poniedziałek, 24 października 2011

Chaos.

Prawdopodobnie nie jestem przebojowa. Prawdopodobnie nie jestem zbyt stylowa. Prawdopodobnie niczym szczególnym się nie wyróżniam. Z tego co wyczytałam w starszych komentarzach jestem też całkiem beznadziejna i niesamowicie wkurzająca, ale mimo to, nie mam na razie zamiaru znikać. Tak więc mimo, że raczej nie powalam jestem w stanie zaobserwować pewne zjawiska. W modzie również. Nie będę dziś zachwycać się ostatnio widzianymi pokazami, butami, które wpadły mi w oko, projektantami, których uwielbiam. To w kolejnych postach. Dziś chciałabym wrócić do czegoś, co znowu przykuło moją uwagę. Mam na myśli tendencje modowe. Konkretnie 'wrzucę na siebie wszystko, co mi wpadnie w ręce i w ten sposób powstanie najoryginalniejsza stylizacja roku'. Najlepiej jeszcze przy tym oczy zamknąć. Co ciekawe, te eksperymenty są niezwykle powtarzalne. Na ten sam pomysł wpada sto innych osób. I w gruncie rzeczy wybór (czy przypadek) sprawia, że są oryginalni w równym stopniu co pozostali, czyli nie są oryginalni wcale. Zatem ktoś wpadł na pomysł zestawienia wszystkiego, co do siebie nie pasuje (mówi się, że nie pasuje do siebie pozornie, ale moim zdaniem nie pasuje tak po prostu...) i inne oryginały to podchwyciły. Zabawne zjawisko. Wydawałoby się, że osoby, które stosują się do tej zasady przy wyborze stroju chcą się wyróżniać... Nie zdają sobie sprawy, że zrobiła się masa wyznawców tego misz-maszu? Czy to nie czas zrobić krok na przód? Jeżeli chodzi o mnie, jestem chyba tradycjonalistką . Lubię różne ciekawe rozwiązania i pomysły, ale ten trend jest dla mnie zbyt ekstrawagancki. Nie potrafię w nim dostrzec niczego ciekawego, niczego, takiego, żebym chciała popłynąć tym nurtem. Prawdopodobnie wynika z tego, że jestem nudna i mam zamknięty umysł. Może to dlatego, że jestem panną i wybitnie nie znoszę bałaganu. Nie oznacza to, że wybieram tylko zachowawcze stroje. Po prostu istnieje granica chaosu, który mnie odpycha.













5 komentarzy:

  1. a ja lubię chaos, zderzenie różnych stylów - na dźwięk słów "klasyczna elegancja" mam dreszcze i naprawdę, gdybym miała wystroić się w chanelowską garsonkę w zestawie z klasyczną torebeczką i butami, wolałabym chyba odgryźć sobie rękę. podoba mi się łączenie eleganckich ubrań z awangardą, odzieranie klasycznych modeli z ich zachowawczości i klasy - bo ubieranie się traktuję przede wszystkim jak zabawę :) poza tym lubię zabawę z kiczem, balansowanie na krawędzi dobrego smaku - zakładam że na bycie poważną i stonowaną mam jeszcze lata świetlne przed sobą. owszem, gdzieś jest ta granica, której nie przekraczam, ale przebiega ona bardzo, bardzo daleko stąd :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie mogę się z Tobą nie zgodzić, chociaż każdy ma swoją granicę chaosu i absurdu.
    Ja wolę czasem zachowawcze stroje niż mam sprawiać wrażenie, jakbym weszła do ciucholandu, na ślepo wyciągnęła poszczególne części garderoby i to wszystko ubrała na siebie (inna sprawa, że szperać w sh uwielbiam).

    OdpowiedzUsuń