poniedziałek, 20 listopada 2017

Winter is coming.


Dziś sypał u mnie pierwszy śnieg. Nie leżał na ziemi nawet przez moment, ale sypał. Stosunkowo intensywnie, na tyle, że zwróciłam na niego uwagę, nie gapiąc się wcale w okno. W tamtej chwili doszło do mnie, że zima jest już naprawdę blisko.
Ok, wiem, że w górach jest już od paru chwil całkiem biało, ale do tej pory były to tylko obrazki w internecie. Teraz widziałam płatki śniegu za własnym oknem.  Czas do wyjazdu się kurczy. Jeszcze niedawno myślałam, że mam go sporo... Mimo, że staram się zbyt wiele nie planować (pewnie kiedyś do tego wrócę), zaczynam się obawiać, że i tak nie zdążę. Wiem, że świat się nie zawali. Wiem też, że od tej chwili moje myśli będą krążyły już głównie wokół zimy. Tej zimy w górach. Tej, która skradła moje serce i tak znacząco na mnie wpłynęła. Wokół mojej zimy. I nieważne, że obcasy zostają w domu. A jeśli czegokolwiek miałoby mi tam brakować, to zdjęć. Po zeszłym roku wiem, że okazji i miejsc jest wystarczająco dużo. Przemycam też swój codzienny styl. Okazało się, że się da. Kto wie, może w tym roku coś zadziałam, chyba już się na tyle oswoiłam...
Swoją drogą to trochę pachnie ironią, że jak już się na tyle ogarnęłam, żeby wpadać tu z największą częstotliwością od dawna, muszę spakować walizkę i wyłączyć komputer. Tyle świeżych zdjęć czeka. Tyle pomysłów. Znowu poczułam radość z bycia tu. Nową energię, nowe chęci. To przecież takie moje, najbardziej jak tylko się da. Głupio mi, że tak odpuściłam. Chociaż może tak właśnie musiało być. Odpuściłam, przestałam o tym myśleć, był nawet całkiem spory okres, kiedy nie robiłam sobie zdjęć. Może musiałam przestać, żeby zrozumieć, że naprawdę bardzo to lubię. Zatęskniłam. Zaczęłam żałować tych wszystkich zestawów, które przeszły cichutko, a były niejednokrotnie więcej warte niż te, które załapały się na zdjęcia... Akurat teraz, kiedy czuję, że wróciłam (i to nie jedną nogą, wróciłam całą sobą), znowu zafunduję nam przerwę. Tak, to zdecydowanie ironia losu, ale co zrobić, winter is coming!





4 komentarze: