poniedziałek, 28 listopada 2011

Fioletowy jest ok.


Kolor, który nigdy nie trafił na listę moich ulubionych. Mimo, że jak się okazuje bardzo go lubię i dobrze się w nim czuję. Tak to jest z tymi ulubionymi kolorami... Jestem na etapie stwierdzania, że nie mam tego jednego jedynego. Uwielbiam szare rzeczy, ale równie dobrze czuję się we wszystkim co krzykliwe. Lubię też klasyczną czerń, biel i wszelkie ich kombinacje. Delikatne pastele też są rewelacyjne, te wszystkie pudrowe róże, delikatne beże... I jak niby miałabym wybrać ten jedyny, najlepszy, ulubiony... Z kolorami jest jak z muzyką. Z jednej strony uwielbiam Vivaldiego i Maanam, z drugiej Gorillaz i The Beatles. Może właśnie dlatego tak bardzo lubię wszelkie szarości. Mimo uwielbienia dla biało-czarnej podstawy widzę wszystko, co pomiędzy... I fioletowy też jest świetny.




5 komentarzy: