sobota, 6 października 2012

Trochę historii.

 
Czas leci z piekielną prędkością i  wiecznie mi go brakuje, co możecie zaobserwować tutaj. Niestety. Ostatnio pisałam o tym, że minęło już półtora roku mojej blogowej zabawy. Ale pewnie nie wiecie (przynajmniej większość z Was) , że to moje drugie podejście do bloga. Pierwszy zaczęłam pisać w liceum. Gdzieś na przełomie 2003-2004. Do matury było bez zdjęć. Pisałam. Wylewałam z siebie potoki słów. Miałam tyle do wyrzucenia z siebie. To była taka moja odskocznia. Zawsze miałam fioła na punkcie pamiętników. Własnych. W liceum pisałam dwa pamiętniki - jeden w szkole, drugi w domu. Setki stron zapełnionych słowami i rysunkami. Po maturze blog zmienił charakter. Ale szybko umarł. I teraz żałuję. W 2006  postanowiłam wzbogacić go o zdjęcia. Nie zaskoczę Was chyba, jak powiem, że to były zdjęcia tego, w co byłam ubrana. Wtedy było to jedno zdjęcie jednego stroju. I wrzucałam je do albumu. Przy okazji dalej coś pisałam, ale to nie trwało długo. Nie pamiętam, kiedy dokładnie przestałam, wydaje mi się, że pod koniec roku, może ciut później, ale w maju 2007 już było po wszystkim. Wiecie czemu to rzuciłam? Bo zalała mnie fala komentarzy, że wrzucanie zdjęć swoich ciuchów, to chyba najbardziej obciachowa rzecz na świecie. A może tych komentarzy było tylko kilka? Nie wiem, ale wtedy byłam naprawdę słaba psychicznie, więc nie potrzebowałam wiele. Na początek usunęłam ten album, potem przestałam pisać. Straciłam serce, bo to te zdjęcia zaczęły trzymać mnie przy blogu numer jeden... Tak zaczęła się moja obsesja. Fotografowałam namiętnie to, co na siebie wkładałam, tyle że nic z tym nie robiłam. Jakieś zdjęcia wrzucałam na Naszą Klasę, potem na Facebooka. Z założeniem tego bloga nosiłam się naprawdę długo. Chodził za mną praktycznie od momentu rzucenia tamtego. Może jestem z natury trochę ekshibicjonistką. Nie wiem. Żałuję, że tak długo się zbierałam w sobie, ale cieszę się, że się w końcu zebrałam.


Sukienka - Pracownia Maszynoszycie
Sweter - Vila
kapelusz - H&M
buty - Allegro







Co do czasu jeszcze - znowu przyszła jesień. teraz naprawdę. Wsadziła mnie w swetry i inne ciepłe rzeczy. Kazała mi pochować sandały. Stąd ten rozkwit. Na przekór tego, że wszystko umiera. Mój ogród zasypały liście, kwiaty przekwitły, zostały ostatnie, najwytrwalsze. Dlatego podoba mi się to, że kwiaty z mody nie wychodzą. Nie chowają się na zimę na dno szafy. Kiedy robi się szaro i zimno są cudne.

8 komentarzy:

  1. Zabójcze buty :) I jak Ci ślicznie w tym kapeluszu!!!


    P.S.-Zajrzyj do mnie na konkurs, wiem, że niektórzy męczą tymi konkursami strasznie i czasem ma się ich dość, ale u mnie raz na rok coś jest, więc jak męczę to naprawdę w słusznej sprawie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. ale masz intrygujące buty! co chwilę mam inne zdanie na ich temat, ale wzrok przyciągają! ;d

    OdpowiedzUsuń
  3. swietny blog! obserwujemy się?
    pozdrawiam
    http://thirtiesinthecity.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za duzo, to niezdrowo ;)) do mnie te buty nie przemawiają ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kapelus zmeega, za dużo wzorów jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń