczarował mnie Hel. Okazuje się, że tak naprawdę cały czas go odkrywam... Mieszkam tak blisko, a pierwszy raz byłam na samym cyplu! Pierwszy raz zachwycałam się widokiem, który wart jest wszystkich pieniędzy. Deptak jest fenomenalny, a świadomość tego, że jest się na samiutkim końcu (choć mówią, że to początek...) jest bezcenna - serio! Jeśli będziecie mieli chwilę czasu wybierzcie się tam koniecznie!  Kiedyś wychodziłam z założenia, że Hel to foki i latarnia, z naciskiem na fokarium. Dziś na samą myśl pukam się w czoło... To miasto, które trzeba zobaczyć, odwiedzić, zwiedzić. Ma naprawdę sporo do zaoferowania. Nawet teraz, kiedy za oknem rozszalała się dość chłodna jesień, kusi niezwykle przytulnymi knajpkami - ładnymi, bardzo zadbanymi i przede wszystkim otwartymi. Jastarnia zapadła już w zimowy sen, a tam cały czas toczy się życie. Wierzcie mi, że byłam tym faktem bardzo zaskoczona. Półwysep przyzwyczaił mnie do czegoś zupełnie innego niż to, co tam spotkałam. Co zabawne, za każdym razem kiedy tam jestem, odkrywam jakieś miejsce, poznaję inny piękny widok, tak samo mocno dziwię się, że jest tam tak fajnie. Tak, Hel zdecydowanie mnie oczarował...


poniedziałek, 5 października 2015

Sopot, I love you!














Kiedy poprzednio byłam w Sopocie, na blogu rozpływałam się nad jego wspaniałością. Minęły prawie cztery lata i znowu mogę zacząć od słów: Kilka dni temu miałam ogromną przyjemność być w Sopocie. Mało tego! Mogę napisać dokładnie to samo, bo Sopot jest miastem magicznym. Zakochałam się w nim na nowo - chociaż nie jestem pewna, czy to odpowiednie określenie, bo przecież wcale nie przestałam go kochać. Jest cudowny. Idealny! Niemożliwie wręcz piękny... Sprawia, że jestem szczęśliwa. Tak po prostu! Jeśli kiedyś miałabym się gdzieś przeprowadzać (chociaż wcale tego nie planuję!), to Sopot byłby jednym z miejsc (a tych miejsc wcale nie jest dużo!), do którego ruszyłabym bez zastanowienia. Fantastyczne miejsce, bajkowe - a ta bajka jest cholernie w moim klimacie!
Kilka dni temu miałam ogromną przyjemność być w Sopocie. I cóż... ponownie się w nim zakochałam. Zauroczył mnie nocą i zachwycił za dnia. Można by powiedzieć, że jestem kochliwa. Byłam kiedyś, bardzo. Teraz została mi tylko łatwość do zakochiwania się w miejscach, filmach, piosenkach, rzeczach, butach... Tak więc tkwię w miłości. Dobrze że jest listopad, bo w takim razie to coś więcej niż wakacyjne zauroczenie. Najchętniej teleportowałabym się w tej chwili na boskie molo i rozbiła namiot na jego końcu. Ot co. Zakochałam się w jego niewiarygodnym pięknie. To miasto jest stylowe, jak najbardziej ponadczasowa kolekcja... Zachwycił mnie każdy dom z wieżyczką, każda przeszklona werandka i przestronne poddasze. Dopadło mnie tam poczucie bezwarunkowego szczęścia, takie jakie dopada mnie, kiedy spaceruję po Krakowie. Będąc tam czuje się energię płynącą z piękna.  Cudowne uczucie. Czemu tak tu się zachwycam? Utwierdzam się w przekonaniu, że nad rzeczami modnymi górują te piękne i stylowe. Ludzie ślepo gonią za trendami. A trendy zmieniają się z prędkością światła.W tej wiecznej gonitwie mało kto zastanawia się nad urodą tych wszystkich modowych hitów. Po chwili okazuje się, że ten cud sprzed dwóch sezonów jest strasznie obciachowy. A rzeczy zwyczajnie piękne nie tracą na wartości. Styl broni się sam. Magiczne...

sobota, 3 października 2015

Oddech jesieni.














 Poczułam oddech jesieni na plecach. Zmrok, który zapada zaskakująco wcześnie. Wilgotny chłód wieczoru. Pierwsze wyjścia w filcowym kapeluszu, w czapce... Moment, w którym wypada pożegnać się z wszystkimi typowo letnimi szmatkami. Oczywiście część rzeczy będę jeszcze przemycać - w towarzystwie grubego swetra, szala, czy lekkiej kurtki, ale teraz nie będą grały już pierwszoplanowych ról. Październik - to brzmi poważnie. Liście lecą z drzew, mój orzech za chwilę będzie łysy... Ludzie za oknem prezentują całą gamę odzieżowych możliwości - od japonek po grube kurtki. Jesień! Doszłam do miejsca, w którym zaczynam się z niej cieszyć. Lubię ten jej zakres możliwości. Lubię jej kaprysy - słońce, deszcz, 25 stopni, za chwilę 8... Nieprzewidywalna i szalenie piękna w palecie swoich barw. I tak niezwykle spokojna po tym całym zwariowanym lecie. Jest jak wieczór z książką przy herbacie, jak leżenie pod kocem i oglądanie filmu, jak leniwy weekend w piżamie. Jest i już. Może ten oddech wcale nie będzie zimny i złowieszczy.