niedziela, 24 lipca 2011

Rzecz o butach.

Wujek Google zaprowadził mnie dziś na Zeberkę. Przez przypadek - jak zwykle. Przeczytałam artykulik i skusiłam się nawet na przejrzenie komentarzy, czego zwykle nie robię. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie liczyłam wszystkich swoich butów. Zdarzało mi się liczyć japonki, szpilki, czy kozaki, ale zawsze osobno, w różnych momentach. Jak zawsze w takiej chwili ogarnęła mnie próżność i zapragnęłam je zliczyć. Niestety w tej chwili jest to niewykonalne, bo jakaś część jest wyniesiona i czeka sobie na jesień lub zimę. Pech. Liczenia, ile na te wszystkie pary wydałam, nie podejmę się nigdy raczej, bo bardzo trudno byłaby mi dojść, ile konkretnie kosztowała każda z osobna ( a przecież przy większej ilości każda dycha się liczy...). Tak więc nie usatysfakcjonuję się na razie (w tej kwestii)... A jak to wygląda u Was? Liczycie? Ile kasy, ile par, ile lat zbierania. O tak, co do lat zbierania, to wiem kiedy zaczęłam kolekcjonować. Zaraz po maturze, czyli w 2006. W liceum cierpiałam na chroniczny brak butów. Kończąc szkołę miałam chyba trzy pary płaskich-baletkopodobnych, dwie pary adidasów, japonki, kozaki. Chyba tyle. Nosiłam buty do znoszenia i wymieniałam na nowe. Ojj, jak teraz o tym myślę, to prawie żal mi samej siebie. Teraz wkurzam się nie na to, że nie mam niebieskich butów, tylko, że nie mam takich, w odpowiednim fasonie i odcieniu... Pomyśleć,  że kiedyś miałam biało-kamelowe i czarne do wyboru, potem dokupiłam brązowe... Te ostatnie mam do dziś. Czyli od pięciu lat trwam w ciągle rosnącej żądzy nowych butów. Ciągle mi mało, ciągle zakochuję się w nowych, ciągle wymyślam sobie nowe cele...








A to dzisiejszy poranny spacer. I mój cudowny nowy sweter. Miłość od pierwszego wejrzenia. To coś więcej niż zwykłe zakochanie. Już go widzę na sobie w te długie zimowo-jesienne wieczory...  Podoba wam się?

sweter - Asos
leginsy - Butik
buty i torebka - Allegro
korale i okulary - stragany wakacyjne

7 komentarzy: