czwartek, 14 marca 2013

Pepitka, żółta sukienka i oceny.


Dziś kwestia opinii innych. Kiedy warto się nią przyjmować, kiedy należy brać ją do siebie. Jak odróżnić tą wartościową od zupełnie nijakiej. Nie wiem czy to w ogóle się da łatwo i czytelnie napisać, podzielić, rozróżnić. Każdy ma inną wrażliwość, na każdego działają zupełnie inne rzeczy. Codziennie zostajemy poddani ocenie innych - w pracy, na ulicy, w sklepie. Ludzie oceniają nas po kolorze włosów, makijażu (lub jego braku), płaszczu, butach. Ocenie podlega nasza figura, wyraz twarzy i to, co mówimy. Nawet to w jaki sposób. Każdy wyrabia sobie jakieś zdanie, niezależnie czy spędza z nami minutę, czy pięć lat. I z tym zdaniem różnie bywa. Ktoś trafia na nasz zły humor i jest przekonany o tym, że jesteśmy chamami... 
Ze wszystkich możliwych  płaszczyzn skoncentruję się na wyglądzie zewnętrznym. Mianowicie na ubraniach. To na ich podstawie najczęściej jesteśmy oceniani. Mówi się, żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie, ale cóż - tak się TYLKO mówi. Kiedy się ubieramy chcemy dobrze wyglądać, chcemy żeby było nam ciepło, albo wygodnie - co kto lubi. Mi zależy na tym, żeby podobać się sobie. To czy spodobam się komuś w danym zestawie jest drugorzędną kwestią. Oczywiście jest mi miło, jeśli się spodoba, byłabym dziwna gdyby tak nie było. Ale jeśli wszyscy stwierdzą, że jest do dupy, nie będę się ciąć. Każdemu podoba się coś innego. Inne połączenia kolorów, inne fasony. Ja lubię połączenie różu z czerwienią, ale dla innych to może być niedorzeczne. Każdy zestaw może może być oceniony na tysiąc różnych sposobów. Jedni będą się zachwycać, inni stwierdzą, że jesteśmy królami tandety i bezguścia. Gdzieś jest złoty środek. Z każdej opinii można coś wyciągnąć, ale chyba nie należy się zbytnio przejmować. Tak myślę. Kiedyś opinie, które były negatywne (a szczególnie te chamskie) sprawiały, że chciało mi się płakać. W tej chwili każdej słucham, każdą czytam dwa razy, ale biorę je na chłodno. Nie dajmy się zwariować. Wszelkie miłe rzeczy i pochlebstwa też filtruję. Nauczyłam się tego w pewnym sensie. Może jestem tylko zbyt zarozumiała i przekonana o swoich racjach i poglądach? Kto wie. Trochę się zmieniłam, myślę że wpłynęły na to opinie innych, ale są rzeczy, których chyba nic nie ruszy. Chyba. 
Dziś na przykład jestem z siebie zadowolona i żadna ocena tą opinią nie zachwieje. Bo nie. Lubię to połączenie kolorów, lubię nosić czapkę i okulary (choć to kogoś mocno dziwiło). Jedyne czego żałuję to fakt, że nie wyglądam ładniej na zdjęciach. Cóż.



  


 


8 komentarzy:

  1. Fajny look, do gustu przypadły mi buty i sukienka ... rewelacja

    OdpowiedzUsuń
  2. super zdjęcia! Pozdrawiamy i zapraszamy do nas ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurtka w pepitkę jest genialna, fajne połączenie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten zestaw jest świetny :) Twoje włosy + żółty kolor = MAGIA ;)

    Obserwuję twój blog i zparaszam do mnie :)

    www.dede-moda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Przesliczna pepitka !


    Makelifecolorful.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń