środa, 26 czerwca 2013

Sobótka.


 Ogólnie chodzi o to, żeby podpalić pal... Ale już wyjaśniam! Sobótka, czyli powszechnie znana Noc Świętojańska. Święto rocznika poborowego (zdaje się, że termin przestał obowiązywać, więc dodam, że chodzi o rocznik, który kończy 19 lat). Noc symbolicznego oddania władzy (wraz z kluczami do miasta) rocznikowi sobótkowemu. Niezwykle widowiskowa, jedyna w swoim rodzaju impreza, moim zdaniem najlepsza, jaką tu mamy... Praktycznie w jej przebiegu nic się nie zmienia od lat - najpierw jest przemarsz. Prowadzi orkiestra, za nią koń ciągnący pal i odpowiednio ubrany i wymalowany rocznik sobótkowy. Niby niewiele, ale sukces gwarantowany. Jest głośno i kolorowo. Przemarsz kończy się na placu sobótkowym (czyli na łące, na której często robię sobie zdjęcia...), gdzie chłopcy ze sporą pomocą ojców, wujków i innych panów stawiają pal. Cała operacja trochę trwa, dziewczyny w międzyczasie tracą głos od krzyczenia, ale kiedy pal zostaje osadzony, docieramy do sedna sprawy... Chłopcy strzelają do pala, bo tak jak wspomniałam chodzi o to, żeby go podpalić. Kiedy już się pali, dziewczyny idą puszczać wianki. Potem zabawa do białego rana. Tylko tyle i aż tyle... 










Dla mnie to jedno z najlepszych wspomnień. Jedna z chwil do których bardzo chciałabym się cofnąć. Sobótka niezmiennie mnie wzrusza. Jak byłam mała odliczałam do swojej. Zdawało mi się, że nigdy się jej nie doczekam. Pamiętam, jak w 2000 roku sprytnie sobie obliczyłam, że do mojej jeszcze sześć lat i byłam przekonana, że nie wytrzymam. To wtedy była dla mnie wieczność. Teraz wydaje mi się, ze to było chwilę temu. Mimo, że byłam trzynastoletnim brzdącem, kończącym właśnie podstawówkę... Teraz jestem już 7 lat po niej. I co roku się wzruszam. Walczę z sobą, żeby się nie popłakać, jak widzę te pomalowane twarze, kiedy słyszę hasła, które się nie zmieniają. Te same, które ja krzyczałam przed chwilą. Kiedy czekałam na Sobótkę byłam w wygranej sytuacji. Dziś się od niej oddalam. I to odczuwam. To niezwykle zabawne, bo w tamtym okresie dużo było tych wielkich wydarzeń... Była osiemnastka (a nawet dwie), Studniówka, matura, ale to Sobótka wbiła mi drzazgę... Nie wiem, czy kiedyś się na nią uodpornię. Myślę, że jeszcze długo będzie mnie rozbrajać. Zazdroszczę każdemu, kto jest jeszcze przed nią. I niezwykle dziwię się wszystkim, którzy nie chcą brać w niej udziału... To jedna z tych okazji, którą ma się tylko raz...





Wracając z sentymentalnej podróży w czasie:





 Zdjęcia miały być zrobione gdzieś pod palem, ale nie wyszło... A dlaczego moja twarz jest umazana? Zapomniałam dodać, że tradycją są również diabły. Czarne, szybkie, mocno brudzące...


4 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia :) outfit jest fajny pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow nie wiedziałam, że gdzieś istnieją jeszcze tak ciekawe imprezy ;)
    Sama chciałabym na takiej być ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Superrrrrrrrrrrrr
    fotki

    OdpowiedzUsuń