piątek, 16 maja 2014

Niedopasowanie.













 To była końcówka marca. 
Zdjęcia o których zupełnie zapomniałam. 
Teraz bardziej niż o rajstopach i rękawiczkach myślę o bikini. 
Znalazłam już wymarzone. Nad wymarzoną figurą pracuję (choć nawet przy najbardziej optymistycznych prognozach nie będzie taka do lipca, aż tak mocno w cuda nie wierzę). Pozostaje nadzieja, że po prostu będzie jakaś. Że będzie figurą… 
Zabawne, że kilka lat temu nie miałam oporów przed paradowaniem w bikini. I wcale nie chodzi o to, że byłam chudsza. Wydaje mi się, że wyglądałam bardzo podobnie. Teraz pojawiła się blokada. Może przez wszechobecne zdjęcia naprawdę dobrych brzuchów. Może przez to, że zrodziła się jakaś taka większa świadomość, większa aktywność, większe wszystko (poza rozmiarem). Może jakoś podświadomie nabawiłam się kompleksów, bo jestem za niska, za gruba, nie od końca dopasowana do obecnego kanonu piękna (tego narzuconego przez świat mody)…


środa, 14 maja 2014

Stay positive.









Jako osoba niespełna trzydziestoletnia odkryłam drogę do szczęścia. Znalazłam sposób, dowiedziałam się jak to się robi i o co w zasadzie chodzi. O co tyle szumu… Zdaje się, ze to wielce indywidualna sprawa, bo każdy ma jakieś wyobrażenie, dla każdego jest czymś innym. Jedni gonią, inni bardziej lub mniej świadomie uciekają. Myślałam, że to wielkie rzeczy. Złote góry, które są praktycznie nie do zdobycia. Nic bardziej mylnego. To codzienność. Poskładałam do kupy garść drobiazgów rzucanych mi codziennie w twarz. Małe rzeczy tworzące wielkie obrazy... O ile dla każdego szczęście samo w sobie może mieć inny smak, nikt nie osiągnie go w pełni, jeśli wspomniane drobiazgi będą codziennie kąsały mu kostki. Praca, która drażni, upierdliwa znajoma, mebel ustawiony w głupi sposób. Niby nic, pierdoły. Można powiedzieć, że zawsze znajdzie się coś, co wkurza. Owszem. I należy to w miarę możliwości usuwać ze swojego życia. Wymieniać na przyjemności, choćby najmniejsze. Poradnik pozytywnego myślenia dla ubogich?

środa, 7 maja 2014

Tu i teraz.












 Majówka, czyli wstęp do wakacji. Kolejne przyjemne popołudnie w Chałupach. To miejsce już chyba zawsze będzie dla mnie synonimem relaksu. Jak sobie tam siedzę, to w zasadzie nic mnie nie obchodzi, nic poza tu i teraz. Na chwilę wszystko znika. Cudowne uczucie. 

niedziela, 4 maja 2014

Sztuka latania.

















Jedną z podstawowych zalet płaskich butów jest to, że można w nich skakać do woli. A ja sobie poskakać uwielbiam. Jak byłam mała, bardzo lubiłam chodzić na trampolinę (dodam, że wtedy trampoliny nie stały w prawie każdym ogródku). Na w-fie najcudowniejsze były skoki przez skrzynię… Teraz sobie skaczę z kamieni. Albo z górki. Czasem z bunkrów. Bawię się w gwiazdę rocka. I w Wonder Woman. Przez chwilę lecę. Wiatr we włosach, falujące ubranie. Super sprawa. 
Gdybym musiała być poważna, byłabym strasznie smutna.
Tymczasem hop!