sobota, 16 kwietnia 2011

Lumpeksowe niebo.

Wszelkiego rodzaju lumpeksy uwielbiam od zawsze. Duża część moich ulubionych rzeczy pochodzi z takich właśnie przybytków radości. Obecnie panuje moda na tego typu sklepy, to w sumie dobrze... Chwilowo ubieranie się w second handach nie jest obciachem. Dla mnie obciachowe nie było nigdy i nigdy nie będzie. Dlaczego? Otóż nigdzie indziej nie znajdziemy takiej różnorodności stylowo-markowo-okresowej. Podoba mi się to, że obok rzeczy praktycznie z najnowszych kolekcji są prawdziwe perełki vintage. Jest mnóstwo markowych rzeczy, nawet tych z najwyższych półek. Są rzeczy nowe, z metkami. A przede wszystkim są to najczęściej pojedyncze egzemplarze. Nic nie zastąpi tej satysfakcji, kiedy wyszukamy coś wspaniałego... Nie sztuka iść do sklepu i kupić sobie ładną, modną sukienkę. Tak może zrobić każdy. Sztuką jest przekopać się przez sterty ciuchów, żeby ją upolować. Poza tym chodzenie po lumpeksach przypomina polowanie. W przeciwieństwie do zakupów w galerii handlowej, zupełnie nie możemy się spodziewać tego, co znajdziemy. Bywa, że nie będzie nic ciekawego, ale zdarzają się dni, kiedy nie wiadomo w którą stronę patrzeć najpierw, po co chwycić, a na co się rzucić, żeby przypadkiem nikt nie był przy tym sekundę wcześniej, bo można w ten sposób stracić skarb... Zaliczam się do tego typu ludzi, których kręcą takie łowy. Zdecydowanie. Chodzenie po lumpeksach wyzwala niezwykłe pokłady adrenaliny. Bo: czy będzie coś fajnego, a jeśli będzie, to czy będzie pasowało... No i nic chyba nie cieszy tak, jak upolowanie czegoś najcudowniejszego na świecie za przysłowiowe parę złotych... Jestem zdecydowanie bardziej dumna ze wszystkich moich ciuchowych perełek kupionych za grosze w lumpeksach, niż z tych które kupiłam w sklepie za pełną cenę. I tu chyba nawet nie chodzi o kwestię finansową. Chodzi o satysfakcję... 






piątek, 15 kwietnia 2011

Spostrzeżeń kilka.


Niestety nie spotkało mnie dziś nic ciekawego ze strony mody, bo nie miałam czasu się dobrze porozglądać... Bywa i tak, więc opowiem tylko krótko o przeciętnych ciuchach przeciętnych osób trafiających do mnie. Bardzo ogólnie, bez rozbijania się na jednostki. Otóż zdecydowana większość rzeczy, z którymi przychodzi mi pracować jest niestety totalnie zwyczajna (w tym gorszym znaczeniu zwyczajności). Rzadko trafiają się ładne ciuchy. Nawet zwykle spodnie do skracania w większej części są niezbyt ładne. A czego jak czego, ale jeansów na rynku jest więcej niż dużo. A co ludzie wybierają? Powycierane potworki, albo barwione na jakieś brudne odcienie denimowego granatu dziwadła. Zastanawiające. Wydawało mi się, że te wszystkie jeansy z powycieranymi tyłkami, udami i innymi dziwnymi miejscami są już troszkę mało modne. A tu proszę, nie tracą na popularności. A na przykład takie sobie kurtki zimowe... Większość ma jedną, góra dwie, z tego co zauważyłam. A to dziwne, bo w końcu chodzi się w nich przeszło 5 miesięcy w roku. Ja sobie nie wyobrażam (w tej chwili) posiadania jednej ciepłej kurtki (no ewentualnie dwóch - eleganckie płaszczyki też muszą być w szafie na specjalne okazje). Jako, że kurteczka jest jedna musi pasować do wszystkiego, czyli musi być szaro-buro-czarna. Zdecydowaną większość stanowią te czarne i khaki. I to jest trochę przerażające, bo ogólnie zimna pora jest dość depresjonująca i jest wiele szarych dni bez słońca, śniegu i jakiegokolwiek powiewu świeżości. Ta ludzka fala pozbawiona koloru nie działa kojąco na zmysły. To zdecydowanie. Ciekawe czemu przyjęły się takie, a nie inne kolory okryć wierzchnich, tych zimowych... A teraz rzecz najbardziej zastanawiająca. Szycie od podstaw, czyli to, co powinno być najbardziej twórcze, rozwijające i przyjemne... Tutaj różnie bywa. Trafiają się rzeczy przyjemne, wymyślne sukienki, ciuchy na bazie moich projektów... Są też rzeczy 'ze zdjęcia', czyli kopiowanie w całości ubrania, co też jest ok. No i na końcu grupa, która nie przestaje mnie zadziwiać. Osoby, które przychodzą szyć sobie rzeczy totalnie obciachowe, brzydkie, nudne. Niestety jest ich sporo. Często zastanawiam się nad tym, po co osoba wymiarowa (bo co innego, jeśli ktoś faktycznie ma problem z dopasowaniem ciucha w sklepie) przychodzi szyć sobie całkowicie zwyczajny ciuch, jakich pełno w sklepach. Nie decyduje się na żadne innowacje, nie wybiera fajnego materiału. A już koszmarem totalnym są osoby, które wymyślą sobie coś, w czym z góry wiadomo, że będą wyglądać fatalnie (i raczej nie będzie to coś ładnego) i zupełnie nie dadzą sobie wytłumaczyć, pomóc, podpowiedzieć. Czasem ta różnorodność źle wpływa na poczucie estetyki i jakieś tam wyobrażenie o własnym stylu, guście. Chociaż może właśnie to uczy...


czwartek, 14 kwietnia 2011

Gustu dorastanie.

Zainspirowana poranną rozmową napiszę dziś o dzieciach. Dzieci są jednostkami bardzo plastycznymi i przy odrobinie wysiłku można naprawdę wiele z nich wyciągnąć. Swojego stylu uczymy się praktycznie całe życie, cały czas go doskonalimy... I zaczynamy już jako dzieciaki. Bardzo ważne jest, żeby mieć odpowiednie wzorce. Bo wiadomo, że małe dziewczynki uwielbiają przebierać się w ciuchy mamy, malować się mocno, zakładać masy naszyjników, korali i wisiorków. Są chętne do eksperymentów, nie odczuwają jeszcze presji szkolnej i są idealnie czyste. Jak pusta kartka, czekająca na zamalowanie. I to od rodziców w dużym stopniu zależy jak będzie wyglądał ten rysunek. Podstawowe rzeczy wynosi się z domu, przynajmniej powinno tak być, z tego co mi wiadomo. Oczywiście to tylko początek długiej drogi, ale pewnych nawyków nie da się oduczyć i ten start jest mimo wszystko istotny. Więc miejcie to na uwadze... Czemu takie rozważania? Jak wczoraj pisałam, lubię obserwować. I jako osoba niewysoka małe istotki również dostrzegam. I czasem żałuję. Do pewnego wieku dzieci (przeważnie) nie mają zbyt wiele do powiedzenia w kwestii swojego ubioru. Rodzice kupują, dostają i ubierają. Czasem efekty tego są dramatyczne i takie biedne dziecko musi się męczyć i nie daj Boże przyzwyczajać do czegoś takiego. Kiedyś o ciuchy było trudniej i na pewno nie było takiego wyboru, więc się wyglądało, tak jak wyglądało, ale teraz?! Przyznam, że ja nie mam raczej traumatycznych wspomnień odzieżowych, mama mnie nie oszpecała sądząc po tym, co pamiętam i co widzę na zdjęciach. Miałam raczej ładne ciuchy, mimo że to było dawno temu i nie mieliśmy boskiego H&M young! No właśnie... Teraz prawie każda sieciówka z fajnymi ciuchami ma swoją linię dziecięcą, nie mówiąc o projektantach... I wybór małych ciuchów jest oszałamiający. Często spotykam tam rzeczy, w których z miejsca się zakochuję. Mam to szczęście, że moje wymiary pozwalają mi na zakupy 'małych' rozmiarów. I widząc te wszystkie cuda zastanawiam się, jak to możliwe, że praktycznie nie widzę ich na ulicach! Maluchy mają ogromne pole do popisu w dziedzinie mody, a rodzice robią z nich małe kopie gimnazjalistów w rurkach, bluzach i adidasach. Jak dla mnie tragedia. Oczywiście, że te chude nóżki w rurkach wyglądają świetnie, małe bluzy też są rozkoszne, ale ile można? To zabijanie indywidualności w zarodku można powiedzieć. I żeby to chociaż były ładne bluzy... Rosną nam w ten sposób kolejne pokolenia pozbawione gustu i jakiejkolwiek ekstrawagancji. Od małego są przyzwyczajane do owczego pędu, do niewyróżniania się. Potem trudno jest z tego wybrnąć. I koło się toczy. Przykre, szczególnie, kiedy oglądam dziecięce ciuszki...

(nie miałam ostatnio czasu na zdjęcia, więc wrzucam takie robione na szybko, nie zwracające uwagi, żeby pusto nie było, jutro się poprawię!)





spodnie i sweter - TOP SHOP
pasek - ATMOSPHERE
kurtka - TAMMY

środa, 13 kwietnia 2011

Rozmiar ma znaczenie c.d.

Wracam do tematu, bo dziś znów znów zostałam zaatakowana pewnym widokiem. Otóż idzie sobie ulicą dziewczyna z mamą chyba, to nie jest dziwne... Dziwne było to, co owe dziewcze w rozmiarze XXXXL na siebie włożyło. Podążając za młodzieżową modą ubrała sobie szare rurki, jakieś trampki, króciutki ciemnofioletowy płaszczyk i chustkę burą. Pomijając, że cały komplecik prezentował się nad wyraz nijak w połączeniu z dzisiejszą szaroburą pogodą, było to przerażające. O ile nie traumatyczne... Jasne, że osoby w każdym rozmiarze chcą wyglądać modnie. I mogą! Ale kto powiedział, że wystarczy mieć modną  kurtkę, czy spodnie, żeby wyglądać dobrze?! Owczy pęd najbardziej widoczny jest u młodych ludzi. Gimnazjum, liceum i podstawówka nawet, to wylęgarnie kserokopii. Istny koszmar. Większość nie chce się wyróżniać, uważa, że musi mieć te spodnie, te buty i taką kurtkę. I mamy taką szarą masę jednakowych dzieciaków. Żal mi tych wszystkich większych, bo trudno się dziwić, że nie chcą odstawać od reszty w takim układzie. Ale z drugiej strony to albo głupota, albo ślepota, albo brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego. Bo poza zakupami przez internet, wybierając jakąś rzecz, idę z nią do przymierzalni, ubieram i patrzę w lustro. Wydawało by się, że to normalne... A tu niespodzianka. Widocznie nie każdy tak robi. Albo gorzej, robi i nie widzi, że nie jest dobrze... Ja zawsze traktowałam swoje odbicie krytyczniej niż na to zasługiwało, z zasady. Chociaż oczywiście nie wszystko widziałam. Lustro troszkę wypacza. Lepszy do diagnozowania wizerunku jest aparat. Ale z tym też różnie bywa. Czasami aparat okazuje się złośliwy i wyolbrzymia wszystko, co kiepskie. Wtedy trzeba zdać się na uczciwą(!) ocenę kogoś z otoczenia. Tutaj też różnie bywa, bo niektórzy wszystko pochwalą, inni wszystko skrytykują. Ale zawsze się znajdzie jakiś złoty środek. W każdej sytuacji. Pewnie jeszcze nie raz wrócę do tego tematu, bo wyjątkowo drażliwy jest dla mnie. Zawsze obserwowałam ludzi, przyglądałam im się, patrzyłam co mają na sobie itp, to przyzwyczajenie, jakiś impuls wrodzony, nie wiem, mam tak i już. I zawsze przerażają mnie takie modowe masakry...






kurtka - PRACOWNIA MASZYNOSZYCIE
spodnie - MARC JACOBS
sweter - MANGO
buty - DEEZEE
torebka - VINTAGE
okulary - STRAGAN

wtorek, 12 kwietnia 2011

Designerski Dzień Czekolady.

Dziś zgodnie z obietnicą postaram się troszkę wysilić. Może chociaż to jedno dziś mi wyjdzie, bo dzień miałam tragicznie leniwy. Ogarnęła mnie niemoc totalna i musiałam walczyć z opadającymi powiekami... Ale po południu zaaplikowałam sobie porządną dawkę ciastek i trochę mi to pomogło. Oczywiście skusiłam się na czekoladowe z okazji Dnia Czekolady! I tak przy okazji przypomniałam sobie o różnych modowych słodkościach. Widziałyście już na pewno zdjęcia designerskich ciastek, tortów i innych smakołyków, jeśli nie, to możecie zobaczyć je na stronie Kimono -
i jeszcze tutaj:
Przyznam się szczerze, że kiedy je zobaczyłam po raz pierwszy prawie umarłam z zachwytu! Takie małe słodkie cudo jest idealnym deserem dla modomaniaczek. Co prawda do moich urodzin jest jeszcze trochę czasu, ale raczej nie sądzę, żebym zdążyła do tego stopnia wyrobić się w sztuce cukiernictwa. Taki tort byłby niewątpliwie czymś wielkim na moim urodzinowym stole. Nie ukrywam, że raczej nie pozwoliłabym go potraktować nożem..., ale jakby ktoś chciał mi takie cudo podarować - pokocham bezgranicznie! Z tych torcików ze zdjęć rozczuliły mnie szpilki Manolo i Louboutiny, brązowe kuferki LV, obie Chanelk i różowa Joicy Couture z kokardą. Genialne! A jakie są Wasze typy? Kręcą Was w ogóle takie cukierniczo-modowe arcydzieła? Co do muffinek - sprawa wykonania jest ciut prostsza. I nożem nie trzeba ich traktować... Z propozycji Kimono - uwielbiam Chanel i Betsey. Ostatnią z zasady! Jest tak słodka i cudowna, że nigdy nie mogę się jej oprzeć. Co do Chanel - to niesamowite, jak przenosi swój klasyczny, stonowany i elegancki styl na coś tak prozaicznego jak muffiny. I niech mi ktoś powie, że pyszne ciasteczka nie mogą kusić swoim stylem! Już nie tylko smakiem... 











sukienka - Dorothy Perkins
kurtka - Tammy
sweter - Benetton
buty - DeeZee
torebka - Betsey Johnson
rękawiczki - Kaap Ahl
rajstopy - Allegro
okulary - wakacyjny stragan

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Wywiana inspiracja.


Przeglądam zdjęcia, filmiki, blogi i nic nie chce dziś mnie zainspirować. Może dlatego, że jestem zmęczona i trudno mi się wysilić. Myślenie idzie wolniutko, ale o myślenie twórcze nawet nie mam się co posądzać w tej chwili. Rano o czymś całkiem ciekawym myślałam, ale po całym ciężkim dniu zupełnie nie pamiętam, co to mogło być. Kilkudniowy silny wiatr i dzisiejszy całodniowy deszcz też obecnie nie wpływają na mnie twórczo. Muszę chyba zapisywać wszystko, co mi przez głowę przejdzie, bo najbliższe miesiące na pewno nie będą lżejsze, a nie chciałabym, żeby przez to zaczęło wiać tu nudą. Tak więc dzisiejszą inspirację wywiało, ale obiecuję, że na jutro się przygotuję! 

Zdjęcia są wczorajsze (nie oszukuję z tym dzisiejszym deszczem!)




marynarka i bluzka - vintage
spodnie - Cropp
torba - Pierre Balmain
buty - Stylowe Butki
okulary i wisiorek - wakacyjne stragany
pierścionek - H&M (albo New Yorker?)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Zmiana punktu widzenia.

Zastanawiałam się dziś nad tym, dlaczego tak wiele osób nie zwraca uwagi na to, jak się ubiera. Znaczy nie przywiązuje wagi do wyglądu. Jakby nie patrzeć jest on istotny... Niby nie ocenia się po wyglądzie, albo przynajmniej robić się tego nie powinno - akurat! Nasz wygląd zawsze jest rzucony na pierwszy ogień. Dopiero za nim, jakiś kawałek dalej jest osobowość itp. Codziennie zostajemy poddawani tysiącom ocen. W szkole, sklepie, na ulicy, w tramwaju... Wygląd jest naszą wizytówką. Dlatego też nadziwić się nie mogę patrząc na otaczających mnie ludzi. A już szczególnie przerażają mnie młodzi ludzie. Oczywiście rozumiem, że nie każdy musi lubić rzucać się w oczy, ubierać kolorowe, albo ekstrawaganckie ciuchy, ale w 'zwykłych' rzeczach też można dobrze wyglądać. Z czego wynika taka ignorancja odzieżowa? Bo nie trzeba interesować się jakoś szczególnie modą, żeby dopasować do siebie komplet ciuchów. Dostępność ciuchów na rynku jest przeogromna i oferuje cały wachlarz możliwości na każdą kieszeń. Tak więc kwestia finansowa odpada. Przyznam, że zawsze bawiły mnie stwierdzenia typu 'mam za mało kasy, żeby dobrze wyglądać'. Cóż za nonsens! Oczywiści nie każdy ma inwencję twórczą i potrafi z każdej rzeczy wyczarować małe cudeńko, ale żeby zaraz kupować wszystko co najbrzydsze i najbardziej nijakie? I te rzeczy na ogół wcale nie należą do tych najtańszych. Wkurza mnie to z estetycznego punktu widzenia. Ten brak zainteresowania wyglądem. Nawet jeżeli dana osoba ma w nosie to, że wygląda jak strach na wróble, mogłaby z uprzejmości dla innych otaczających ją ludzi się troszkę postarać. Czyż nie jest przyjemnie, kiedy patrzymy na rzeczy ładne? Czy każdy nie mógłby JAKOŚ wyglądać? Niekoniecznie zaraz jak z wybiegu, ale po prostu dość ładnie, dość dobrze? 







sweter - Massimo Dutti
top - House
spodnie - Escada
buty - Allegro/Top Obuwie
chustka - vintage
kolczyki - letni stragan

sobota, 9 kwietnia 2011

Orange & Pink Story.

Look Book zainspirował mnie dziś swoim Top 6 Orange do opowiedzenia historii mojej miłości do duetu róż&pomarańcza. O tym, że uwielbiam pisałam wcześniej, ale chyba nie wdawałam się w szczegóły... Róż lubię chyba od zawsze, zawsze dobrze się w nim czułam, lubiłam i noszę. Z pomarańczowym sprawy wyglądają trochę inaczej. Nigdy nie był moim topowym kolorem. Przechodziłam zielenie, niebieskie, fiolety, żółcie, brązy, czernie, szarości, czerwienie, ale pomarańczka nigdy nie miała okazji stać się numerem jeden. Zawsze przewijały się przez moją szafę jakieś ciuchy w tym kolorze, nosiłam je i owszem, ale nie podchodziłam do nich jakoś szczególnie entuzjastycznie. Trzy lata temu, podczas tworzenia pierwszej wakacyjnej kolekcji biżuterii, trafiłam na mix orange+pink. Banalnie, przymierzając do siebie materiały w różnych kolorach... Zachwyciłam się natychmiast i tak mi zostało. W tym sezonie mój orzeźwiająco - słodki duet będzie całkiem trendy, z czego kilka rzeczy z szafy niewątpliwie się ucieszy! A Wy lubicie tego typu energetyczne zestawy? 





kurtka - Tammy
sweter - Dunnes Stores
koszujka - Cropp
spódnica i rękawiczki - vintage
buty - DeeZee
torba - Diverse
korale - wakacyjne stragany

piątek, 8 kwietnia 2011

O butach.

Jestem butoholiczką. Mimo, że edytor wyraźnie wskazuje mi zygzakowatym podkreśleniem, że czegoś takiego nie ma, nie dam się wprowadzić w błąd. Jak powszechnie wiadomo butoholizm jest odmianą zakupoholizmu (zabawne, że taki wyraz - zakupoholizm- istnieje...), poniekąd. Moje uzależnienie od butów jest w dość zaawansowanym stadium. Par posiadam trochę, ale nie ważne co mam,  ważne co chcę mieć. A tu pojawia się problem. Kupuję na ogół za Allego i w kilku sklepach internetowych, żeby mieć dość szeroki przekrój obuwia dostępnego na rynku. Wirtualne zakupy dają mi dużą satysfakcję, poczucie że za jednym razem 'zaliczam' więcej par i przede wszystkim ogromny wybór, czego galerie handlowe mi nie zapewniają (w wystarczającym stopniu). Nie jestem tak nienormalna, żeby kupować wszystko, co wpadnie mi w ręce i się spodoba. Bez przesady. Nie mam tak pojemnej szafy, ani tym bardziej portfela... Podoba mi się naprawdę wiele par. Czasem z jednego modelu chciałabym co najmniej trzy wersje kolorystyczne. Jako, że kolekcjonuję od jakiegoś czasu, podstawowe modele i kolory mam. Teraz staram się wyszukiwać takie, które są wyjątkowe. Na wyjątkowość składa się kilka punktów, na przykład - fason, oryginalność, kolor, stopień moje zachwytu, wzór, obcas, podeszwa, ozdobniki przeróżne... słowem ważne jest praktycznie wszystko, tak przynajmniej by wynikało z tej wyliczanki. Najważniejsze są słowa 'muszę je mieć' przy oglądaniu. Bo trafiam na wiele boskich, bardzo wiele ładnych, ale tych z cyklu 'muszę je mieć' jest mniej. Z wiekiem robię się coraz bardziej wymagająca (ta cecha objawia się w każdej dziedzinie, więc możliwe, że zostanę starą panną, ale w ładnych butach!), więc zachwytów już nie ma nad co drugą parą. Problem w tym, że kiedy sobie jakiś fason wypatrzę (na przykład na wybiegu) i szukam go namiętnie, nigdzie go nie ma. Oczywiście wszędzie są ładne, modne modele, ale zawsze mi czegoś brakuje. Wydaje mi się czasami, że cała ta obuwnicza branża działa za wolno. Fasony, które chcę już, natychmiast, pojawiają się średnio po pół roku do roku. Tym większe było moje szczęście, kiedy udało mi się upolować buty( http://www.we-dwoje.pl/kolekcja;paprockibrzozowski;dla;reserved,artykul,5331.html?foto_id=11 ) z pokazu Paprocki&Brzozowski dla Reserved. Od momentu, kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcie z tego pokazu, a było to chyba już trzy lata temu(?), szukałam. Trafiłam na nie dość szybko, przez przypadek, na DeeZee. Uwielbiam je do dziś, zademonstrowałam je we wczorajszej stylizacji. Takiego szczęścia nie mam niestety często, ale na szczęście trafiają się cudne egzemplarze, które potrafią zaskoczyć i w sobie rozkochać od pierwszej chwili...




torebka - Diverse
buty i chustka - vintage
kurtka - Allegro
spodnie - Marc Jacobs
rękawiczki - Atmosphere
kardigan (którego nie powinno być widać, bo pasuje do wersji 'w pomieszczeniu') - Mango
okulary - stragan letni

czwartek, 7 kwietnia 2011

O modzie.

O modzie czytałam wczoraj (tak, to niesamowite, wiem... i szokujące!) i poza standardowym i niezwykle logicznym stwierdzeniem, że moda to sztuka podlegająca nieustannym przemianom, trafiłam na słowa (genialnego moim zdaniem) Oscara Wilde'a. Stwierdził on, że moda jest to forma brzydoty tak bardzo nie do zniesienia, że co trzy miesiące musimy ją zmieniać. No właśnie... Jakże to trafne i kąśliwe. Moda nas zachwyca, oczarowuje, zadziwia czasem, szokuje, no i przemija. Ledwie niektórzy zdążą się przyzwyczaić, bądź przekonać do pewnych trendów, a już pojawiają się nowe, lepsze, gorsze, ale świeże, na ten sezon. To wieczna pogoń za trendami, nowościami i zmianami. I czy logicznym nie wydaje się to stwierdzenie, że to forma brzydoty, skoro tak szybko ją zmieniamy? Piękno, samo w sobie, pięknem jest zawsze i nie trzeba zamieniać go na piękno nowsze. Moda to zdecydowanie dynamiczna i trochę niewdzięczna dziedzina sztuki. Bo cóż z tego, że za kilka sezonów, lat, być może dekad, wróci... W danej chwili pojawia się i znika. Chociaż jeśli się dobrze zastanowić, to chyba każda z dziedzin sztuki jest niewdzięczna odrobinę... Mimo to fascynuje i przyciąga. Bo jest interesująca, mimo swojej powtarzalności zadziwia. Jak tu tej brzydoty nie kochać...









płaszcz - japan style
bluzka - Top Shop
czarny top - House
spodnie - Benetton
buty - DeeZee
torebka - Mario Valentino
kolczyki - Allegro
chustka - vintage
okulary - stragan