poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Sunday candy.









Porcja słodkich pasteli. Cukierkowy niedzielny zestaw. Radośnie, optymistycznie, pozytywnie... Wszystko z okazji całkowicie wolnej niedzieli! Takie cuda się zdarzają. Mało tego, z tej okazji potrafi nawet być ciepło, pięknie i słonecznie! Jestem wypoczęta i zadowolona. W tym stanie łatwiej mi dostrzegać małe rzeczy, łatwiej się nimi cieszyć... Jestem jakby bardziej podatna na pozytywy. Na przykład moje włosy. Pisałam ostatnio, że bardzo polubiłam ten kolor. Dziś oglądałam zdjęcia i doszłam do wniosku, że ja ich nie lubię. Uwielbiam je, jestem nimi absolutnie zachwycona. Pomyśleć, że kiedyś uważałam, że taki kolor włosów jest całkowicie niepraktyczny(!)...

niedziela, 21 kwietnia 2013

Buy the shoes!


Znowu buty. Nie tylko na koszulce... Znowu dopadła mnie myśl, że dawno sobie żadnych nie kupiłam. A jaka jest ta myśl, każdy powinien wiedzieć. W moim wypadku nie odpuszcza. Jak już się mnie uczepi (albo ja jej), to będzie męczyć. Będzie dręczyć. Będę przekopywać internet. Już w sumie zaczęłam. Lubię to, nawet bardzo. Nie to dręczenie, buty. Lubię je oglądać, przeglądać, kupować, przymierzać, dotykać, układać, przekładać, podziwiać... Obsesja? Jasne! I co z tego... To moje ulubione uzależnienie. Mam tyle rzeczy, że spokojnie mogłabym się podzielić i nie miałabym niczego za mało. Jeśli chodzi o szafę, to jestem jakby kolekcjonerką. Kupuję i mam. Niektóre rzeczy wymieniam, chowam, oddaję, sprzedaję, ale jakąś tam spora część mam. Niektóre przerabiam, niektóre uwielbiam od lat. Dlatego zakupy to przeważnie tylko przyjemność. Oczywiście przychodzi pora, że potrzebuję coś nowego, bo np. wszystkie płaskie buty na zimę wyzionęły ducha, ale najczęściej nie mam typowych potrzeb. To, że mówię, że nie mam się w co ubrać, nie mam spodni, bluzki, czy butów, to jedynie pic na wodę. Prawda jest taka, że mam się w co ubrać. Niczego potrzebnego mi nie brakuje. Ale w miarę jedzenia apetyt rośnie, jak wiadomo... Nigdy nie mam tego, w co akurat chciałabym się ubrać. Bo szpilki powinny być czerwone,  jeansy powinny mieć ciut inny kolor, odpowiedniej torebki brak, a pasek ma złą klamrę. Tak to jest, jak ktoś sobie ciągle wymyśla. A muszę dodać, że moja wyobraźnia jakoś nie ma granic... Trudno osiągnąć pełne zadowolenie w takiej sytuacji. Zawsze czegoś mega ważnego mi zabraknie. Najzabawniejsze jest to, że jak szukam tej ważnej rzeczy, to i tak nie znajduję idealnej. Albo coś jest nie tak, albo cena powala. Zawsze coś. Mimo to zakupy to ogromna przyjemność, więc w miarę możliwości kupuję. Kolejne rzeczy, żeby za chwilę stwierdzić, że brakuje mi kolejnego elementu. Bo przecież niebieskie buty to nie tylko niebieskie buty, potrzebne są błękitne, kobaltowe, granatowe, tyle odcieni, każdy inny, każdy by się przydał... No i niby nie potrzebuję, ale jednak... A czego bym nie chciała kupić, czy oglądać, to i tak kończy się na butach. To je najchętniej kupuję, o nich najwięcej, mówię, myślę. I tak z bluzki robią się szpilki, ze spodni sandały, ze swetra botki. Magia!










piątek, 19 kwietnia 2013

Owce i cała reszta.


Moda. Zastanawiam się nad nią ostatnio... Czy moda to stado owiec w tych samych spodniach, swetrach, butach, a nawet czapkach? Może jednak coś więcej. Gdzie leży punkt łączący modę ze stylem. Czy każdy modnie ubrany jest stylowy. Czy stylowy jest zawsze modny... Czy żeby być modnym trzeba mieć w szafie wszystkie modne w danym sezonie rzeczy? Jak to właściwie jest z tą modą... Jak o tym wszystkim myślę, to dochodzę do wniosku, że nie jestem modna. Nie rzucam się na sezonowe trendy. Nie wymieniam garderoby dwa razy do roku. Nie kupuję wszystkiego, co każda szanująca się modowa fanka powinna mieć... Żadna ze mnie fashion victim. I bardzo się z tego w sumie cieszę. Oglądam pokazy, czytam modowe magazyny, przeglądam nowe kolekcje sklepów. Zdaje się, że wiem co jest modne. Co powinniśmy nosić według projektantów, według redaktorów, co wisi na wieszakach w sklepach. Obserwuję to, co dzieje się na ulicach. Tych modnych i zupełnie niezainteresowanych tematem. Nie potrafię jednak przyjmować wszystkiego jak leci. Zawsze miałam problem z poddaniem się fali. Nigdy nie mogłam się przemóc żeby z nią popłynąć. Może gdybym nie była tak oporna, moje życie wyglądałoby inaczej. Wszystko byłoby inne, inna byłabym ja. I inaczej bym wyglądała. Może byłoby mi łatwiej. Ale nie chcę, nie mogę i czuję potrzeby. Zmieniam się, zmieniam stosunek do niektórych rzeczy, fasonów, kolorów. Ale zawsze wszystko staram się robić po mojemu. To dotyczy gotowania, urządzania mieszkania i sposobu ubierania się. Inspirują mnie te moje wszystkie okna na świat wielkiej (i tej malutkiej) mody, ale tylko inspirują. A może aż? Bo modę uwielbiam. Od kiedy pamiętam. Pociąga mnie i fascynuje. Ale też denerwuje, nudzi, obrzydza... Nie rozumiem niektórych cen, nie mogę zrozumieć, jak można być owcą ubierając się. Nudzi mnie oglądanie wciąż tych samych ciuchów, powielanie super modnych zestawów.  Nie znoszę tej mody, która krzyczy teraz noś tylko to. Teraz wszyscy nośmy tamto. A to i to do śmietnika! Owczy pęd. Masakra... Lubię natomiast modę, która otwiera oczy, pokazuje nieskończoność możliwości, zmusza do myślenia i zachęca do eksperymentów. Uwielbiam szukanie drogi do wyrażenia się za pomocą ciuchów i dodatków. Tę modę, która stawia drogowskazy, ale niczego nie wymusza. Rozkłada wachlarz możliwości, ale nie narzuca drogi...









środa, 17 kwietnia 2013

Powiew retro.










Dziś klimaty, które mnie kręcą. Lekki powiew retro, wysokie buty, cętki... No i oczywiście molo. Nieprzyzwoicie wręcz uwielbiam te budowle. Istne cudeńka. Bez względu na długość i szerokość. Rozbrajają mnie malutkie malownicze pomościki, zachwycają wielkie mosty, a molo - molo zawsze jest super! I jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo mam jedno zawsze pod ręką. Najchętniej zanudziłabym Was zdjęciami na, przy, pod, ale nie. Wiedzcie, że aż tak szalona nie jestem. Rozważałam też przejście na retro. Jako wyznanie, sposób bycia, ubierania, jako wszystko. Ale na razie odsuwam od siebie ową myśl. Chociaż ciągnie mnie to z dnia na dzień coraz bardziej. Może postawię na metodę małych kroczków? Wewnętrznie jestem cholernie retro. Nawet sobie nie zdawałam sprawy jak bardzo! Tak po swojemu, w unowocześnionej otoczce, ale retro. A zewnętrznie - różnie bywa. Jedno jest pewne, w takich odsłonach czuję się najładniej...


wtorek, 16 kwietnia 2013

Wspomnienie zimy.









 Pomyśleć, że kilka dni temu był śnieg! Dziś wydaje mi się, że zima jest tak odległa... Ale na wieszakach przecież wiszą jeszcze futra i kożuchy. Teraz pada deszcz. Wiosenny. Taki świeży...Kilka dni temu te zdjęcia wydawały się takie wiosenne. Z tym przebijającym się neonem, ze słońcem... Teraz patrzę i widzę tylko śnieg. Wspomnienie zimy. Bo przecież jest już wspomnieniem! 
Przy okazji tych zdjęć wyjątkowo pamiętałam o tym, że często brakuje Wam mojego tyłu. I proszę, jest tył. Z dedykacją dla wszystkich, którzy lubią oglądać z każdej strony. A na deser mały bonus. Nie wiem czemu lubię robić takie głupie rzeczy. Małpia natura, czy coś?