środa, 21 października 2015

On.














To były chyba ostatnie podrygi porządnego ciepła w tym roku. Zatoka - moja ulubiona! Piasek, zachodzące słońce i bieganie z Rupertem. Jedna z tych chwil, które można określić mianem popołudniowego relaksu. Chwila dla siebie. Chwila dla psa. Z naciskiem na tego drugiego, bo w zasadzie wszystkie spacery są dla niego. Pan Pies bez którego sobie świata nie wyobrażam. Nie wiem co robiłam przed nim. Miałam pewnie dwa razy więcej czasu, którego wcale nie chciałabym mieć z powrotem. Dziś dostałabym w zamian niewyobrażalną pustkę i najgłębszy na świecie smutek - taki, w którym można się utopić. Zwierzak zdecydowanie jest jedną z największych radości. Jest doskonałym kompanem, towarzyszem, przyjacielem. Ktoś może powiedzieć, że to ograniczenie, że obowiązek, kłopot (tak, z takim komentarzem też się spotkałam, tfu!), że brudzi, gubi sierść i kosztuje. Może i tak, ale jak tak spojrzy w oczy, to to jest bezcenne, ta miłość i przywiązanie, to mięciutkie futerko, ciepłe ciałko. Nieważne, że ciągle zmieniam pościel, że nie raz zdarzy mu się wskoczyć brudnymi łapami na czyste spodnie, że codziennie podłoga pokryta jest warstwą piasku i sierści. Każdego dnia daje mi tyle radości, że nic innego się nie liczy. Moja mała ruda miłość... To za jego sprawą zaczęłam kupować płaskie buty. Przeprosiłam się nawet z trampkami! Musi mi być wygodnie, teraz już ciepło, muszę mieć swobodę ruchów. Ma wpływ na moje życie w każdej, najmniejszej nawet dziedzinie. I za nic bym tych małych spraw i ograniczeń nie oddała. Niech na mnie wpływa jak najdłużej!


3 komentarze: