poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Szary-mary.











 To było marcowe popołudnie. Kolejny z niezliczonych spacerów z Rupertem. I kolejny zestaw oszczędny w kolory. Myślę, że tak często sięgam po szarości, bo one w jakiś sposób pasują do mojej osobowości. Mimo, że lubię krzyczeć, również ubraniem, w dużym stopniu jestem szara. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Lubię ludzi, ale cenię sobie swoją samotność. Tak samo lubię fuksję, ale szarość jest moją bezpieczną przystanią. W pewnym sensie to stan umysłu. I nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że szary jest bez wyrazu. Mieści w sobie naprawdę dużo! Chyba najwięcej. 

14 komentarzy:

  1. Ja lubię szary za jego nieskończenie wiele odcieni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja też <3
      Są idealnie wygodne i mają ćwieki dookoła (naszukałam się trochę tych jedynych, ale jestem bardzo zadowolona! :))

      Usuń
  3. Buty cudowne. Patrzę na Twoje zdjęcia i od razu czuję ten morski klimat :) Pozazdrościć ;) / dearpopinjay.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Już o tym wspominałam, ale jeśli mogłabym sobie zazdrościć, to zdecydowanie bym to uczyniła. Ten morski klimat jest mi potrzebny jak tlen ;)

      Usuń
  4. ja już chyba zawsze będę miała słabość do takich zestawów ;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie może być kontrolowany ;)

      Usuń