sobota, 9 kwietnia 2011

Orange & Pink Story.

Look Book zainspirował mnie dziś swoim Top 6 Orange do opowiedzenia historii mojej miłości do duetu róż&pomarańcza. O tym, że uwielbiam pisałam wcześniej, ale chyba nie wdawałam się w szczegóły... Róż lubię chyba od zawsze, zawsze dobrze się w nim czułam, lubiłam i noszę. Z pomarańczowym sprawy wyglądają trochę inaczej. Nigdy nie był moim topowym kolorem. Przechodziłam zielenie, niebieskie, fiolety, żółcie, brązy, czernie, szarości, czerwienie, ale pomarańczka nigdy nie miała okazji stać się numerem jeden. Zawsze przewijały się przez moją szafę jakieś ciuchy w tym kolorze, nosiłam je i owszem, ale nie podchodziłam do nich jakoś szczególnie entuzjastycznie. Trzy lata temu, podczas tworzenia pierwszej wakacyjnej kolekcji biżuterii, trafiłam na mix orange+pink. Banalnie, przymierzając do siebie materiały w różnych kolorach... Zachwyciłam się natychmiast i tak mi zostało. W tym sezonie mój orzeźwiająco - słodki duet będzie całkiem trendy, z czego kilka rzeczy z szafy niewątpliwie się ucieszy! A Wy lubicie tego typu energetyczne zestawy? 





kurtka - Tammy
sweter - Dunnes Stores
koszujka - Cropp
spódnica i rękawiczki - vintage
buty - DeeZee
torba - Diverse
korale - wakacyjne stragany

piątek, 8 kwietnia 2011

O butach.

Jestem butoholiczką. Mimo, że edytor wyraźnie wskazuje mi zygzakowatym podkreśleniem, że czegoś takiego nie ma, nie dam się wprowadzić w błąd. Jak powszechnie wiadomo butoholizm jest odmianą zakupoholizmu (zabawne, że taki wyraz - zakupoholizm- istnieje...), poniekąd. Moje uzależnienie od butów jest w dość zaawansowanym stadium. Par posiadam trochę, ale nie ważne co mam,  ważne co chcę mieć. A tu pojawia się problem. Kupuję na ogół za Allego i w kilku sklepach internetowych, żeby mieć dość szeroki przekrój obuwia dostępnego na rynku. Wirtualne zakupy dają mi dużą satysfakcję, poczucie że za jednym razem 'zaliczam' więcej par i przede wszystkim ogromny wybór, czego galerie handlowe mi nie zapewniają (w wystarczającym stopniu). Nie jestem tak nienormalna, żeby kupować wszystko, co wpadnie mi w ręce i się spodoba. Bez przesady. Nie mam tak pojemnej szafy, ani tym bardziej portfela... Podoba mi się naprawdę wiele par. Czasem z jednego modelu chciałabym co najmniej trzy wersje kolorystyczne. Jako, że kolekcjonuję od jakiegoś czasu, podstawowe modele i kolory mam. Teraz staram się wyszukiwać takie, które są wyjątkowe. Na wyjątkowość składa się kilka punktów, na przykład - fason, oryginalność, kolor, stopień moje zachwytu, wzór, obcas, podeszwa, ozdobniki przeróżne... słowem ważne jest praktycznie wszystko, tak przynajmniej by wynikało z tej wyliczanki. Najważniejsze są słowa 'muszę je mieć' przy oglądaniu. Bo trafiam na wiele boskich, bardzo wiele ładnych, ale tych z cyklu 'muszę je mieć' jest mniej. Z wiekiem robię się coraz bardziej wymagająca (ta cecha objawia się w każdej dziedzinie, więc możliwe, że zostanę starą panną, ale w ładnych butach!), więc zachwytów już nie ma nad co drugą parą. Problem w tym, że kiedy sobie jakiś fason wypatrzę (na przykład na wybiegu) i szukam go namiętnie, nigdzie go nie ma. Oczywiście wszędzie są ładne, modne modele, ale zawsze mi czegoś brakuje. Wydaje mi się czasami, że cała ta obuwnicza branża działa za wolno. Fasony, które chcę już, natychmiast, pojawiają się średnio po pół roku do roku. Tym większe było moje szczęście, kiedy udało mi się upolować buty( http://www.we-dwoje.pl/kolekcja;paprockibrzozowski;dla;reserved,artykul,5331.html?foto_id=11 ) z pokazu Paprocki&Brzozowski dla Reserved. Od momentu, kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcie z tego pokazu, a było to chyba już trzy lata temu(?), szukałam. Trafiłam na nie dość szybko, przez przypadek, na DeeZee. Uwielbiam je do dziś, zademonstrowałam je we wczorajszej stylizacji. Takiego szczęścia nie mam niestety często, ale na szczęście trafiają się cudne egzemplarze, które potrafią zaskoczyć i w sobie rozkochać od pierwszej chwili...




torebka - Diverse
buty i chustka - vintage
kurtka - Allegro
spodnie - Marc Jacobs
rękawiczki - Atmosphere
kardigan (którego nie powinno być widać, bo pasuje do wersji 'w pomieszczeniu') - Mango
okulary - stragan letni

czwartek, 7 kwietnia 2011

O modzie.

O modzie czytałam wczoraj (tak, to niesamowite, wiem... i szokujące!) i poza standardowym i niezwykle logicznym stwierdzeniem, że moda to sztuka podlegająca nieustannym przemianom, trafiłam na słowa (genialnego moim zdaniem) Oscara Wilde'a. Stwierdził on, że moda jest to forma brzydoty tak bardzo nie do zniesienia, że co trzy miesiące musimy ją zmieniać. No właśnie... Jakże to trafne i kąśliwe. Moda nas zachwyca, oczarowuje, zadziwia czasem, szokuje, no i przemija. Ledwie niektórzy zdążą się przyzwyczaić, bądź przekonać do pewnych trendów, a już pojawiają się nowe, lepsze, gorsze, ale świeże, na ten sezon. To wieczna pogoń za trendami, nowościami i zmianami. I czy logicznym nie wydaje się to stwierdzenie, że to forma brzydoty, skoro tak szybko ją zmieniamy? Piękno, samo w sobie, pięknem jest zawsze i nie trzeba zamieniać go na piękno nowsze. Moda to zdecydowanie dynamiczna i trochę niewdzięczna dziedzina sztuki. Bo cóż z tego, że za kilka sezonów, lat, być może dekad, wróci... W danej chwili pojawia się i znika. Chociaż jeśli się dobrze zastanowić, to chyba każda z dziedzin sztuki jest niewdzięczna odrobinę... Mimo to fascynuje i przyciąga. Bo jest interesująca, mimo swojej powtarzalności zadziwia. Jak tu tej brzydoty nie kochać...









płaszcz - japan style
bluzka - Top Shop
czarny top - House
spodnie - Benetton
buty - DeeZee
torebka - Mario Valentino
kolczyki - Allegro
chustka - vintage
okulary - stragan

środa, 6 kwietnia 2011

Składniki stylizacji.

O moich pedantycznych skłonnościach chyba już wspominałam. Jeśli nie - jestem typową Panną. Porządek lubię na każdej płaszczyźnie. Strój nie stanowi wyjątku. Kiedy się ubieram, wybieram rzeczy, które w jakiś sposób, w danym momencie pasują mi do siebie. Bałagan w stylizacji nie jest moim zdaniem czymś ciekawym. Pisałam wcześniej o szmaciarskich stylizacjach, takich, w których nic do siebie nie pasuje, bądź przeważają rzeczy brzydkie. Choć akurat kwestią gustu jest ocena brzydkie/ładne. Ja kieruję się własnymi kryteriami, z którymi część z Was oczywiście może się nie zgadzać... Ale odchodzę o głównej myśli... Staję w szafie, wybieram jakąś rzecz, na którą mam w danej chwili ochotę i zaczynam zabawę. Na chybił-trafił wybieram tylko jedną rzecz, jako że porządek musi być... Wybieranie reszty ciuchów jest jak układanie puzzli, każdy element musi pasować. Skąd to przekonanie? Zdarza mi się robić eksperymenty i raczej nie jestem zadowolona z ich efektów, poza tym ilekroć oglądam zdjęcia różnych stylizacji i trafiam na takie niedopasowane, mam ochotę zrobić tam porządek. Ewidentnie jestem zwolenniczką 'czystych' kombinacji. Spodnie, buty, torebka, bluzka, szminka - wszystko musi jakoś do siebie pasować. Uwielbiam łączyć różne style i pozornie niepasujące do siebie rzeczy (pozornie!), ale zawsze kieruję się jakimiś zasadami łączenia, choćby były to moje wyimaginowane zasady... Takie 'pasujące' stylizacje mogą wydawać się komuś nudne, zbyt grzeczne lub asekuracyjne. Według mnie są bardziej stylowe. Co jakiś czas pojawia się moda na miszmasz totalny, a jak przemija, wszyscy się z tego bałaganu śmieją... A rzeczy, które do siebie pasują, pasować będą praktycznie zawsze. Fasony ewentualnie przestaną być modne, ale zestawienia nie będą tak strasznie dramatyczne. Poza tym jak wszystko do siebie pasuje, to ładnie wygląda, przeważnie... 








spodnie i torebka - vintage
buty - DeeZee
marynarka - prezent osiemnastkowy (+ nowe guziki)
kardigan - Mango
Koszulka - Diverse
okulary - letni stragan

wtorek, 5 kwietnia 2011

Polskie Szafy.

Wczoraj znalazłam się na liście Polskich Szaf. Chciałam się tam znaleźć praktycznie od początku prowadzenia tego bloga. No i się udało, za co dziękuję. 
Polskie Szafy to lista adresów polskich blogerek modowych. Sami określają się listą polskich blogów szafiarskich. Jest to świetne miejsce dla wszystkich interesujących się modą, stylem ulicznym, polskimi blogerami modowymi, inspiracjami stylizacyjnymi i ogólnie tematyką ciuchowo-modową. Posiadają bardzo długą alfabetyczną listę blogów. Lista jest naprawdę pokaźna, więc myślę, że każdy zainteresowany wyszpera tam coś dla siebie. To chyba największe tego typu zbiorowisko w Polsce, chyba. Ja znalazłam tam kilka bardzo ciekawych adresów, na które pewnie szybko bym nie trafiła. A przyznam się, że cały czas klikam na chybił-trafił... Tak więc polecam i zachęcam do zaglądania na:




futerko - New Look
sukienka - vintage
pasek - Diverse
buty - DeeZee
torebka - Moschino
rękawiczki - Carrefour
legginsy - Allegro

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Alice once again.

Moją fascynację Gwen chyba mieliście okazję już poznać... Mimo to powtórzę, że ją uwielbiam. Od bardzo długiego czasu podoba mi się jej styl i wygląd. Jeżeli istnieje pojęcie ideału kobiety, to Gwen jest nim dla mnie bez wątpienia. Ma to, co ja chciałabym mieć. Jest śliczna, zgrabna, dobrze się ubiera, świetnie maluje i ogólnie robi rewelacyjne wrażenie. Dziś przeniesiemy się z Gwen do świata Alicji. Udanej jego wersji moim zdaniem. Choć przyznam się, że książki nigdy nie czytałam, nawet wersji Disneya z rysunkami, mimo, że ja miałam. Ostatnio oglądałam film (bajki też nie oglądałam), który mnie zachwycił i był drugą po teledysku Gwen moją stycznością z tematem. Przeanalizuję teledysk pod względem modowym rzecz jasna, bo uważam, że jest w nim dużo inspiracji... A ich nigdy nie jest za wiele!
Tutaj znajdziecie teledysk:
Na początku mamy oczywiście do czynienia z perfekcyjnym makijażem, nawet w łóżku. I świetną fryzurę. O mojej miłości do wszelkiego rodzaju opasek i chustek pewnie też już pisałam... Odsłona z żółtą bluzką. Mimo, że nie przepadam za tego typu długościami, pewnie dlatego, że nie mogę pochwalić się takim brzuchem, całość mi się podoba. Jest dobrze dopasowana, nic z niczym się nie gryzie, czyli wygląda dobrze. Tak, uwielbiam porządek! Kiedy tylko przenosimy się do zaczarowanego świata, zaczyna się magia. Kolorów, fasonów, stylizacji... Genialny jest żakiet, no i buty Gwen z pierwszej odsłony i makijaż dziewczyny z odsłony drugiej. Potem falbaniaste cuda (3;50) i błękitne sukienki ( 4;28). Te ostatnie są fenomenalne. No i strój królowej. Tutaj mamy do czynienia z królewskim dziełem sztuki. Jakby ktoś chciał zrobić ze mnie królową, to proszę w tej sukience! Ogólnie wszystkie falbanki i inne dziewczęce i szalone rzeczy bardzo działają na moja wyobraźnię. Podobają mi się i ... przemawiają do mnie. To zdecydowanie magiczna kraina wspaniałości.



parasol i korale - sezonowe stragany
kurtka - Tammy
kardigan w pasy - Papaya
szary sweter - vintage
cekinowa spódniczka i rękawiczki - H&M
kalosze - Allegro

niedziela, 3 kwietnia 2011

Coś pięknego od Armaniego.

Znów przypadkiem trafiłam kolejny raz na genialną kolekcję Giorgio Armaniego na jesień i zimę 2011/2012. Skoro tak, postanowiłam kilka słów o niej napisać, podzielić się z wami jej elegancją i pięknem. 
Na samym początku rzucają się w oczy duże kolczyki. Robią wrażenie. Trzeci model powala mnie na kolana cudnym futrzakiem-pierzakiem. Wygląda tak, że o niczym innym nie marzę, jak tylko się w niego wtulić. Następnie mamy do czynienia ze sporą dawką klasyki i elegancji, jak zawsze u Armaniego. Jego garnitury, garsonki i suknie wieczorowe (!) zawsze wyglądają cudownie, są proste, bogate, klasyczne, ekskluzywne i bardzo kobiece. Jako projektant zdecydowanie ma to COŚ. Zwróćcie uwagę na spodnie. Są ewidentnie rozszerzane na nogawkach. Zapewne jeszcze jakiś czas nie będziemy widzieli dzwonów na ulicach, ale wracają. Za kilka (dłuższych może) chwil wszystkie zwolenniczki rurek będą w nich paradować, mimo ciągłego wyśmiewania tego typu spodni. Przewrotna ta moda, oj przewrotna. Nie warto niczego, co przestaje być modne wyśmiewać, bo na pewno wróci. W 2;50 pojawia się genialna asymetryczna tunika z tym cudnym puszkiem. Następnie piękny czarny (również puchaty) płaszcz. Od 3;30 zaczynają się sukienki, które mi się bardzo spodobały. Przede wszystkim materiały. A fason... Fason mnie rozbroił. Bombka inaczej. Wygląda więcej niż genialnie. Ale ogólnie od tamtego momentu uwielbiam wszystko. Przy 4;18 na przykład te narzutki. Są świetne. Potem te chusty z długimi frędzlami. Niezwykle szykowne. Sukienki od 5;19 z drobnymi modyfikacjami byłyby jeszcze lepsze, ale mimo to są bardzo ciekawe. Od 6;49 śliczne tuniki. Porcja pięknej biżuterii. Błyszczący płaszcz (7;40), potem błyszczące spodnie, błyszczące marynarki - kurteczki... Świetne. Bladoróżowe sukienki (9;02) kocham od pierwszego spojrzenia. W połączeniu z tymi etolami włochatymi są perfekcyjne. One wręcz do mnie mówią. Boskie! Następne propozycje są równie idealne. Zwiewne, kobiece, piękne, po prostu są Armani... Naszyjniki (od 9;35) - brak słów! Potem kolejny zawrót głowy - 9;53, 10;00 ( cudowne retro! pozbyłabym się tylko tej szmatki z dekoltu, żeby było jeszcze lepiej...), 10;21, 10;45 (perfekcyjne szale, bardzo efektowne). 
Kolekcja zachwycająca. Wszelkiego rodzaju narzutki, kolczyki, naszyjniki, sukienki i torebki. Genialne! I te tkaniny...
Te wszystkie cuda znajdziecie tutaj:
 







 
czapka i rękawiczki - Kaap Ahl
ponczo - vintage
jeansy - Cropp
buty - Kit
kurtka - M&S
musztardowy golf - Next

sobota, 2 kwietnia 2011

Mix sezonowy.

Przywitaliście już wiosnę? Ja przestawiam się powoli z zimowych ubrań na te trochę lżejsze. Teraz jest idealny moment na miksowanie ubrań. Trochę grubych, pachnących jeszcze śniegiem i trochę świeżych, wiosennych, nowych, albo tych wyczekanych, z dna szafy, z poprzedniego sezonu... Ostatnie chwile takiego szaleństwa modowego przed nami, więc warto z niego skorzystać. Szczególnie, że teraz cieplej będzie z dnia na dzień i ani się obejrzymy i wylądujemy w bikini na plaży. To też dobry moment na przemyślenie swojej wiosennej garderoby. Na wybranie odpowiednich trendów, zaplanowanie ewentualnych zakupów. Podpowiem, że z kolorów nudy, beże i karmele cały czas trzymają się na topie. Gorące są pomarańcze, żółcie i róże (ku zgrozie większości społeczeństwa). Z butów koturny i obcasy-słupki. Torebki osiągnęły przyjazny rozmiar midi. Niezwykle wygodny i poręczny. Szerokie paski ustąpiły pierwszeństwa paseczkom cienkim. Mile widziane w pasie. No i cały czas kombinezony. Wybór fasonów jest ogromny, więc każdy powinien raczej trafić na odpowiedni model dla swojej sylwetki, osobowości, czy gustu...
Zapewne większość z Was z nieskrywaną radością odeśle wszystkie kozaki, płaszcze i szaliki gdzieś, gdzie nie będzie ich widać. Mi osobiście kilku rzeczy żal chować, bo zima była tak długa, zimna i śnieżna, że nie zdążyłam się nimi nacieszyć. Fakt, że futrzanych czapek, rękawiczek i butów się nanosiłam. To samo tyczy się kożuchów i ciężkich kurtek i płaszczy. Ale wszystkie kozaki na obcasie (tym wysokim) stały sobie i czekały spokojnie. Dlatego bardzo lubię to przedwiośnie, które jest u nas tak nikłe... Na ogół z kożucha wskakiwało się w sweter. Dobrze, że teraz pogoda się troszkę unormowała i pory roku wydają się być w końcu zwyczajnie normalne... Zawsze się wkurzałam, że marzec i kwiecień był taki nierówny. Jednego dnia czapka, drugiego żakiet. Teraz sprawia mi to frajdę. Kiedy myślę, że już koniec z płaszczami, następnego dnia muszę jakiś ubrać... 
Zdjęcia są z 6 marca... Nie zdziwcie się widokiem śniegu, już go nie mamy!








kurta i rękawiczki - vintage
szalik - Solar
tunika - Bershka
legginsy - George
kalosze - Allegro 
torebka - Chanel
okulary - wakacyjny stragan

piątek, 1 kwietnia 2011

Jeszcze trochę spring - summer 2011.

Dziś miałam wątpliwą przyjemność pochorowania sobie troszkę. Jak już odespałam wszystkie bóle, włączyłam telewizję, oczywiście po przeleceniu programu wylądowałam na Fashion TV. Jako, że wiosna dopiero się rozkręca, pozostanę jeszcze przy kolekcjach spring-summer 2011. Z kilku pokazów, które powtarzali dwa rzuciły mi się w oczy szczególnie. Już wyjaśniam.
Marc by Marc Jacobs. Pierwsza sukienka i kilka następnych utrzymanych w tej stylistyce, pachnie mi trochę Sonią Rykiel, ale zapach jest na tyle delikatny, że nie razi... W szarym kombinezonie po prostu się zakochałam. Od żółtej sukienki (ok 0;49) zaczyna się 100% Marca w Marcu. Proste, ale bardzo kobiece fasony sukienek, każda krzyczy, żeby wyjść w niej na ulicę. Świetna wiosenna (a może letnia?) kolorystyka i paski (a paski uwielbiam). Podoba mi się na przykład propozycja w 2;32. Świetnie sukienki od 3;20 udowadniają, że nie trzeba wszystkiego odsłaniać, żeby wyglądać sexy i przede wszystkim kobieco. Podobają mi się też koszule w formie sukienek, bądź sukienki w formie koszul od 5;32. Cudowna spódnica w pasy od 7;44. No i wszystko od 9;32. W całej kolekcji nie ma nic, co by mi się szczególnie nie podobało. Przede wszystkim panuje w niej ład, a ja go sobie cenię na każdej płaszczyźnie. Tak więc w ubiorze też stosuję proste zasady zachowania porządku. Całość na plus. Zapraszam do zobaczenia całości:
Prada. Nie wiem co ta kolekcja miała sobą przedstawiać. Przynajmniej w wykonaniu Prady. Nie wiem czy widziałam tam więcej McQueena, Castelbajaca, czy Victora i Rolfa... Co do Prady w tej Pradzie to torebki i buty ewentualnie. Chociaż jak już  przy butach jestem, to chciałabym wiedzieć, co artystka miała na myśli wypuszczając te płaskie na kolorowej koturnie... One nie powinny istnieć, a już na pewno nie powinny pokazywać się na wybiegu... Obcasy, wszelkie ich odmiany, bardzo przyjemne. Ładne i całkiem oryginalne. A sama kolekcja? Momentami zastanawiałam się z czym ktoś miał większy problem, z oczami, czy z głową. Mimo to, kilka modeli podobało mi się bardzo. Ładne spódniczki z falbanką, pasiaste sukienki (od 5;24) ... i to chyba tyle. Bo trudno mi się przekonać do kolekcji, która przywołuje mi na myśl tyle nazwisk.









okulary - sezonowy stragan
sweter różowy - Moschino
sweter brązowy - House
spódniczka i kurtka - vintage
buty - Dorothy Perkins / Atmosphere