Miało być optymistycznie. W zasadzie tak właśnie powinno być. Sprzyjają temu zdjęcia, zachód słońca, kolory, które na siebie włożyłam. Słowem - wszystko! Nawet ta usapana mordeczka Ruperta. Zamiast tego znowu dopadła mnie jakaś melancholia. Może to przez ten ciepły wieczór, który widać na zdjęciach. Może morze, bo ono zawsze coś za mną robi. Albo to po prostu dalej to cholerne lato, które się skończyło bez ostrzeżenia. Nagle, szybko i dość boleśnie. Tradycyjnie już. Ciekawe czy kiedyś zacznę znosić to lepiej. Może jak się w końcu wszystko poukłada. Na przykład za rok. Żeby znowu się tak strasznie ze sobą nie męczyć. Szczególnie wieczorami, kiedy robi się zimno. Myśli krążą wokół ciepłych skarpetek i gorącej herbaty. Całonocne eskapady przestają być kuszące. Ciekawe czy to już starość… Wolę myśleć, że to złość wymieszana z bezsilnością, że nie zdążę już porobić sobie zdjęć we wszystkich letnich zestawach, które wymyśliłam. Że to wszystko przez sandały, których nie zdążyłam założyć, przez sukienki, które niedługo będę musiała schować. Nie wiem czemu nigdy nie zdążę się nacieszyć tym wszystkim, co typowo letnie. Frustrujące, ale przejdźmy do części drugiej, zdjęciowej. Tam jest pozytywniej. Napatrzę się, to może coś na mnie spłynie!
poniedziałek, 8 września 2014
niedziela, 7 września 2014
Powroty i okazje.
Kolejny raz przyszło mi wracać. Choć nigdy nie chciałam odchodzić. Lato spowodowało kosmicznie długą przerwę w moim blogowym życiu, a trwało zaledwie tyle, co mrugnięcie, może dwa. Wystarczająco, żeby rozbić mnie na tysiąc kawałków. Zbyt mało, żeby zrealizować plany. Dziś, kiedy staram się złapać równowagę, trudno mi uwierzyć, że to wszystko już za mną. Gdzieś w środku czuję zawód. Miało być inaczej! Witam wrzesień z przewróconym do góry nogami światem. I nie wiem, czy to mi się podoba, szczególnie, że w perspektywie mam długą zimę. Z drugiej strony, ta rysuje się całkiem kolorowo. Wiem, że nie mam nic gorszego od marudzenia (ok, kilka rzeczy bym na tej liście umieściła, ale nie o to chodzi). Wiem, że nie można się zapętlać. Mam zamiar możliwie najszybciej się ogarnąć. Z większością spraw nie powinno być problemów. W zasadzie już zaczynam wychodzić na prostą. Coś jednak zostaje i ciąży. Coś, czego nie umiem jeszcze obejść, nie potrafię rozgryźć. I szczerze? Czasem wolałabym mniej czuć i mniej myśleć. Gdyby nie to, byłoby mi chyba dużo lepiej. Cóż, żeby było lepiej, należy skupić się na tym, co przyjemne. Ostatnie dni obfitowały w przyjemności… Pierwszego września blog skończył trzy i pół roku. Chciałoby się powiedzieć - poleciało! Kolejna okrągła rocznica, która zmusiła mnie do przemyślenia kilku spraw. Kolejny raz mam nadzieję, że teraz już naprawdę będzie tylko lepiej, czego sobie (i w sumie Wam również) życzę. Pora zaangażować serce i zabrać się za to miejsce. To wyjedzie tylko na dobre. I sercu i mnie. Będąc przy mnie - drugiego września skończyłam 27 lat. Lata lecą. Choć w tym roku wyjątkowo czuję się, jakbym cofnęła się w czasie. Przez całe wakacje byłam święcie przekonana, że będę miała już 28 urodziny. Ach, gdybyście widzieli moją radość, kiedy się okazało, że to jednak 27! Jakbym dostała rok życia w prezencie! Niezwykłe uczucie… Co do samych urodzin - o ile wiele osób ich nie lubi, ja jestem fanką! Uwielbiam każdą okazję do świętowania, a urodziny są na czele tej listy (zaraz po Gwiazdce!). W tym roku znowu nie mam prawa narzekać, bo było naprawdę fantastycznie! Spotkały mnie w zasadzie same miłe rzeczy (+ kilka MEGA miłych!) i to jest pozytywne. I tego właśnie będziemy się trzymać!
PS Tym razem wróciłam na serio!
niedziela, 31 sierpnia 2014
SINSAY DAY.
Wakacje właśnie dobiegły końca. Szybko, niespodziewanie, trochę smutno. Dlatego na chwilę cofniemy się w czasie. Wyobraźcie sobie pełnię sezonu, żar lejący się z nieba i poczucie, że to wszystko będzie jeszcze trwać… Mniej więcej tak to wszystko wyglądało, kiedy dostałam zaproszenie do udziału w letniej akcji D.I.Y - SINSAY & ICE WATCH POP UP STORE. Zaproszenie i zadanie - przerobienie szortów i bluzki. Morze możliwości…
Zaczęłam od szortów. Opcja była jedna, musiałam je wydłużyć!
T-shirt okazał się bardziej wymagający, bo bardzo podobał mi się w oryginalnej wersji. Był idealnym białym t-shirtem. Z ładnym przodem, którego postanowiłam nie ruszać. Zostały mi plecy.
Po wykonaniu zadania spakowałam swój minimalistyczny zestaw i ruszyłam na plażę we Władysławowie. To była sobota, 9 sierpnia. Kolejny gorący dzień. Musiało być fantastycznie!
Na miejscu czekało mnóstwo atrakcji. Były konkursy, muzyka, ciuchy i zegarki. Wszystko wakacyjne do granic możliwości.
Na plaży nawet zakupy smakują inaczej, a wierzcie mi, że było w czym wybierać!
Główny punkt mojej wycieczki. Spotkanie z blogerkami, prezentacja własnych przeróbek i ciekawa dyskusja o przerabianiu właśnie…
I na koniec wspólna sesja!
Było wesoło, miło i przyjemnie. Mam nadzieję, że choć trochę tej pozytywnej energii spłynie na Was z tych zdjęć. Osobiście życzyłabym sobie więcej takich imprez. Więcej tak miłych spotkań i ciekawych pomysłów. Cieszę się, że mogłam tam być, poznać wiele interesujących osób i cóż, po prostu miło spędzić czas.
Dziękuję SINSAY!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

































































































