piątek, 20 września 2013

Bajka o szarości...


Przyszła jesień. Temperatura znacząco spadła, niebo zasnuły deszczowe chmury. Ulice zrobiły się puste. Przyszła jesień i zrobiło się szaro. Na końcu świata, w tej szarości, w ciszy zakłócanej jedynie szumem wiatru ostałam się ja. Niezmieniona zbytnio, zdawałoby się. Rok starsza, z nowym kolorem na głowie, ale to szczegóły! Wakacje. Były minęły, kusiły... Jak co roku miłość do pizzy z Mariano była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Gofry z bitą śmietaną kusiły jak nigdy wcześniej. Goście, ciastka, kolacyjki, dużo piwa i jeszcze więcej wina. Lato pod znakiem krzesła. Praca, stół, praca, stół. I tyłka nie było nawet kiedy porządnie ruszyć! Spacery ograniczone do koniecznego minimum, a to naprawdę mało. Zero roweru, rolek nawet nie wygrzebałam w tym roku, ćwiczenia wszelakie odpuszczone całkowicie. I tak oto stałam się gruba. Magia? Skąd! Okropne lenistwo i złudna, huraoptymistyczna wizja, że jakoś to będzie. I faktycznie, jest jakoś. Tylko jakoś tak do dupy. Dupy jakby za dużo. To żadna jesienna depresja. To nie wpływ szarości, deszczu i chłodu. To trzeźwa ocena sytuacji. Rozmiar niby ten sam, wszystkie ciuchy niby dobre, tylko jakoś leżą inaczej... Nic tylko się cieszyć, że pół szafy to oversizy! Bajka o szarości? Szara bajka... To raczej horror!





4 komentarze: