Na wszystko przychodzi czas. Teraz przyszła pora na rękawiczki. Wiecie lub nie (niektóre spostrzegawcze anonimy wiedzą), że kilka lat temu odmroziłam sobie ręce. Skutki odczuwam do dziś. Niestety również widzę. Teraz jest już dużo lepiej, ale jak wynika ze starszych komentarzy ręce mam okropne (pozwoliłam sobie na złagodzenie). W sumie nie mogę się nie zgodzić. Kiedy tylko poczują chłód robią się mało efektowne. Cóż, nie obetnę ich sobie. Dlatego też oficjalnie rozpoczynam sezon rękawiczkowy. Dla mnie zdrowotnie, dla wrażliwszych - estetycznie. Prawdopodobnie większość nie doczyta, czemu moje ręce wyglądają tak a nie inaczej, ale Wy będziecie doinformowani, a co! Od dłoni przejdę teraz zgrabnie do stóp, bo ileż można rozwodzić się nad zwykłym odmrożeniem. Na stopach mam dziś cudeńka, które możecie znać z mojej strony na facebooku ( przy okazji zapraszam do polubienia!). Jakiś czas temu znalazły się na mojej liście must have. Oszalałam na ich punkcie i oczywiście musiałam jej mieć. I istotnie musiałam, bo są piękne, wygodne i moje! Nie wiem za co lubię je najbardziej, za ten fenomenalny fason, za panterkę, obcas, wygodę, czy ogólne wrażenie. Jedno jest pewne - to był dobry zakup. Powiecie, że tylko oszołomu chodzą w takich butach po piaskach i łąkach? Może coś w tym jest. Ale ja testuję możliwości moich butów w ekstremalnych warunkach. Zawsze.
sweter - vintage
spodnie - Miss Selfridge
buty - Deichmann
czapka - Kapp Ahl
futrzak - Oasis
torba - Mario Valentino