wtorek, 12 listopada 2013

Jastarnia, 28.10.2013
























Miało być bez komentarza, ze względu na porę, na zmęczenie, ale to nie byłoby fair. Należy się Wam kilka słów. Szczególnie tym, którzy czekają na kolejne wpisy i porcje zdjęć… Przez zamieszanie ostatnich dni, można powiedzieć tygodni, trochę się wszystko rozjechało. Przez kończący się długi weekend dni się wyciągnęły, z poniedziałku zrobiła się niedziela… Uznajmy, że faktycznie mamy dziś koniec tygodnia i dlatego zdjęcia nie przedstawiają mnie. Po przerwie wracam do niedzielnych spacerków, czyli moich zdjęć okolicy.
Kolejny raz serwuję Wam widoczki znad zatoki. Wspominałam, że jest moim częstym celem? Z kilku powodów. Głównym są spacery z Rupertem, kolejnym kite. Jako, że to taki mój rodzinny sport poniekąd. Jeśli tylko mam czas, a poza ścisłym sezonem staram się go mieć, biegnę z aparatem gonić wiatr. Choć celem raczej są latawce i osoby znajdujące się na końcu linek. Jak widzicie sezon trwa. Może nie w pełni, ale trwa. Przy najmniejszym podmuchu pojawiają się latawce. W sumie to klimatyczne. Chociaż mnie lekko przeraża temperatura i wizja moczenia się w wodzie… Mimo, że jest stosunkowo ciepło i ponoć całkiem znośnie. Poza sezonem zdecydowanie wolę być po drugiej stronie obiektywu. Stać (albo siedzieć) sobie na brzegu, w czapce, ciepłych butach i kurtce. Od tego patrzenia pewnie nie będę pływać lepiej, ale widocznie nie jestem takim zapaleńcem, jak moi znajomi. Kite od strony prezentowanej na zdjęciach jara mnie tylko w lecie. Taka ze mnie sezonowa zajawkowiczka...


3 komentarze: