wtorek, 17 września 2013

Ruda jesień.








 Znowu przyszła jesień. Dziś poczułam ją wyraźnie. Wślizgnęła się w ażur swetra... Nie ma odwrotu. Mogę się oszukiwać, że wcale nie, ale po co. Przyszła, jest i będzie. Ruda, tak myślę. Bo mnie ten rudy kręci. Macie dziś okazję przyjrzeć się szaleństwu - kupiłam sobie sweterek pod kolor włosów. Chore? Trochę przypadek, ale jest ok. Lubię swetry. Od jakiegoś czasu stanowią mój ulubiony górny element stroju (jeśli wiecie co mam na myśli). Jako, że jesień, uraczę Was pewnie swetrowym przeglądem mojej szafy. Taki mam przynajmniej zamiar! Swoją drogą nie dostrzegam w nich żadnych wad! Są miłe, przyjemne, ciepłe, miękkie, szybko schną, ładnie wyglądają i jest ich cholernie dużo. W ogóle wełna ma w sobie coś fajnego. Coś domowego, swojskiego, przytulnego. Kojarzy mi się z ciepłem. A za zimnem nie przepadam... Oswoiłam swetry do tego stopnia, że noszę je przez okrągły rok, zastąpiły mi bluzy, często kurtki. Jednak z nadejściem jesieni ich sezon rozpoczyna się tak naprawdę, na 100%. Do swetrów dorzucam czapki, za chwilę dojdą szale i rękawiczki... I jest w tym dużo fajnego, mimo że czasem brakuje typowo letniego ciepła...


6 komentarzy: