wtorek, 26 lutego 2013

Dwa w jednym.


Jak myślicie, czy łatwo wyrzucić kogoś ze swojego życia? Przez ostatnie wydarzenia ta myśl nieustannie do mnie powraca... Czy łatwo? Zależy. Są osoby, których wołami nie ruszysz. Nawet jeśli z całych sił pragniesz się ich pozbyć, zapomnieć, wyrzucić ze świadomości. Inni sami się ewakuują. Choćby ich przywiązać do kaloryfera znikną. I to nie jest od nas zależne w najmniejszym stopniu. Bywa, że ludzie się zmieniają i drogi same się rozchodzą. czasem to dobre, czasem pozostaje żal. Za tym co było, za tym czego brakuje. Czasem choćby się chciało, nie da się kogoś zatrzymać, bo losy potoczyły się tak, że nic nie da się zrobić. Igraszki losu. Biegu rzeki nie da się zatrzymać. Cofnąć tez nie. W świecie ponoć jest równowaga. Ktoś odchodzi, pojawia się ktoś inny... I coś w tym jest. Jedne znajomości nie przetrzymują próby czasu, w ich miejsce pojawiają się nowe. Niektóre, choć słabo pielęgnowane, trwają. Sa tak silne, że nie zaleje ich ani susza, ani zalanie. Choćby łzami. To jak z tuszem na kartkach papieru. Po latach niektóre wyglądają jak świeżo zapisane, inne całkiem wyblakły. Są jeszcze widma. Osoby, z którymi w sumie nic nas nie łączy, ale nasze drogi kiedyś się skrzyżowały, choćby w jednym punkcie. Osoby, które zawładnęły naszą podświadomością. Z tymi dopiero jest problem! Zawsze zastają jakieś wspomnienia, skojarzenia... Myślę, że nie da się niczego wyrzucić z życia. Można próbować zapomnieć. Czasem się udaje. Ale są osoby, których nie zapomni się nigdy, choćby faktycznie zniknęły. Można wykasować numer z telefonu. Można pozbyć się zdjęć, czy wyrzucić z listy znajomych na portalu społecznościowym. Ale to i tak za mało, żeby kogoś wyrzucić z życia... 













Postanowiłam kiedyś, że nie będę dodawała postów, w których zdjęcia nie będą się w żadnym stopniu odnosiły do tekstu. Postanowiłam też, że teksty nie będą się kręciły tylko wokół szmat... Nie wiem czemu, może dlatego, że nie myślę o nich tak dużo jak powinnam? Swoją drogą ile powinnam? Przeciętny człowiek nie myśli o nich chyba zbyt wiele. Ja zawsze myślałam sporo. No i w dalszym ciągu tak jest, tyle że to luźne myśli, jakieś spostrzeżenia, przemyślenia, często za mało, żeby o tym pisać. Albo jak już pisać, to rozwinąć myśl. Powinnam chyba więcej miejsca poświęcać tu ciuchom... W wersji pisanej. I chodzi mi o to, żeby było to coś więcej niż: Witajcie kochani, nie mam dziś czasu zbytnio się rozpisywać, ale wrzucam kilka fotek - mam na sobie moje ukochane kozaczki, które już doskonale znacie, jansowe rurki z Zary (kocham Zarę!) i luźny miętowy sweter. Oczywiście oversize, wiecie przecież, że są szalenie modne, te z ćwiekami to już w ogóle szaleństwo! A miętę czuje już od wiosny... Przecież nikt tu nie jest ograniczony, widzicie spodnie, buty, bluzki, kolory też. Nie bawię się też raczej w super trendy prosto z blogów. Raczej ich tutaj nie widzicie... 
Przez przypadek powstały mi jakby dwa posty. Mamy dwa dominujące wzory na zdjęciach, dwa kolory na ciuchach i dwa tematy, które różnią się dość znacznie. Cóż, za to że nie było mnie wczoraj - dziś dwa w jednym!

3 komentarze: