sobota, 1 marca 2014

TRZY LATA!

To wydaje się nieprawdopodobne, ale jestem tu z Wami już trzy lata. Czasem jednak myślę, że jestem tu od zawsze, bo prawda jest taka, że ten blog powstał dużo wcześniej niż te trzy lata tamu. Wtedy napisałam pierwsze zdania, opublikowałam pierwsze zdjęcia i zastanawiałam się co dalej, ale myśl o nim zakiełkowała dużo wcześniej. Dziś cieszę się ogromnie, że tej myśli nie porzuciłam. Cieszę się, że ulegam impulsom, pozwalam rozwijać się luźnym myślom. To przez to stoję w tym, a nie innym miejscu. I jestem szczęśliwa. Mimo, że nie wszystko idzie zgodnie z planem, nie wszystko jest idealne. Prawdę mówiąc nic nie jest idealne… Ale wierzę, że kiedyś będzie. Dążę do tego, ale przyznaję, że czasem idzie mi opornie. Możliwe, że zbyt często odpuszczam, często za mało się staram. Ale potem gonię, nadrabiam i walczę. Trochę sama ze sobą, trochę ze światem, trochę z własnymi zdjęciami. Różnie bywa. Mimo wszystko myślę, że jest coraz lepiej. Co najważniejsze, czuję że jestem na odpowiedniej drodze. Wiem, że powinnam być dokładnie tu i teraz (choć czasem chciałabym czegoś innego). Robię to, co sprawia mi przyjemność, to luksus, a jak wiadomo, za to trzeba płacić. I to się odbija na różnych sprawach, czasem na drobnych, czasem na tych większych. Nieważne, tak wybrałam i tak jest. I tylko ode mnie zależy, w którą to wszystko pójdzie stronę. W którą stronę ja pójdę. Dużo pracy, dobry plan, chęć, zapał i satysfakcja. 
Trzecie urodziny bloga to okazja, żeby trochę podsumować, trochę podziękować, za coś przeprosić, coś obiecać. Cofnęłam się na chwilę do drugich urodzin i wiecie co odkryłam? Tamten tekst miałby rację bytu również dzisiaj. Mimo to daruję sobie podsumowania wyświetleń, obserwatorów, fanów itp, bo w zasadzie nie mam się czym chwalić. Fakt, że tendencje są wzrostowe (może pomijając negatywne komentarze, ale tłumaczę to sobie faktem, że po prostu jestem nudna), co mnie bardzo cieszy, ale mimo to nie ma fajerwerków. Jak będą, to się podzielę, bądźcie pewni! Swoją drogą wyświetlenia nie są dla mnie najważniejsze. Cieszę się, że są, bo inaczej byłabym tu sama jak palec jakiś, ale przestały mieć dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Nie jaram się, że dziennie wpada do mnie tyle, czy tyle ludzi. Zależy mi na tym, żeby było choć kilka osób dziennie, które się zainspirują, które znajdą tu coś dla siebie, którym się spodoba i zostaną dłużej. Tylko tyle. W dobie, kiedy bloga, ma prawie każdy, sukcesem jest trafić choć do garstki stałych odbiorców. Sukcesem jest nie zgubić się w tym całym gąszczu. Liczba fanów na facebooku jest nic nie warta, jeśli nie ma kontaktu, jeśli nie ma żadnych reakcji na kolejne publikowane posty, czy zdjęcia. Jeśli z tysiąca osób reaguje pięć, to tylko one się liczą. I należy się cieszyć z tego, że są. Bo to naprawdę dużo. To samo tyczy się obserwatorów. Co z tego, ze ma się ich masę, jeśli oni wcale nie zaglądają. Liczby to nie wszystko. Może i liczą się jeśli chodzi o jakieś współprace, ale to z kolei średnio liczy się dla mnie. Dla mnie najważniejsza jest świadomość, że mogę się komuś podobać, kogoś inspirować i sprawić, że ktoś będzie tu na mnie zawsze czekał, ciekawy nowych propozycji. A mam nadzieję, że tak właśnie jest. I to dla Was zamierzam się bardziej starać. Lepiej zorganizować swój czas, żeby nie robić nic na odpierdziel, żeby nie wrzucać tu byle czego, żeby byle czego nie rzucać na tyłek. Żeby kolejne posty były spójne i pełnowartościowe. Bez namiastek. Słowem, żeby było tylko lepiej. Wczoraj zaprosiłam Was na długą wycieczkę po zeszłym roku. Przygotowując ten post byłam pozytywnie zaskoczona, bo spodziewałam się czegoś gorszego. Tak, pozytywnie się zaskoczyłam. I wiecie co? Mam zamiar w tym trwać. Mam zamiar Was i siebie pozytywnie zaskakiwać za każdym razem. Wysoko podniesiona poprzeczka? I oto chodzi. Bo nie chce się czołgać. Chce skakać. Wysoko skakać! 
Nie będę się już bardziej rozdrabniać. Literek wystukałam i tak więcej, niż planowałam. Jest plan, rok za nami, rok przed nami. Oby nie jeden. 
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE! BARDZO.

Kończąc te wywody, wrzucam pierwszy i ostatni zestaw trzeciego roku. 
(panterki to przypadek, serio!)
Od jutra już tylko czwarty!



14 komentarzy:

  1. 100-u lat udanych stylizacji !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny wynik życzę dalszej wytrwałości i kolejnych świetnych pomysłów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję :)
      Oby tych świetnych było jak najwięcej! ;)

      Usuń
  3. 3 lata to już kawał czasu. Wytrwałości? Chyba nie trzeba. Życzę nieustającej pasji. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale zleciało, widzę, że w podobnym czasie zaczęłyśmy ;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe zdjecia :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wyglądasz. Bardzo ciekawy blog, pozdrawiam i zapraszam do siebie http://jeanettegloves.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń